niedziela, 22 lipca 2012

Jacek Piekara "Alicja"

Recenzja nr 12, Jacek Piekara "Alicja"

Mój mąż jest fanem powieści fantasy. Od czasu do czasu rzucam więc okiem na okładki książek, które czyta, ale nic poza tym, ponieważ wolę inne gatunki literatury. I tak na jego biurku pojawiła się kolejna przyniesiona z biblioteki książka. Spojrzałam na okładkę. Zza rozbitego lustra, czy po prostu zwykłej szyby spoglądała na mnie dziewczynka, może nastolatka. Jej wzrok był tajemniczy i nieco niepokojący. Widać było jedynie kawałek jej twarzy, reszta postaci chowała się za trzymanym oburącz przedmiotem. Sądząc po tytule, miała na imię Alicja. Zupełnie tak, jak znana mi bohaterka powieści Lewisa Carolla.

Wiem, wiem, nie powinno się osądzać książki po okładce, słyszymy to od czasów dzieciństwa. Nie napiszę oczywiście, że skreślam z góry książkę, której okładka jest dla mnie nieciekawa. W swoim życiu przeczytałam wiele pozycji, które miały ją szaroburą, nudną lub nawet... nie miały jej wcale, bo były już tak zniszczone i stare. Jednak często jest tak, że to właśnie okładka mnie zaintryguje i przyciągnie. Cóż, nie jestem chyba jedyną taką osobą. Specjaliści od marketingu mogliby napisać całe rozprawy na temat, jak pierwsze wrażenie decyduje o tym, czy coś kupujemy, czy też nie. Tymi dywagacjami odbiegłam od tematu. Skończyłam na tym, że to właśnie okładka sprawiła, że książkę zapamiętałam. I nie tylko zapamiętałam, ale zapragnęłam ją przeczytać. Co więcej, porzuciłam dla niej zaczętego wcześniej Cejrowskiego (stwierdziłam, że przyjdzie na niego czas, wszak Gringo czytałam już kilka lat temu i może spokojnie sobie poczekać na regale).

Imię i nazwisko autora książki było mi już wcześniej znane, ponieważ mignęło mi kilka razy na okładkach książek czytanych przez męża. Jacek Piekara, pisarz fantasy i dziennikarz (ma na swoim koncie współpracę z takimi czasopismami jak Świat Gier Komputerowych, Gambler, Click!, GameRanking), urodził się w 1965 r. w Krakowie. Studiował psychologię i prawo (Uniwersytet Warszawski). W 1983 r. na łamach Fantastyki ukazało się jego debiutanckie opowiadanie Wszystkie twarze szatana. Jest autorem wielu książek fantasy, pogrupowanych w serie, których nie będę tu przytaczać, bo jest ich dość sporo. Jednym z nich jest cykl o Alicji: Alicja tom 1 oraz Alicja i Ciemny Las. Te dwie powieści nakładem Fabryki Słów zostały wydane jako całość i to właśnie tę książkę trzymam w dłoni.

Głównym bohaterem obu części (choć wydane są jako jedna książka, nie sposób ich nie oddzielać), a jednocześnie narratorem jest Aleks, dziennikarz, który porzucił pracę w ogólnopolskim czasopiśmie dla stworzenia scenariusza. Niestety, czas mija, a pomimo wciąż nanoszonych poprawek, nikt nie wyraża zainteresowania jego dziełem. Staje się on przez to coraz bardziej zobojętniały i zgorzkniały, popada w marazm, a jego stan psychiczny oraz sytuacja finansowa pogarszają się z dnia na dzień. Codziennie z okna swojej obskórnej kawalerki widzi nastolatki grające w gumę lub rzucające piłką. Pewnego dnia piłka trafia w jego okno. W tych właśnie okolicznościach nasz bohater poznaje 14-letnią Alicję, dziewczynkę inną niż wszystkie. Nie mija wiele czasu, a znajomość z nią wypełnia jego życie. Jednocześnie karta jego losu zdaje się odwracać, kobieta, którą od wielu tygodni obserwował zza rogu ulicy, nie mając odwagi wypowiedzieć do niej nawet słowa, umawia się z nim na randkę. Aleks odbiera też telefon od sławnego aktora, który zainteresowany jest napisanym przez niego scenariuszem. Jak potoczą się dalsze losy dziennikarza? Czy jego wybory okażą się słuszne? I co ma z tym wspólnego Alicja?

Przyznam, że pierwszą część czytało mi się prawie jak powieść obyczajową zmieszaną z kryminałem. Nie było natłoku nadprzyrodzonych, tajemniczych postaci, choć kruk, pojawiający się co jakiś czas w snach Aleksa, budził mój niepokój. Akcja wciągnęła mnie na dobre i nawet nie zauważyłam, kiedy byłam już w połowie książki.

Przejdę teraz do omówienia drugiej części, czyli opowiadania Alicja i Ciemny Las. Początkowo miałam wrażenie, że czytać będę po prostu dalsze przygody Alicji i Aleksa, osadzone w podobnych realiach (zapomniałam wcześniej dodać, że akcja Alicji toczyła się głównie w Warszawie). Nic bardziej mylnego. Aleks, a razem z nim czytelnik, bardzo szybko zostaje przeniesiony do innego wymiaru, do mrocznej, baśniowej krainy. Trafia tam, by uratować uwięzioną Alicję. Od tamtej chwili powieść czytało mi się, jak baśń. Jest ona zupełnie inna od pierwszej. Trudno mi nawet powiedzieć, czy lepsza, czy gorsza. Po prostu inna. Mamy tutaj gadającego czarnego kruka, tajemniczą zielonooką dziewczynę, wikinga Hjalmara i smoka Fafnira (to właśnie te dwie postacie wymienione na końcu spodobały mi się najbardziej). Nie jestem natomiast przekonana co do sensu umieszczenia w fabule opowieści kruka o Wróżce Zębuszce i Piaskowym Dziadku. Moim zdaniem ich obecność niczego ciekawego nie wnosi, a słowa opisujące tego drugiego przyprawiły mnie o mdłości i odruch wymiotny (cóż, może jestem zbyt wrażliwa). Nie podobało mi się też nagromadzenie wulgaryzmów. O ile w pierwszej części, jeśli pojawiały się, ich użycie bylo zasadne, tak tutaj już nie zawsze (oczywiście moim zdaniem). Zdziwiło mnie też zakończenie. Sprawiło, że po przeczytaniu książki czuję niedosyt i ciśnie mi się na usta masa pytań. Być może takie były zamiary autora, który zamierza dopisać kolejne części. Jeśli tak, na pewno z chęcią po nie sięgnę.

Alicję uważam za książkę wartą przeczytania. Nie mogę niestety porównywać jej ani do pozostałych powieści tego autora, ani do innych pozycji z tego gatunku. Znów wyjdzie na to, że moja recenzja może nie być przydatna dla osób, które mają na swoim koncie dziesiątki przeczytanych książek tego typu. Skoro jednak przeczytałam ją z nieukrywanym zainteresowaniem i potrafiła mnie wciągnąć (szczególnie podczas czytania pierwszego tomu), sądzę, że mogę ją polecić innym osobom, które na co dzień fantastyki nie czytują.

Jacek Piekara, "Alicja", Fabryka Słów, Lublin 2010 

20 komentarzy:

  1. Mój Mąż też uwielbia fantasy, a ja rzadko sięgam po ten gatunek; i podobnie jak Ty często sięgam po książkę ze względu na okładkę, choć często okazuje się to błędem :p
    Nie kojarzę, czy czytałam już jakąś książkę Piekary, chyba nie, ale skoro nie jesteś bezapelacyjnie zachwycona, to na razie przeznaczę czas na inne tytuły :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O tak, to, że sięgnięcie po książkę ze względu na okładkę czasem okazuje się błędem to inna sprawa. :D Też zdarzyły mi się podobne sytuacje. :D Czasem jednak faktycznie gdyby nie okładka, nigdy nie zauważyłabym danej książki.:D Co do samej "Alicji" to mój mąż mówi, że pewnie dlatego podobała mi się bardziej pierwsza część, bo tam fantastyki było jak na lekarstwo. :D

      Usuń
    2. Haha, mi też jak już się fantastyka spodoba to zwykle Mężowi średnio, bo mało fantastyczna :D

      Usuń
  2. Ja fantastykę czytuję, ale po przeczytaniu opisu, widzę, że "Alicja" raczej mnie nie zainteresuje. Na razie sobie odpuszczę, ale może kiedyś, gdy mi wpadnie w ręce, dam jej szansę.
    Co do okładek, też mam do nich słabość i gdy jakaś mi się bardzo spodoba, nie umiem przejść obok niej obojętnie, co zazwyczaj kończy się tym, że dana książka ląduje u mnie na półce :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Nie znam się na polskiej fantastyce, ale ta powieść zapowiada się ciekawie. Chyba poznam bliżej twórczość pana Piekary. :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Czytuję sobie czasem serię Piekary o inkwizytorze Madderdinie ("moi mili") i po Alicję chętnie sięgnę. A to, że ma zupełnie inny charakter poczytuję za plus autorowi:)

    OdpowiedzUsuń
  5. Zapowiada się ciekawie. Może kiedyś poznam lepiej. Pozdrawiam ;)

    OdpowiedzUsuń
  6. Okładka fantastyczna, ale raczej nie sięgnę po tę książkę. Nie przepadam za gatunkami mieszanymi z kryminałem.

    OdpowiedzUsuń
  7. Ja fantasy unikam i nie dam się przekonać do książki. :) Okładka faktycznie śliczna, ale ja na szczęście potrafię się zawsze oprzeć urokowi okładek na tyle, bo nie decydowały one o przeczytaniu książki. :) W przeciwnym razie nie mogłabym chyba odwiedzać księgarni... :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Dziękuję Wam za komentarze. :) I naprawdę, pomimo tych rzeczy, które mi się nie podobały, polecam tę książkę! Świetnie się czyta. :-) Zastanawiam się właśnie nad serią o inkwizytorze, ale chyba na razie sobie odpuszczę, tyle chciałabym przeczytać, że aż trudno się zdecydować...

    OdpowiedzUsuń
  9. mam ogromną ochotę na przeczytanie "Alicji", gdzieś tam na liście książek do koniecznego przeczytania jest, tylko zawsze o niej zapominam jak idę do biblioteki

    OdpowiedzUsuń
  10. U mnie jest podobnie jak u Ciebie, mąż czyta fantasy, a ja resztę. :)

    Z tym, że póki co dałam się jedynie skusić na cykl o Wędrowyczu napisany przez Pilipiuka. Na resztę jestem na razie oporna.

    OdpowiedzUsuń
  11. O a ja bardzo chętnie. Wprawdzie tak jak ty nie pałam wielką chęcią do fantastyki, ale lubię czasem przeczytać coś odrobinę fantastycznego. Już zapisuję do notesu:) Pozdrawiam ciepło

    OdpowiedzUsuń
  12. Okładka rzeczywiście zachęca do lektury, tym bardziej, że jestem miłośniczką fantastyki, a książek Piekary jeszcze nie czytałam.

    OdpowiedzUsuń
  13. Czytałam. Alicja jest inna niż pozostałe ksiązki Piekary. A czytałam ją jeszcze w innej szacie graficznej, znacznie lepszej:)

    OdpowiedzUsuń
  14. Hmmm, ciekawi mnie jak to się właściwie dzieje, że panowie fantastykę tak lubią, a panie raczej omijają... No, bo w czym ta fantastyka taka szczególna, że tak rozdziela czytelników płciowo? ;)

    My z Lubym chyba łamiemy stereotypy, bo oboje mamy gusta dość mieszane i fantastykę również uwielbiamy. Ale raczej tą z wyższej półki. Bo bajania o elfach, krasnoludach i smokach dopuszczam tylko u Tolkiena i Sapkowskiego, wszelkie pozostałe dla mnie to już plagiat i oklepanie :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Sama nie wiem, czemu tak jest. Czy to kwestia uprzedzenia, które rzutuje na odbiór przeczytanej książki, czy rzeczywiście taka tematyka jest po prostu (poza Pratchettem- ale i też nie w nadmiarze) nie dla mnie. :)

      Usuń
    2. Może to kwestia oswojenia ;) Bo rzeczywiście pierwsze co się kojarzy z fantastyką to te kiczowate elfiki i krasnoludki, ewentualnie Lem (dobry, ale - nie łudźmy się - trudny w odbiorze). W dodatku sprawę pogarszają te głupawe okładki (tu też się nie łudźmy - wydawcy powieści fantastycznych mają skłonność do koszmarnego kiczu ;]). A, jak widać z wpisów, nie szata (okładka) zdobi książkę, ale pomóc lub zaszkodzić może...

      Usuń
  15. Ja również nie przepadam za tego typu książkami ale ostatnio zaczytuję się w Pieśni Lodu i Ognia więc może wszystko przede mną :)

    OdpowiedzUsuń
  16. I am really enjoying the theme/design of your blog.
    Do you ever run into any browser compatibility problems?
    A few of my blog audience have complained about my site not operating correctly in
    Explorer but looks great in Chrome. Do you have any tips to
    help fix this issue?

    Also visit my web blog :: book of ra kostenlos ohne anmeldung
    ()

    OdpowiedzUsuń

Będzie mi bardzo miło, jeśli zostawisz po sobie choć kilka słów w komentarzu. :)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...