piątek, 6 lipca 2012

Leszek C. Strzeszewski "Elvis"

Recenzja nr 9,
Ameryka miała wielu prezydentów, ale tylko jednego króla
(recenzja książki "Elvis" Leszka C. Strzeszewskiego)

W maju tego 2012 r. minęło dokładnie 20 lat od chwili, w której zostałam wielbicielką Elvisa Presleya. Z tej też okazji postanowiłam powrócić do swoich pierwszych biografii tego muzyka. Jedną z nich jest zakupiona u schyłku lat 90-tych książka autorstwa Leszka C. Strzeszewskiego.

Pamiętam, że pierwszy raz znalazłam ją w bibliotece, przeczytałam "od deski do deski" w kilka godzin i ogromnie żałowałam, że muszę się z nią pożegnać. Wszystkim wiadomo, że ponad dekadę temu rzeczywistość wyglądała trochę inaczej. Nie wiedziałam nic o aukcjach internetowych czy forach, na których mogłabym pytać o sposoby zdobycia książki. Nie miałam nawet komputera. Musiały mi wystarczyć rzeszowskie antykwariaty. Pewnego dnia w jednym z nich zobaczyłam ją na półce. Moja radość była ogromna, tym bardziej, że zapłaciłam za nią śmieszną kwotę 3 złotych. Teraz miałam już Elvisa na własność. Mogłam z dumą prezentować książkę na swoim biurku (obok innych zdobyczy) i w każdej chwili do niej zaglądać.

Opowieść o Królu rock and rolla autor rozpoczyna od krótkiego opisu sytuacji, jaka panowała na południu USA w czasach młodości rodziców Elvisa, Vernona Presleya i Gladys Love Smith. Pobrali się oni w 1933, a dwa lata później, 8 stycznia 1935 r. w Tupelo (Missisipi), Gladys urodziła bliźnięta. Pierwszy z chłopców, Jesse Garon, nie przeżył. Drugi, Elvis Aaron, stał się oczkiem w głowie ciężko pracujących rodziców. W kilkanaście lat później cała rodzina przeprowadziła się do Memphis (Tennessee), w którym w 1953 r. Elvis nagrał pierwszą płytę. Jego kariera potoczyła się błyskawicznie i wkrótce stał się bożyszczem tłumów. Poznajemy kolejne etapy kariery muzycznej i filmowej Elvisa, a także jego życie prywatne.

Nie będę tu przytaczać całego życiorysu artysty, bo wydaje mi się, że jest on dość znany. Chciałam napisać coś więcej o samej książce. Jej ogromnym atutem jest na pewno przystępny język. Jest w niej też spora ilość zdjęć, niezbyt dobrej jakości, jednak dla Polaków w połowie lat 80-tych (kiedy to została wydana) były one zapewne na miarę złota. Po opisaniu życia Króla, autor zapoznaje czytelnika z jego dyskografią oraz filmografią. W przedinternetowej dobie dostęp do szczegółowej listy wydanych płyt czy informacji na temat filmów, w których grał Elvis był nieporównywalnie trudniejszy. Książka Leszka C. Strzeszewskiego była więc (a zresztą nadal jest) moim prawdziwym skarbem. Ciekawym pomysłem było też zamieszczenie na tylnej stronie okładki danych (takich, jak np. wzrost, waga, kolor oczu, włosów, hobby, wykształcenie, najbardziej ceniona zaleta) pochodzących z wywiadu udzielonego przez Elvisa w 1968 r.

Oczywiście autorowi zdarzają się drobne potknięcia, ale nie przywiązuję do nich zbyt dużej wagi. Przykładem może być informacja o tym, że pierwsze dwie piosenki nagrał na urodziny swojej matki (Gladys obchodziła je 25 kwietnia, a piosenki Elvisa zarejestrowane zostały 18 lipca 1953 r.). Wersja ta jest obecnie uważana za mało prawdopodobną. Inną nieścisłością, którą wyłapałam, było poinformowanie czytelników o śmierci Sama Phillipsa (odkrywcy Elvisa) w 1968. W rzeczywistości zmarł on dopiero w 2003 r. W 1968 r. odszedł z tego świata Dewey Phillips, pierwszy dj, który na falach radiowych nadał piosenki Presleya. Nie będę tu wnikać w szczegóły, bo pewnie dla większości osób te błędy nie będą dostrzegalne (choćby to, że Gladys Presley zmarła w wieku 46 lat, a nie 42, jak podaje autor - zresztą z tym błędem spotkałam się w kilku tekstach na temat Króla). Na takie sprawy zwracają uwagę dopiero pasjonaci i nie uważam tego za dużą wadę książki (tym bardziej, że napisana została w czasach, w których dostęp do pewnych informacji był ograniczony).

Będzie to dobra pozycja dla początkujących fanów, jak i tych już bardziej zaawansowanych. Dla wielbicieli jest to moim zdaniem pozycja obowiązkowa, napisana przez Polaka dla Polaków, odgrodzonych w tamtych czasach od Zachodu żelazną kurtyną. Jeśli zaś chodzi o osoby na co dzień nie interesujące się tym muzykiem, mogą się one z niej dowiedzieć wielu ciekawostek na temat zmarłego w 1977 r. gwiazdora. 

Leszek C. Strzeszewski, "Elvis", Polskie Wydawnictwo Muzyczne, Kraków 1986

6 komentarzy:

  1. Elvis to jedna z tych "wiecznie żywych" legend, o których nie sposób zapomnieć. Chętnie przeczytam tę książkę. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Naprawdę polecam. Sam wygląd książki, jakość papieru itd. może troszkę zniechęcać ale moim zdaniem to najlepsza książka o Elvisie, jaką przeczytałam. :-)

      Usuń
  2. Jakoś biografie mnie nie pociągają, przeczytałam tylko autobiografie Marleny Dietrich i przymierzam się do Ks. Twardowskiego. Tak, że pass. Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie pociągają i biografie i Elvis. :) Za to są inne gatunki literatury, za którymi nie przepadam szczególnie. Zainteresowałaś mnie biografią Dietrich. Obejrzałam kilkanaście lat temu film dokumentalny o niej, przeczytałam kilka artykułów, chętnie więc sięgnę po biografię. Pozdrowienia! :-)

      Usuń
  3. Bardzo lubię Presleya - imo nagrał jedyną słuszną wersję "Always on my mind", pal sześć oryginał ;) - i bardzo lubię czytać biografie, na pewno rozejrzę się za książką.
    Pozdrawiam ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też nie uznaję wersji Brendy Lee. I wcale nie dlatego, że jestem fanką Presleya (np. piosenkę Tutti Frutti wolę w oryginalnym wykonaniu Little Richarda, a nie Elvisa). Cieszę się, że chcesz przeczytać tę książkę. Sądzę, że można ją znaleźć w wielu bibliotekach. Co ciekawe, na popularnym portalu aukcyjnym też ciągle się przewija- teraz nie miałabym takich problemów, jak 15 lat temu. :-) Pozdrowienia! :-)

      Usuń

Będzie mi bardzo miło, jeśli zostawisz po sobie choć kilka słów w komentarzu. :)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...