niedziela, 12 sierpnia 2012

Frances Hodgson Burnett "Mała księżniczka"


Recenzja nr 16
Dzielna księżniczka Sara

Każdy z nas ma chyba swoją listę najulubieńszych i najważniejszych dla niego książek. Oczywiście też ją mam. Jest na niej trochę tytułów. Na pierwszym miejscu była, jest i myślę, że będzie już na zawsze, Mała księżniczka. Utwierdzam się w tym za każdym razem, kiedy do niej wracam. Lata mijają, ja się zmieniam, a książka, choć znam ją prawie na pamięć, zachwyca i wzrusza tak, jak wtedy, kiedy czytałam ją po raz pierwszy. A moja przygoda z nią zaczęła się dość nietypowo (a może właśnie typowo?), tak, czy inaczej, na początku była... kreskówka. W pierwszej połowie lat 90-tych natrafiłam w telewizji na pierwszy odcinek serialu animowanego Mała księżniczka i zakochałam się w nim. Może część z Was też go pamięta? Nie pominęłam ani jednego odcinka.

Obok mojej podstawówki była księgarnia. Lubiłam tam zaglądać po lekcjach. Któregoś dnia wypatrzyłyśmy tam z mamą Małą księżniczkę. Oczywiście nie było mowy, żeby wyjść ze sklepu bez tej powieści. Wtedy dopiero poznałam książkową, oryginalną wersję przygód Sary Crewe. Z tego, co pamiętam (niestety serial oglądałam tylko raz), okazało się, że jak to zwykle bywa z adaptacjami, ta różniła się trochę od książki. To jednak było dla mnie nieistotne. Nie byłam też już w stanie wyobrazić sobie innej Sary od tej, która znana mi była z kreskówki. Podobnie było z innymi postaciami. Nie mam jednak tego serialowi za złe. Noszę w sercu jednakowy sentyment zarówno do powieści, jak i do anime, jedno i drugie jest czymś, co kojarzy mi się z moim dzieciństwem. Z nieukrywaną przyjemnością sięgnęłam więc kilka dni temu po trochę już zniszczony od częstego czytania egzemplarz stojący na półce.

Frances Hodgson Burnett urodziła się w 1849 r. w Manchesterze. Jej debiut miał miejsce w 1877 r., kiedy to opublikowała powieść Panna Lowrie. Prawdziwy rozgłos jednak przyniosła jej książka Mały lord, a następnie Mała księżniczka oraz Tajemniczy ogród. Zmarła w 1924 r. w Plandome (Nowy Jork).

Tytułowa księżniczka, Sara Crewe, przybywa w wieku 7 lat do Londynu, by zgodnie z decyzją jej ojca, pobierać przez kilka lat naukę na pensji panny Minchin. Ralf Crewe, choć kocha bezgranicznie swoją córkę (a może właśnie dlatego) uważa, że klimat Indii (gdzie do tej pory oboje mieszkali), nie jest odpowiedni dla dzieci Europejczyków i wcześniej powziętej decyzji nie zmienia. Matka dziewczynki nie żyje już od wielu lat. Po spędzeniu kilku ostatnich dni ze swoim dzieckiem, kapitan Crewe wraca do Indii. Na pensji Sarze niczego nie brakuje, jej ojciec jest majętnym człowiekiem, gotowym opłacać każdą jej zachciankę. Życie w luksusie i faworyzowanie jej przez przełożoną nie psuje jednak dziewczynki. Kilka lat później sytuacja zmienia się całkowicie. Sara musi odnaleźć się w zupełnie nowych okolicznościach. Z uwielbianej i chwalonej przez wszystkich księżniczki staje się biedną posługaczką. Czy w takich warunkach nadal będzie potrafiła kierować się uznawanymi przez siebie wartościami? Jaki los czeka dziewczynkę?

Książka jest dla mnie tak ważna, że nie potrafię spojrzeć na nią obiektywnie. Nie widzę w niej żadnych, najdrobniejszych nawet niedociągnięć. Owszem, można się przyczepić do tego, że tytułowa bohaterka jest nieskazitelna i zupełnie nie ma wad, mi to jednak nie przeszkadza. Nie ukrywam, że podczas czytania niektórych fragmentów ryczałam jak bóbr. 

Bardzo długo zabierałam się do pisania tej recenzji, bo wiedziałam, że i tak nie będę w stanie przekazać Wam wszystkiego, co czułam podczas chwil spędzonych z tą powieścią. Jest to książka czytana przeze mnie największą ilość razy (chyba z kilkanaście). Tak, czy inaczej, jestem pewna, że wrócę do niej jeszcze nie jeden raz. Z chęcią obejrzałabym po latach także serial animowany (na razie udało mi się odnaleźć polską czołówkę).

Frances Hodgson Burnett, "Mała księżniczka", przekład: Józef Birkenmajer, Oficyna Wydawnicza Rytm, Wydawnictwo Waza, Warszawa 1994





26 komentarzy:

  1. Pamiętam kreskówkę! Leciała jakoś razem z "Białym kłem" ^^ A książkę też przeczytałam dopiero później. Niby znałam historię, a tak czy siak, w oryginale oczarowała mnie jeszcze bardziej. Przeczytałam parę razy w podstawówce, potem odbiłam w nieco innym kierunku jeśli chodzi o lektury, ale jak tak sobie myślę... może warto by przeczytać jeszcze raz, choćby na wyrywki :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że moja recenzja wywołała u Ciebie tak miłe wspomnienia. :)

      Usuń
  2. Tak się właśnie zastanawiałam czy kreskówka o ślicznej Sarze opiera się na tej książce i proszę jaka niespodzianka :) Jak byłam dzieckiem kochałam tę "bajeczkę" choć znam ją tylko z kreskówki, zawsze strasznie było mi żal Sary.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Polecam więc w wolnej chwili zapoznać się z książką. :) Myślę, że warto. :)

      Usuń
  3. Ciekawe, ja w sumie widuję tę książkę od jakiegoś czasu, ale jakoś nigdy nie miałam odwagi po nią sięgnąć.
    A kreskówki nie oglądałam :(
    Pozdrawiam z bloga www.ksiazka-od-kuchni.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nabierz więc odwagi i sięgnij po nią. :) Nie jest długa, więc nawet, jeśli niespecjalnie przypadnie Ci do gustu to dużo czasu nie zabierze. :)

      Usuń
  4. Anime nie znam, ale książkę czytałam w dzieciństwie, chyba też więcej niż raz :)

    OdpowiedzUsuń
  5. To naprawdę piękna książka...również należy do moich ulubionych. Natomiast kreskówki nie oglądałam, chyba nawet o niej nie słyszałam...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Miło czytać, że również lubisz tę książkę. Co do kreskówki, to leciała gdzieś w pierwszej połowie lat 90-tych (nie pamiętam dokładnie roku), potem już ani razu na nią nie trafiłam...

      Usuń
  6. Piękna i wzruszająca historia. Również w moim sercu zajmuje ona szczególne miejsce. Jedna z moich ulubionych lektur z dzieciństwa. Czytałam ją już mnóstwo razy. Kreskówki nie widziałam. Znam za to film - piękny, ale w kilu momentach dosyć mocno rożni się od książki. Mimo wszystko polecam, jeśli nie widziałaś. Pozdrawiam. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Film kiedyś widziałam, jednak zupełnie go nie pamiętam. Muszę kiedyś go obejrzeć ponownie. :)

      Usuń
  7. Nie kojarzę, żebym w dzieciństwie natrafiła na tę książkę. Koniecznie musze to nadrobic!:)

    OdpowiedzUsuń
  8. Przyznam się że nie czytałam, ale oglądałam bajkę - bardzo mi się podobała.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mi też... i chętnie bym sobie jeszcze raz ją obejrzała. Szkoda, że jak na razie nigdzie na nią nie natrafiłam. Znalazłam tylko to intro na youtube.

      Usuń
  9. Odpowiedzi
    1. Miło czytać, że jest tak wiele osób, które ta książka oczarowała tak, jak mnie. :)

      Usuń
  10. Mnóstwo razy ją czytałam, tak samo jak "Tajemniczy ogród" i chyba muszę do nich wrócić :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Moje pierwsze spotkanie z "Małą księżniczką" to było właśnie telewizyjne anime. Ale nie przypadło mi do gustu, wydawało się przydługie (twórcy wzbogacili historię o kilka wątków, które nie pojawiły się w powieści) i potwornie ckliwe. Potem gdzieś otarłam się o film, który, niestety, pamiętam jak przez mgłę. Na końcu była książka, która mnie zachwyciła :)

    Z książek pani Burnett znam jeszcze "Tajemniczy Ogród", który uwielbiam i czytałam kilka razy. Stawiam go nieco wyżej niż "Małą księżniczkę", bo podobała mi się dynamiczna postać głównej bohaterki, już nie tak nieskazitelnej jak Sara ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Najlepsze jest to, że zdaję sobie sprawę z tej ckliwości, jednak nie przeszkadza mi to, chyba jestem po prostu "miętka". ;) "Tajemniczy ogród" też lubię (zresztą mam go na półce i również planuję do niego wrócić), ale dla mnie "Mała księżniczka" jest the best. ;)

      Usuń
  12. Jestem absolutnie zakochana w tej książce, od niej rozpoczęła się moja przygoda z czytaniem :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się. :) I dziękuję za komentarz. :)

      Usuń
  13. Pamiętam i nie zapomnę. Fioletowo-różowa książka w twardej oprawie, miałam wrażenie, że kiedy ją czytałam jako dziewczynka, moja wyobraźnia pracowała na najwyższych obrotach. Choć nie byłam typem dziecka lubiącego lalki i takie "duperele", to uwielbiałam sobie to wszystko imaginować właśnie dzięki tej książce. Ma swoją magię i urok. Zgadzam się z Tobą, że jest powyżej skali, wszelkiej skali! :)

    A przy okazji, dodaję do obserwowanych, bo jestem tu po raz pierwszy :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za komentarz. ;) Masz rację, że książka ma swój urok i magię. Pozdrowienia i zapraszam ponownie! :)

      Usuń

Będzie mi bardzo miło, jeśli zostawisz po sobie choć kilka słów w komentarzu. :)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...