czwartek, 9 sierpnia 2012

Hans Christian Andersen "Księżniczka na ziarnku grochu"


Recenzja nr 15, Hans Christian Andersen "Księżniczka na ziarnku grochu"

Moją czteroletnią córeczkę jakiś czas temu zafascynowały baśnie. Zaczęło się od zbioru utworów Braci Grimm w wersji dla małych dzieci. Chciałam więc kupić jej w prezencie coś dostosowanego oczywiście do wieku. Sama nie wiedziałam, czy brnąć dalej w czytanie skróconych i ułagodzonych wersji utworów znanych mi z dzieciństwa. Na rynku wydawniczym pełno jest takich książek. Większość z nich jednak wygląda jak pobieżne streszczenia baśni, brak w nich dialogów i tego czegoś. Z drugiej strony wiadomo przecież, że mija się z celem czytanie dziecku tekstów, których po pierwsze nie rozumie, a po drugie - może się ich bać. Z pomocą przyszła mi autorka jednego z moich ulubionych blogów. Doradziła mi zakup pięknie wydanej, krótkiej i nieskomplikowanej Księżniczki na ziarnku grochu (w przypadku książek dla mojego dziecka dużą wagę przywiązuję do ilustracji). Był to strzał w dziesiątkę!


Hans Christian Andersen urodził się w 1805 roku w Odense (Dania). Baśniami zainteresował się dzięki swojej babce. Po śmierci ojca i zawarciu drugiego małżeństwa przez matkę, w 1819 r. wyjechał do Kopenhagi, gdzie pragnął zostać aktorem. Z czasem zaczął pisywać sztuki teatralne. Następnie, dzięki stypendium królewskiemu, udało mu się dostać do szkoły, a potem na studia. Swoje baśniowe utwory przyrównywał do pudełek (dzieci miały oglądać opakowanie, a dorośli zaglądać do środka), nie lubił stwierdzenia, że teksty te są tylko dla dzieci, jednak za takie są do tej pory postrzegane. Zmarł w Kopenhadze w 1875 r.

Fabułę Księżniczki... zna chyba każdy. Jest książę, który pragnie poślubić prawdziwą księżniczkę. Żadna z poznanych przez niego kobiet nie przypada mu do gustu i gdy w końcu u bram jego zamku pojawia się dziewczyna uważająca się za księżniczkę, królowa postanawia sprawdzić, czy tak jest naprawdę i pod pierzyny wsuwa maleńkie ziarnko grochu. 

Jeśli mam być szczera, teraz, gdy jestem dorosła, baśń ta budzi we mnie mieszane uczucia (choć jako dziecko bardzo ją lubiłam). Można się przyczepić, że uczy ona oceniać ludzi pod kątem tego, jakiego są pochodzenia, jaki jest stan ich majątku itd. Poza tym, ja sama będąc na miejscu księżniczki i goszcząc w czyimś domu, za przysłowiowe Chiny Ludowe nie przyznałabym się, że spało mi się źle. Zachowanie bohaterki mogłabym uznać za niewdzięczne. Wiem jednak, że to nasze dorosłe przemyślenia. Dla dziecka jest to po prostu ciekawa historia, napisana w przystępny sposób, nie obfitująca w agresywne i straszne opisy. To oczywiście jedno.

Drugim ważnym elementem tej książki są wspaniałe ilustracje pani Ewy Kozyry-Pawlak. Obrazków aż chce się dotknąć, bo ciężko uwierzyć, że są nadrukowane. Sprawiają wrażenie naklejanych (widać przeróżne faktury materiałów). Na końcu książki jest przeznaczona do wycięcia sylwetka księżniczki oraz trzy suknie, w które można ją ubierać. Karolinka była wprost zachwycona a księżniczką do tej pory się bawi (wycinamy dla niej nowe stroje). Pamiętacie takie zabawy z dzieciństwa? Jak widać współczesnym dzieciom też się podobają. Książkę polecam rodzicom przedszkolaków, Waszym dzieciom z pewnością się ona spodoba. Do książki dołączona jest też płyta z baśnią czytaną przez Jerzego Stuhra. 

Hans Christian Andersen, "Księżniczka na ziarnku grochu", tłumaczenie: Bogusława Sochańska, ilustracje: Ewa Kozyra–Pawlak, Media Rodzina, Poznań 2008

16 komentarzy:

  1. Mam w domu baśnie Andersena, ale jeszcze takie stare duże wydanie, córka lubi te bajki, a teraz jest na etapie wszelkich księżniczek i wróżek. Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Moja też lubi te wszystkie wróżki i księżniczki. :)

      Usuń
    2. przypomniało mi się dzieciństwo, pozdrawiam

      Usuń
  2. Klasyka, ktora kazdy powinien przeczytac. Bardzo lubie basnie Andersena :)

    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  3. Nie wiem, czy Bruno Bettelheim napisał coś na temat tej baśni, ale według mnie to jeden z lepszych tworów Andersena. W moich dziecięcych latach również nie mogło jej zabraknąć. ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. To jedna z ulubionych baśni mojego dzieciństwa:)

    OdpowiedzUsuń
  5. Jako dziecko też bardzo ją lubiłam. Teraz trochę mnie irytuje (o powodach napisałam w opinii). Podobne (czyli też mieszane) uczucia wywołuje we mnie "Kot w butach". Wychodzi na to, że aby odnieść sukces trzeba kłamać, oszukiwać, ściemniać. :D Hmmm... w sumie w wielu przypadkach tak właśnie niestety jest, racja. :D

    OdpowiedzUsuń
  6. I dlatego boję się czytać czegoś, co uwielbiałam w dzieciństwie.
    Albo oglądać.
    Razem z wiekiem, nabywamy za dużo zdolności...
    do szukania dziury w całym.
    I tak się robi...
    Tak...
    Tak bu! :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Często nie ma po prostu wyjścia. Jak się ma dziecko, trzeba mu czytać. Owszem, jest sporo współczesnych bajek, opowiadań i wierszy, ale trudno pominąć klasykę. :(

      Usuń
  7. Andersen! Uwielbiam! :) Ja mam na półce opasłe tomiszcze baśni zebranych Andersena. Jeszcze z czasów, gdy byłam sama w wieku Twojej córki. :) Klasyka. Są po prostu wspaniałe. Myślę, że nie ma sensu wynajdywać skróconych wersji. Można czytać od razu w całości, a dziecko z czasem będzie rozumiało coraz więcej. :)

    A co do tego, że nieraz w baśniach Andersena znajdziemy elementy, które nam z jakichś względów nie odpowiadają... Hm... Ja myślę, że to dobrze, że takie elementy są. Typu - kapryśna, vel niewdzięczna księżniczka, oceniania po pozorach i inne. Jestem zdecydowanym przeciwnikiem bajek, w których zawsze wszyscy są dobrzy, wszystko się dobrze kończy. Moim zdaniem dziecko powinno się od najmłodszych lat oswajać z tym, że na świecie jest i dobro i zło, żeby kiedy spotka się z czymś złym nie bolało tak mocno rozczarowanie... Taka np. "Księżniczka..." jest dobrym pretekstem, by wytłumaczyć, że nie powinno się oceniać ludzi po pozorach, ale, że niektórzy tak robią i to nie jest dobre... :)

    Pozdrawiam serdecznie!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Co do oceniania po pozorach, w taki sposób właśnie tłumaczyłam to córce. A co do dobra i zła to oczywiście nie unikam takich tekstów, czy tematów. Chodzi bardziej o to, żeby było to przystosowane do rozumowania czterolatka, żeby to zło, te opisy, nie przytłoczyły dziecka. Np. nie widzę sensu w czytaniu przedszkolakowi baśni "Opowieść o matce".

      Przyznam, że właśnie dzięki baśniom (akurat tym skróconym, ale mniejsza o to), zaczęłyśmy rozmawiać o śmierci (mama królewny Śnieżki zmarła). Wcześniej bałam się tego tematu i go unikałam, dzięki tej baśni zaczęłyśmy o tym trochę rozmawiać.

      Usuń
  8. To jeszcze nie nasz etap, ale jestem fanką grafiki pani Kozyry-Pawlak, więc książkę będę mieć na uwadze - jeśli kiedyś trafi mi się dziewczynka :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przyznam, że to moje pierwsze spotkanie z książką z ilustracjami pani Kozyry-Pawlak. Już teraz jestem pewna, że na pewno nie ostatnie. Ilustracje są genialne! :)

      Usuń
  9. Wlasnie czegos takiego szukalam dla swojej corki. Pozdrawiam.

    Anna

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za komentarz. Naprawdę polecam tę książkę. :) Jest jeszcze baśń "Stary szewc i krasnoludki" (na razie jej jeszcze nie kupiłam) również z ilustracjami Ewy Kozyry-Pawlak.

      Usuń
  10. Rzeczywiście odnalazłam w internecie ilustracje z tej książeczki i są cudowne!! Ja również zwracam dużą uwagę tę kwestię i staram się wyszukiwać dla Tymka różne perełki. Będę miała na uwadze serię tego wydawnictwa. Pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń

Będzie mi bardzo miło, jeśli zostawisz po sobie choć kilka słów w komentarzu. :)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...