czwartek, 18 października 2012

Maja i Jan Łozińscy "W przedwojennej Polsce. Życie codzienne i niecodzienne"


Recenzja nr 33,
Lata dwudzieste, lata trzydzieste...


Za ileś lat, przez Nowy Świat
Już inni ludzie wieczorami będą szli.
A jednak wiem na pewno, że melodyjką zwiewną
Powrócą nasze dni.

Lata dwudzieste, lata trzydzieste
Wrócą piosenką, sukni szelestem,
Błękitnym cieniem nad talią kart
I śmiechem, który kwitował żart.

Lata dwudzieste, lata trzydzieste
Kiedyś dla wzruszeń będą pretekstem,
Zapachem dawno już zwiędłych bzów,
Poezją skrytą wśród zwykłych słów. [1]


Słowa piosenki, której fragment zacytowałam, chodziły za mną przez cały czas czytania publikacji W przedwojennej Polsce. Życie codzienne i niecodzienne autorstwa Mai i Jana Łozińskich. Dlatego też to właśnie nimi rozpoczynam swoją recenzję.


Maja i Jan Łozińscy zajmują się historią obyczajowości polskiej w XIX wieku i okresie międzywojennym. Maja Łozińska ma na swoim koncie takie tytuły jak Smaki dwudziestolecia. Zwyczaje kulinarne, bale i bankiety oraz W ziemiańskim dworze. Codzienność, obyczaje, święta, zabawy. Poza omawianą przeze mnie publikacją wspólnie wydali też książkę W kurortach przedwojennej Polski. Narty. Dancing. Brydż., a na listopad 2012 planowana jest premiera najnowszego ich dzieła pt. Historia polskiego smaku. Kuchnia, stół, obyczaje.

We wstępie recenzowanego przeze mnie albumu możemy przeczytać m.in., że książka ta to swoisty reportaż z przeszłości, w którym wspomnienia, relacje literackie i anegdoty układają się w opowieść o szczególnym okresie historii polskiego społeczeństwa, jakim było dwudziestolecie międzywojenne. Radość z odzyskanej niepodległości, szybkie zmiany cywilizacyjne i obyczajowe, bujne życie towarzyskie, sukcesy - ale i porażki - w drodze do nowoczesnej Europy, tworzyły fascynującą atmosferę tamtych, jakże trudnych lat. [2] W całej publikacji możemy odnaleźć m.in. cytaty pochodzące ze wspomnień Stefana Żeromskiego, Josepha Conrada, Aleksandry Piłsudskiej, Jerzego Waldorffa czy Jarosława Iwaszkiewicza. Fragmenty te nie są jednak obszerne, bo cytowane jest tylko to, co ściśle wiąże się z poruszaną tematyką (przeważnie jest to kilka zdań, czasem tylko kilka słów). Książka podzielona jest na osiem rozdziałów.

W pierwszym (Początki) czytamy o entuzjazmie, jaki zapanował po odzyskaniu niepodległości, ale i o problemach, na jakie wówczas natrafiono. Nie było w tym nic dziwnego, w końcu tereny, które od tej pory miały być jednym organizmem państwowym, przez wiele pokoleń należały do trzech różnych państw, różniło się więc panujące w nich prawo, oświata czy sądownictwo. Czy wiecie, że na terenie Galicji (w przeciwieństwie do dwóch pozostałych zaborów) panował ruch lewostronny? Różny był też stopień zacofania gospodarczego. Kolejnym problemem były zniszczenia, jakie pozostawiła po sobie zakończona wojna. Na niektórych obszarach toczyły się jeszcze walki. Ludzie mieszkający wcześniej na terenach różnych zaborów często bywali względem siebie nieufni. W nowych granicach znalazły się też mniejszości narodowe (Ukraińcy, Żydzi, Białorusini, Niemcy, Litwini), które wg spisu z 1921 r. stanowiły ok. 1/3 obywateli. Ten prawdziwy tygiel narodowościowy i wyznaniowy prowadził do nieuchronnych konfliktów.

W Pejzażach miast autorzy zapoznają czytelnika z sytuacją, jaka panowała w najważniejszych miastach znajdujących się w granicach oswobodzonej Polski. Jako pierwsza opisana jest oczywiście Warszawa, która nawet w okresie rozbiorowym pozostała nieoficjalną stolicą nieistniejącego państwa. Była też miastem największym. Następnie przenosimy się kolejno do dawnego Krakowa, Lwowa, Wilna i Poznania. Ostatnim z przedstawionych miast jest Gdynia, której narodziny i wspaniały rozkwit były jednym z najbardziej imponujących dokonań Drugiej Rzeczypospolitej. [3] Zwrócono też uwagę na rynki miejskie, które pełniły rolę, jaka wcześniej należała do salonów - były miejscem spotkań.

Zagłębiając się w lekturę trzeciego z rozdziałów (Na wsi, we dworze, w pałacu) dowiadujemy się o fatalnej kondycji polskiej wsi, na której mieszkało i pracowało ponad dwie trzecie obywateli Drugiej Rzeczypospolitej. Widzimy ogromne różnice między szybko rozwijającymi się miastami a wsiami, szczególnie tymi na terenach byłych zaborów rosyjskiego i austriackiego. Czas tam się praktycznie zatrzymał. W międzywojennej Polsce, podobnie jak w końcu XIX wieku, zasięg terytorium, po jakim poruszała się większość ludności wiejskiej, wyznaczały miejsca cotygodniowych targów i świątecznych jarmarków, oddalone od wsi nie więcej niż 15-20 kilometrów. [4] Nie dziwne więc, że niebywałą przygodą dla poleskich czy wołyńskich chłopów było powołanie do wojska. Pomimo gwarantowanej przez ustrój równości praw wszystkich obywateli, wśród społeczności wiejskiej nadal uznawany był prymat ziemiaństwa, nawet wówczas, gdy traciło ono dotychczasową pozycję ekonomiczną. Ciekawe okazały się też wspomnienia potomków arystokratycznych rodów (Radziwiłłów, Branickich, Potockich). Jakże to inny świat od tego, w którym na co dzień przyszło żyć chłopskim rodzinom. Pomimo jednak wszelkich dogodności i świetnej sytuacji materialnej, dzieci były wychowywane bez przyzwyczajania do zbytniego luksusu i uczone szacunku do każdego człowieka. Jak się potem okazało, właśnie to wychowanie pozwoliło im przetrwać trudne czasy, gdy ich majątki zostały zabrane.

Czas zabaw i bankietów, jak się można domyślać, opowiada o tym, jak bawiono się w okresie międzywojennym. Z jednej strony wprowadzono dużo nowości, z drugiej - nadal panowało przywiązanie do tradycji (bale organizowane wg. XIX-wiecznego scenariusza, karnety na tańce itp.). Wiele zależało od towarzystwa, które bal organizowało. Na przyjęciach u artystów nie było miejsca na dawne konwenanse, tu królowała spontaniczność i wódka jako podstawa menu. A gdy przeczytałam opis przebrania pewnego studenta, pomyślałam, że tak naprawdę obecne pomysły na stroje (np. z okazji juwenaliów) wcale nie różnią się tak bardzo od tego, co można było czasem zobaczyć w latach dwudziestych. Włodzimierz Bartoszewicz zapamiętał studenta, który "ubrał się" w blaszany piecyk, tak zwaną kozę, "tak nałożony, że drzwiczki wypadały w miejscu, na którym normalnie ludzie zwykli siadywać... Na drzwiczkach przyklejony był napis 'nie otwierać!' To wystarczyło, by sporo ciekawskich te drzwiczki otwierało, zamykając je zaraz z pośpiechem..." [5] W rozdziale są też fragmenty dotyczące kultury picia, spotkań przy popołudniowej herbacie, dancingów czy gry w bardzo wówczas popularnego w niektórych kręgach brydża.

Z wyjątkową uwagą przeczytałam rozdział W kinie, w kabarecie. Od dziecka mam sentyment do przedwojennych filmów. Trochę też już na ten temat czytałam, znane mi były także nazwiska gwiazd tamtych lat (jak Eugeniusz Bodo, Adolf Dymsza, Jadwiga Smosarska, Zula Pogorzelska, Hanka Ordonówna). Ogromną radość sprawiło mi ujrzenie na jednym ze zdjęć w książce mojego ulubionego aktora. Mam na myśli Eugeniusza Bodo. Natknęłam się też m.in. na zabawny opis, jak to Boy-Żeleński (wierny teatrowi i niechętny Dziesiątej Muzie) za namową  Ireny Krzywickiej wybrał się do kina i co z tego wynikło. Nie będę po raz kolejny cytować (bo i tak mam wrażenie, że ujawniam zbyt dużo). Dowiecie się tego, jak i wielu innych rzeczy, gdy przeczytacie publikację. Państwo Łozińscy informują też, że początkowo ludzie nie mogli przyzwyczaić się do filmów dźwiękowych. Maria Dąbrowska pisała w 1930 r.: Wczoraj byliśmy na filmie całkowicie mówionym. Bardzo to brzydkie. [6] Co ciekawe, już wtedy utrapieniem kinowych widzów były reklamy. Autorzy książki piszą, że często narzekano: Jest to dla widza przykry moment, bo reklamy są naiwne, nudne i brzydkie. Można by tej przykrości uniknąć, przychodząc o kwadrans później, ale niestety krzesła w warszawskich  kinach nie są numerowane i spóźniający się ryzykuje: dobre miejsca mogą być już wszystkie zajęte. [7] Sporo miejsca poświęcono kabaretom (takim jak Qui Pro Quo, Morskie Oko) oraz teatrowi. Dla mieszkańców mniejszych miast i wsi, którzy nie mieli dostępu (z powodu odległości czy też sytuacji finansowej) do wcześniej opisanych sposobów spędzania wolnego czasu, dużą rolę odgrywało radio, w którym można było posłuchać audycji zarówno edukacyjnych jak i typowo rozrywkowych.


Kolejny rozdział (W podróży) opowiada o postępie, jaki dokonywał się w dziedzinie motoryzacji w Drugiej Rzeczypospolitej. Mamy więc tu automobile, motocykle czy aeroplany. Najpopularniejszą jednak formą podróżowania była kolej. Czy wiecie, że wówczas pociągi słynęły z punktualności? Mawiano, że według ich przyjazdów można regulować zegarki. [8]

W rozdziale pt. Automobiliści, lotnicy i inni zawarte są m.in. informacje o igrzyskach olimpijskich, w których po odzyskaniu niepodległości Polska mogła brać udział. Już wtedy ogromną popularnością cieszyła się piłka nożna (choć w innych dziedzinach sportu Polacy odnosili większe sukcesy). Przeczytamy też o rajdach i wyścigach samochodowych (w których brało też udział sporo kobiet) czy turniejach automobilowych. Następnie autorzy piszą o lotnictwie i sukcesach oraz porażkach (często niestety tragicznych) polskich pilotów. Pewnie większość z Was słyszała o słynnej parze lotników o nazwiskach Żwirko i Wigura. W sierpniu 1932 zajęli pierwsze miejsce w międzynarodowych zawodach Challenge. Stali się bohaterami narodowymi. Niestety, swoim zwycięstwem  nie cieszyli się długo. Jaki był ich los, wszyscy wiemy. Miłym akcentem był dla mnie wątek szybowcowy związany z miejscowością Bezmiechowa, do której mam duży sentyment.

Rozdział Ostatnie lata ma na celu przybliżyć czytelnikowi sytuację naszego państwa tuż przed rozpoczęciem wojny. Jest to też swego rodzaju podsumowanie całej książki. Z jednej strony mamy tu polepszenie się sytuacji ekonomicznej i spadek bezrobocia (po cięższych latach spowodowanych światowym kryzysem). Z drugiej - patrzenie z coraz większym niepokojem na poczynania Niemiec. Autorzy zwracają też uwagę na antysemityzm, którego skutkiem było bojkotowanie żydowskich sklepów czy ostracyzm towarzyski. 

Maja i Jan Łozińscy piszą w bardzo przystępny, ciekawy sposób. Widać, że przekopali się przez ogrom źródeł (zdjęcia, pamiętniki, wspomnienia, listy, artykuły prasowe). Książka nie jest jednak jedynie zlepkiem różnych faktów i ciekawostek bez ładu i składu. Jeden temat często przechodzi w drugi. Świetnym tego przykładem jest choćby rozdział Czas zabaw i bankietów, gdzie autorzy piszą m.in. o zorganizowanym w Polsce konkursie na najpiękniejszą zastawę stołową, potem przechodzą do zasygnalizowania tego, że w kręgach politycznych dekoracja stołu podczas oficjalnych przyjęć była bardzo istotna i łatwo było o faux-pas podając tego przykład. Chodziło o ozdobienie stołu małymi żaglówkami, co zostało odebrane przez zagranicznego gościa za demonstrację kolonialnych dążeń Polski. Od statków na stole państwo Łozińscy przechodzą gładko do tych prawdziwych, na których odbywały się wystawne przyjęcia. Piszą o rejsach, podczas których goście bawili się na dancingach. To łączenie się poszczególnych zagadnień nie przeszkadza jednak w wyrywkowym czytaniu książki (gdy ktoś  nie chce się zagłębiać we wszystkie szczegóły, a jedynie poznać interesujące go fragmenty czy zdjęcia i ich podpisy). 

Książka została wydana bardzo estetycznie. Krój pisma nie męczy oczu, z przodu mamy przejrzysty spis treści, kilka ostatnich stron natomiast zajmuje bibliografia i źródła wykorzystanych zdjęć. Fotografie i ilustracje zamieszczone w publikacji są dobrej jakości. Zachęcają do przejrzenia książki nawet osobę, która na co dzień historią się nie interesuje. Warto wspomnieć też o papierze kredowym użytym do druku oraz o twardej okładce, na której znajduje się jedno z zamieszczonych w środku zdjęć, ukazujące urok międzywojennych przyjęć. Nie znalazłam w książce ani jednej literówki, co też nie jest bez znaczenia. To wszystko świadczy o dbałości o każdy, najdrobniejszy nawet szczegół. Jedyną wadą, na którą zwróciłam uwagę już po dłuższym zastanowieniu, jest brak przypisów.

Naprawdę warto przeczytać tę publikację. Polecam ją nie tylko miłośnikom historii i okresu międzywojennego. Być może pominęłam istotne dla innych zagadnienia poruszone przez autorów, a skupiłam się na tych, na które inny czytelnik nie zwróciłby większej uwagi, nie da się jednak napisać o wszystkim. Co jeszcze kryje w sobie książka państwa Łozińskich, dowiecie się, gdy sami po nią sięgniecie, do czego gorąco Was zachęcam.

Przypisy:
[1] Fragment piosenki z filmu Lata dwudzieste... lata trzydzieste... śpiewanej przez Ludmiłę Warzechę
[2] s. 7
[3] s. 70
[4] s. 83
[5] s. 119
[6] s. 153
[7] s. 158
[8] s. 209

Maja i Jan Łozińscy, "W przedwojennej Polsce. Życie codzienne i niecodzienne", Wydawnictwo Naukowe PWN, Warszawa 2011

Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Naukowemu PWN


A na koniec oczywiście piosenka, której fragment zacytowałam na początku.

I mój ukochany Eugeniusz Bodo.

A już zupełnie na koniec - medal dla wszystkich tych, którzy dotrwali do końca tej recenzji. Wiem, że jest przydługa, pocieszę Was jednak - początkowo była jeszcze dłuższa. :) Trochę ją jednak skróciłam.

Książka przeczytana w ramach wyzwań:

16 komentarzy:

  1. Rewelacja. Widzę, że PWN wydaje całą serię o XX - leciu. Mam już dwie, więc i po kolejne chętnie sięgnę. Mój ulubiony okres w historii Polski:)I filmy z tamtych lat, najbardziej lubię Manewry miłosne i Pani Minister tańczy:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Trudno mi wybrać jeden ulubiony okres w historii Polski, ale dwudziestolecie bardzo lubię. Duża w tym zasługa mojego zamiłowania do starych filmów. Te wymienione przez Ciebie też znam. :) A wczoraj zrobiłam sobie wieczór z filmem "Piętro wyżej". :)

      Usuń
  2. Bardzo lubię okres XX lecia i ogólnie książki traktujące o wojnie lub czasach przed i po wojennych na pewno siegnę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja właśnie książek o czasach wojny za bardzo nie lubię (zbyt mocno to wszystko przeżywam, chyba mam za słabą psychikę).

      Usuń
  3. troszkę mi się skojarzyło z Przedwiośniem. Naprawdę zachęcają recenzja.

    OdpowiedzUsuń
  4. Uwielbiam styl pisarski państwa Łozińskich, a okres XX-lecia to oczywiście jeden z moich ulubionych przedziałów historycznych. Chętnie zabiorę się za kolejną książkę tych autorów. ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To moja pierwsza książka autorstwa państwa Łozińskich. I na pewno nie ostatnia. :)

      Usuń
  5. Nareszcie! Czekałam na tę recenzję :) Rzeczywiście, trochę przydługa wyszła i mocno wchodząca w szczegóły - ale mi to nawet na rękę, bo zastanawiałam się nad zakupem książki i teraz czuję się zachęcona.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Początkowo była jeszcze dłuższa (to jest ok. 2/3 pierwotnego tekstu). ;)

      Usuń
  6. Fantastyczna książka i fantastyczna recenzja.
    Łozińscy super piszą, ja właśnie skończyłam jedną ich książkę i musze zabrać sie za recenzję.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję! :) Ja mam przed sobą czytanie "Historii polskiego smaku" ich autorstwa. :)

      Usuń
  7. Zapraszam do mnie i przy okazji polecam świetną książkę o II Rzeczypospolitej:
    http://zielonowglowie.blogspot.com/2012/12/kamil-janicki-pierwsze-damy-ii.html

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dopiero zobaczyłam komentarz. Już zaglądam. :)

      Usuń
  8. Uwielbiam książki Łozińskiej, ale ta akurat nie przekonała mnie do siebie. "W przedwojennej Polsce" to dla mnie najgorsza książka tej autorki. Bardzo lubię natomiast "W ziemiańskim dworze".
    A czytałaś może "Dom" Zofii Starowieyskiej-Morstinowej? Myślę, że ta książka powinna Ci się spodobać, ponieważ zahacza o podobną tematykę. Gdybyś była ciekawa mojej opinii na jej temat to możesz znaleźć ją u mnie na blogu.
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń

Będzie mi bardzo miło, jeśli zostawisz po sobie choć kilka słów w komentarzu. :)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...