środa, 7 listopada 2012

Anne Ashley "Francuski szpieg"


Recenzja nr 39, Anne Ashley "Francuski szpieg"

Lubię czytać romanse, szczególnie te, których akcja toczy się w przeszłości. Gustuję zarówno w klasykach, uznawanych dziś za coś więcej niż proste historie miłosne, bo poruszających problematykę społeczno-obyczajową (powieści Jane Austen czy naszej rodaczki Marii Rodziewiczówny), jak i we współcześnie stworzonych powieściach historycznych. O twórczości Anne Ashley nigdy wcześniej nie słyszałam.

Nie udało mi się odnaleźć zbyt wielu informacji o autorce Francuskiego szpiega. Urodziła się w Leicaster (Anglia), a obecnie mieszka w West Country. Napisała m.in. romanse historyczne takie jak: Zakazana miłość, Wyjątkowa dama, Ucieczka z Paryża, Tajemniczy opiekun, Tajemnica Ashworthów, Powtórne oświadczyny, Podstęp lorda Exmoutha. Recenzowana przeze mnie książka po raz pierwszy ukazała się w Anglii w 1998 r.

Akcja powieści rozgrywa się w 1815 r. na terenie Anglii, do której docierają informacje o ucieczce Napoleona z wyspy Elby (na którą został zesłany po swojej abdykacji). Verity Harcourt za namową swojej ciotki wybiera się wraz z nią na sezon balowy w Londynie. Dla większości młodych panien jest to niepowtarzalna okazja na poznanie przyszłego męża. Nasza bohaterka nie zalicza się jednak do tej grupy.

W trakcie drogi powóz, którym podróżują obie kobiety ulega uszkodzeniu i zmuszone są one zatrzymać się w pewnym zajeździe. Verity nie chce dalej podróżować z ciotką i jej zwierzętami. Głównej bohaterce udaje się szczęśliwym trafem zatrudnić pokojówkę i wraz z nią wyrusza w podróż powozem pocztowym (na co z trudem przystaje ciotka). Znajduje się w nim człowiek podający się za szwajcarskiego zegarmistrza. Podczas postoju w gospodzie Verity jest przypadkowym świadkiem jego rozmowy z drugim mężczyzną. Wszystko wskazuje na to, że jeden z nich jest francuskim szpiegiem wysłanym do Anglii przez Bonapartego, aby uzyskać od kolaboranta ściśle tajne informacje.

Gdy Verity dociera już do Londynu, udaje się do mieszkającego tam stryja Charlesa, który pracuje dla angielskiego rządu. Dzieli się z nim tym, co odkryła podczas podróży. Krewny początkowo wydaje się nie być specjalnie zainteresowany jej opowieścią. Bohaterka postanawia więc wziąć sprawy w swoje ręce, jednak nie do końca jej się to udaje. Pewnego dnia panna Harcourt spotyka swojego dawnego znajomego, Brina Cartera, w którym w czasach nastoletnich podkochiwała się. Zwraca uwagę na pewien szczegół i dzięki temu zaczyna podejrzewać, że to Brin może mieć coś wspólnego ze współpracą z Francuzami. Swoimi spostrzeżeniami ponownie dzieli się ze stryjem, który ostatecznie zgadza się, by dziewczyna, wspólnie z jego zamaskowanym wspólnikiem, który każe się nazywać Woźnicą, śledziła Cartera. Wkrótce dziewczyna zakochuje się w tajemniczym Woźnicy, ale Brin Carter również nie pozostaje jej obojętny. Co z tego wyniknie? Którego z mężczyzn wybierze? Czy szpieg zostanie złapany?

Na początku czytania powieści przypomniały mi się powieści Jane Austen. Nie chodzi mi tu o doszukiwanie się  na siłę podobieństw i określanie autorki nową Jane Austen (bo tak nie jest, zresztą kilka razy podkreślałam, że nie lubię tego typu określeń). Chodzi po prostu o takie luźne skojarzenia, jakie nasunęły mi się podczas zagłębiania się w fabułę (czas i miejsce akcji, poszukiwanie przez dziewczęta kandydata na męża, bale, granie w wista). Z tego też powodu może dość szybko do książki się przekonałam. Oczywiście na tym podobieństwo się kończy, trudno tu odnaleźć poruszanie wspomnianej na początku problematyki społeczno-obyczajowej. Jest to po prostu romans i nic więcej, ale ja też niczego więcej od tej książki nie oczekiwałam, więc nie zawiodłam się. Spodobały mi się też motywy przebierania się za inną osobę, maskowania swojego prawdziwego oblicza (wspólnik stryja ukrywa swoją twarz i podaje się za Woźnicę, a w jednym z rozdziałów Verity przebiera się za mężczyznę). Takie wydarzenia mogą wydawać się nieprawdopodobne, ale ja od dawna lubię, gdy podobny motyw pojawi się w książce czy filmie (dzieje się tak w wielu polskich filmach przedwojennych). Akcja bywa przewidywalna, ale tak przeważnie się dzieje w typowych romansach. Nie oczekiwałam tu też dramatycznych zwrotów akcji czy wyszukanego słownictwa.

Sięgając po Francuskiego szpiega oczekiwałam przyjemnej, lekkiej lektury i taką właśnie otrzymałam. Książkę polecam miłośniczkom romansów historycznych.

Anne Ashley, "Francuski szpieg", tłum. Lena Perl, Wydawnictwo Mira/Harlequin, Warszawa 2012

Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Mira.



12 komentarzy:

  1. Ja romanse zostawiam sobie na przyszłość. Teraz jakoś mnie do nich nie ciągnie, choć oczywiście wszelkie wątki miłosne w powieściach bardzo lubię.

    OdpowiedzUsuń
  2. Jakoś mnie nie ciągnęło do tej książki.

    OdpowiedzUsuń
  3. Zawsze z wielką przyjemnością czytam o miłości - kiedyś uwielbiałam romanse historyczne. :)

    OdpowiedzUsuń
  4. świetne tło powieści, ale za romansami to ja nie przepadam

    OdpowiedzUsuń
  5. Zapraszam do wyróżnienia i zabawy: http://bibliotekamelanii.blogspot.com/2012/11/wyroznienie-liebster-blog-award.html

    OdpowiedzUsuń
  6. Romans nie należy do mojego ulubionego gatunku literackiego, ale od czasu do czasu lubię jakąś powieść o miłości przeczytać, więc będę miała na uwadze "Francuskiego szpiega". Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Od czasu do czasu i ja daję się skusić romansom. Zapisuję tytuł tej książki, bo może kiedyś uda mi się ją przeczytać. ;)

    OdpowiedzUsuń
  8. Podobieństwo do Jane Austen widać z czasu i miejsca akcji. Ale urok powieści Austen tkwił nie tylko w szczęśliwych historiach miłosnych, ale również w mistrzowskich opisach charakterów oraz uszczypliwych i jakże trafnych komentarzach na temat tradycji i konwenansów angielskich elit z początku XIX wieku. Z Twojej recenzji "Francuskiego Szpiega" wynika, że tu raczej tego nie znajdziemy... I choć opisałaś książkę zachęcająco, raczej po nią nie sięgnę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dlatego właśnie napisałam na początku, że powieści Austen to coś więcej niż romanse, a przy czytaniu tej książki miałam po prostu takie luźne skojarzenia (czas i miejsce akcji, poszukiwanie kandydata na męża, bale, granie w wista itd., zresztą kiedyś pisałam, że nie uznaję przyszywania komuś etykietki "nowy/polski ktoś_tam ;)), co nie zmienia faktu, że recenzowana przeze mnie książka jest po prostu typowym romansem. I tak jak napisałam - była to dla mnie przyjemna, lekka lektura. Niezbyt wymagająca. Bo i takie lubię od czasu do czasu poczytać. :) A nie wszystkie romanse mi się podobają (np. po twórczość autorki "Sinobrodego" nie sięgnę już nigdy).

      Usuń
  9. Właśnie rozglądam się za dobrym romansem na prezent, chyba się nada, moja mama uwielbia romanse, które nawiązują stylem czy epoką opisywaną do J. Austin. Pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeśli faktycznie Twoja mama lubi taki rodzaj literatury, to powinna być zadowolona. Najwyżej poczytaj jeszcze inne recenzje. Ja się często stresuję, że jak coś schwalę to ktoś kupi, a potem może być niezadowolony. Wiadomo jednak jak to bywa z gustami. Mi się podobał. Oczywiście nie można go postawić na tej półce, co dzieła Austen, jest to po prostu przyjemny w odbiorze romans i tyle. :) Sądzę, że taki był cel jego napisania. :)

      Usuń

Będzie mi bardzo miło, jeśli zostawisz po sobie choć kilka słów w komentarzu. :)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...