środa, 28 listopada 2012

Christl Vogl "Kraina elfów i wróżek. Księga błękitna"


Recenzja nr 47, Christl Vogl "Kraina elfów i wróżek. Księga błękitna"

Christl Vogl jest autorką i ilustratorką dwóch części Krainy elfów i wróżek: Księgi różowej oraz recenzowanej przeze mnie Księgi błękitnej, na którą składają się sześćdziesiąt dwa krótkie opowiadania. Bohaterami tych ciepłych i uroczych historii są głównie elfy i elfki, a także skrzaty i wróżki. Stworzonka te opiekują się poszczególnymi roślinkami, od których nazw pochodzą ich imiona. W książce możemy spotkać więc takie postacie jak Szyszkownisie, Szafirusia, Fiołeczka, Petunijka.


I z tymi imionami wiąże się pewien problem. O ile te wymienione wyżej brzmią dobrze, to jest w Księdze błękitnej kilka takich, co do których mam pewne wątpliwości. Nazwy takie jak np. Kalijkianna, Pierwiosnkunia, Różanecznikówna czy Margerytuńka dość ciężko mi się wymawiało podczas głośnego czytania mojemu dziecku, a ono samo nie było w stanie ich zapamiętać. Zdaję sobie jednak sprawę, że imiona te pochodzą od nazw roślin i rozumiem, że trudno byłoby wymyślić coś innego, łatwiejszego (choć według mnie lepiej od Pierwiosnkuni brzmiałaby np. Pierwiosneczka, a od Kalijkianny - Kalijeczka).

Jednym z głównych celów napisania tej książki było zapoznanie małych czytelników z różnymi nazwami roślin i ich cechami. Pomóc w tym miały historie opowiadające przygody poszczególnych stworzonek opiekujących się nimi. W wielu opowiadaniach zawarte są informacje dotyczące konkretnego kwiatu. I tak dziecko może nauczyć się, że szarotka rośnie w miejscach, w których inne kwiaty nie są w stanie przeżyć czy dowiedzieć się, co łączy dwie rośliny, pokrzywę i bluszczyk kurdybanek: Jeśli poparzy Was pokrzywa, rozejrzyjcie się szybko za bluszczykiem kurdybankiem. Rozetrzyjcie kilka jego listków w dłoniach, a sokiem, który wypłynie, posmarujcie poparzenie. Zobaczycie, pieczenie stanie się mniej dokuczliwe lub nawet zupełnie ustąpi! [1] 

Ilustracje, jak na wizerunki elfów i wróżek przystało, są delikatne, w pastelowych odcieniach, przyjemne dla oka. Dużym plusem jest to, że autorka ukazała na nich każdą z opisywanych roślin, dzięki czemu dzieci nauczą się ich rozpoznawania. Do minusów zaliczę fakt, iż wiele ze zilustrowanych stworzonek ma praktycznie takie same twarze, różnią się one między sobą tylko strojami i kolorem włosów. Ale może taki właśnie był zamysł autorki.


Co do języka, to poza trudnymi nazwami niektórych roślin czy też postaci, tekst dla dziecka jest zrozumiały. Niektóre opowiadania zawierają bardzo mało dialogów (lub nie ma w nich ich w ogóle, przykład: Poziomeczek, Muchomornisie), przez co ich fabuła staje się trochę nużąca. Dużo lepiej wypadają pod tym względem te, w których dialogów nie brakuje (np. Makowa Panienka, Przebudzone nasionko czy  Koniczynieczka). 

Warto zwrócić uwagę na estetykę wydania książki. Twarda okładka, dobrej jakości kredowy papier, czytelny krój pisma, to wszystko sprawia, że publikacja sprawdzi się jako mikołajkowy czy choinkowy prezent.

Kraina elfów i wróżek to lektura na wiele zimowych wieczorów dla starszych przedszkolaków i dzieci w wieku wczesnoszkolnym.

Przypisy:
1. s. 88

Christl Vogl, "Kraina elfów i wróżek. Księga błękitna", tłum. Patrycja Zarawska, Wydawnictwo Debit, Bielsko-Biała 2012

Za możliwość przeniesienia się do baśniowej krainy wróżek i elfów dziękujemy Wydawnictwu Debit.

10 komentarzy:

  1. Och, to będzie świetna pozycja na prezent pod choinkę!

    OdpowiedzUsuń
  2. uwielbiam takie klimaty i rzeczywiście zgadzam się, że to dobry prezent na gwiazdkę

    OdpowiedzUsuń
  3. Dokładna recenzja Doroto, na plus :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo się starałam, żeby recenzja była rzetelna, ukazująca zarówno plusy i minusy, na które zwróciłam uwagę.

      Usuń
  4. Napisałaś, że celem książki było zapoznanie się z różnymi roślinami, tym samym jak piszesz autor zastosował nazwy, których dziecko nie było w stanie zapamiętać, jaki więc w tym cel samej książki. Dziwne podejście autora do tematu. Moim zdaniem nazwy powinny być takie, jak Ty je zastąpiłaś.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak widać, autorka nie jest naszej narodowości, poszczególne nazwy to już kwestia tłumaczenia. Nie chciałam się wymądrzać, bo tłumaczką nie jestem, ale te wymyślone przeze mnie wydają mi się łatwiejsze do wymówienia i przyswojenia.

      Usuń
  5. Co prawda moja siostra nie jest już w wieku wczesnoszkolnym, ale myślę, że byłaby zachwycona taką książeczką :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Podoba mi się. Może sprezentuję młodszej siostrze :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Na Mikołajki świetny pomysł na prezent :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Właśnie szukam prezentu dla przedszkolaka i coś czuję, że ta książeczka może być w sam raz. :)

    OdpowiedzUsuń

Będzie mi bardzo miło, jeśli zostawisz po sobie choć kilka słów w komentarzu. :)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...