środa, 14 listopada 2012

Franklin i gwiezdna podróż


Recenzja nr 42, "Franklin i gwiezdna podróż"

Ostatnio zapoznałyśmy się z córeczką z kolejną książeczką opowiadającą o żółwiu Franklinie. Tym razem do jego domu miała przybyć uwielbiana ciocia Emi, by pod nieobecność rodziców zająć się nim i jego młodszą siostrzyczką. 

Gdy zapadł zmrok i ciocia w końcu przybyła, wszyscy bardzo gorąco ją powitali. Dzieci zainteresował przyrząd, który wzięła ze sobą. Okazało się, że to jej nowy teleskop. Franklin wiedział, do czego on służy, więc nastawił się na oglądanie gwiazd i planet.


Niestety, zaraz potem okazało się, że niebo jest zachmurzone i  nie uda się tego wieczoru spędzić tak, jak planowali. Ciocia jednak zdawała się tym zupełnie nie przejmować, bo stwierdziła, że urządzą sobie kosmiczny pokaz gwiazd w... pokoju. Wspólnie z dziećmi wyszła do ogrodu, by złapać trochę robaczków świętojańskich, oczywiście nakazała rodzeństwu uważać, by nie zrobić świetlikom krzywdy. 

Gwiazdy już były, teraz trzeba było znaleźć statki kosmiczne. Nie sprawiło to dzieciom żadnego kłopotu i wnet zrobiły je z rzeczy znalezionych w mieszkaniu. Następnie wszyscy zajęli się przemalowywaniem kilku piłek, z których powstały planety, Księżyc i Słońce. Rodzice po powrocie do domu byli zachwyceni pomysłowością cioci Emi i wyruszyli w kosmiczną podróż wraz z dziećmi. Na koniec Franklin mógł wypowiedzieć życzenie do spadającej gwiazdy czyli... lecącego świetlika. 

Dzięki książeczce dziecko może dowiedzieć się, że choć nie zawsze wszystko idzie po naszej myśli, zawsze warto ruszyć głową i... bawić się równie dobrze, choć inaczej, niż planowało się na początku.

Karolinka z chęcią wysłuchała kolejnej historii z życia małego żółwika i obejrzała ilustracje. Obrazki w tej (jak i w pozostałych recenzowanych przeze mnie książkach z serii) są komputerowe. Córeczka woli tradycyjne ilustracje (mamy kilka starszych książeczek, również wydanych nakładem Wydawnictwa Debit, właśnie z takimi obrazkami). Podobnie jak i inne książki z tego cyklu, polecam ją do przeczytania dzieciom w wieku przedszkolnym. Starsze dzieci mogą próbować ją czytać samodzielnie (jak zwykle tekstu na stronie jest niewiele, a litery są duże).

"Franklin i gwiezdna podróż", w oparciu o książki autorstwa Paulette Bourgeois i Brendy Clark. Ścisła adaptacja telewizyjna napisana i zaprojektowana przez Harry'ego Endulata. Na podstawie odcinka "Franklin in the Stars" autorstwa Jamesa R. Backshalla. Tłumaczenie: Patrycja Zarawska. Wydawnictwo Debit, Bielsko-Biała 2012

Za możliwość przeczytania książeczki dziękujemy Wydawnictwu Debit.


7 komentarzy:

  1. uwielbiam Franklina, kiedyś pracowałam jako opiekunka do dzieci i często czytałam te historyjki dzieciom.

    OdpowiedzUsuń
  2. Jak byłam małą dziewczynką, bardzo lubiłam bajki o Franklinie. Zawsze ciągnęło mnie do zwierzątek. Potem przyszła kolej na czytanie książeczek młodszemu bratu. Przyznam, że zanim zwróciłaś uwagę w recenzji na komputerowe obrazki, sama stwierdziłam, że "tradycyjny" Franklin wygląda o niebo lepiej. Niestety, w dobie komputeryzacji nie zawsze można odnaleźć same pozytywy...
    Pozdrawiam gorąco i życzę miłego czytania z córeczką :)

    OdpowiedzUsuń
  3. U nas w domu uwielbiamy Franklina :) mamy liczne bajeczki do których dzieci chętnie wracają :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Bardzo lubię Franklina :D i moja siostra też :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Jak mój kuzyn ogromnie uwielbia Franklina... ale on raczej ogląda bajki.
    Lawenda

    OdpowiedzUsuń

Będzie mi bardzo miło, jeśli zostawisz po sobie choć kilka słów w komentarzu. :)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...