sobota, 24 listopada 2012

Maria Ukniewska "Strachy"


Recenzja nr 45, Maria Ukniewska "Strachy"

Nocą milknie ostatni dźwięk,
Wszystko zamarło.
W ciszy na oślep skrada się lęk,
Chwyta za gardło.

Czołem zimnym o szybę trach!
Czy mnie ktoś woła?
W oczach czai się zimny strach,
Krąży dokoła.

Szelest liści, czy serca krzyk
Słychać za oknem.
Uśnij serce, to nic, to nic,
To szumy nocne. [1]

Mówi się, że najlepiej najpierw przeczytać książkę, a dopiero potem zdecydować się na obejrzenie filmu czy serialu zrobionego na jej podstawie. I często tak właśnie robię. Czasem jednak okazuje się, że gdybym nie obejrzała jakiegoś filmu, nie wiedziałabym nawet o istnieniu powieści, która zainspirowała twórców do jego nakręcenia. Tak było właśnie w tym przypadku. Od lat znany jest mi film Strachy nakręcony w 1938 r. ze wspaniałymi kreacjami Eugeniusza Bodo, Hanny Karwowskiej i Jadwigi Andrzejewskiej. Z urywków znam też serial z 1979 r. pod tym samym tytułem, w którym w role głównych bohaterów wcielili się Krzysztof Chamiec, Izabela Trojanowska i Barbara Gołaska (może kiedyś uda mi się nadrobić zaległości i obejrzę go w całości, choćby po to, by porównać go z filmem i książką).

Strachy to bardzo głośna w okresie międzywojennym książka, opublikowana po raz pierwszy w 1938 r. Jest to pisarski debiut Marii Ukniewskiej (1907-1962). Autorka w młodości była tancerką rewiową. Swoje spostrzeżenia i wrażenia pochodzące z tamtego okresu postanowiła (już po zrezygnowaniu z bycia girlsą) przelać na papier. Tak właśnie powstała ta powieść.

Główną bohaterką swego dzieła uczyniła pochodzącą z biednej rodziny Teresę Sikorzankę. Poznajemy ją w chwili, gdy ma szesnaście lat i od kilku miesięcy pracuje w podrzędnym teatrzyku jako girlsa. Zatrudniła się w nim na przekór rodzinie, która uważała, że powinna zostać fryzjerką. Pomimo braku poparcia jej wyborów życiowych, dziewczyna przez miesiące utrzymuje za swoje pieniądze bezrobotną i porzuconą przez męża matkę oraz swoje młodsze rodzeństwo. Podkochuje się w gwieździe owego teatrzyku - starszym od niej o kilkanaście lat Zbigniewie Modeckim. Wkrótce nawiązuje z nim romans, ale zaraz potem właściciele teatru bankrutują i występujące na scenie osoby muszą szukać nowej pracy. Teresa trafia do innego miasta, gdzie wraz z koleżankami zostaje zatrudniona w innym teatrzyku. Tam też poznaje swoją rówieśnicę - Linkę. Okazuje się, że ta znajomość będzie mieć ogromny wpływ na obie dziewczyny i ich przyszłość.

Książka opowiada o mrocznym obliczu dwudziestolecia. Możemy poznać świat teatrzyków i rewii od kulis. I nie jest on tak kolorowy, jakim wydawać się mógł publiczności zgromadzonej na występach. Widzimy więc ciężką pracę, rywalizację, upokorzenia i wielogodzinne próby, a potem stresujące występy. Czas w teatrze mierzy się tym, co idzie na scenie. Zegar nie mówi nic. Nie ma minut, nie ma godzin, są numery i finały. Nieraz przedstawienie zleci nie wiadomo kiedy. A czasem wlecze się i wlecze, zwłaszcza druga część rewii. [2] Taką cenę płacą girlsy za próbę wyrwania się z biednego środowiska. Upadanie teatrów dosłownie z dnia na dzień sprawia, że pracujący w nich ludzie nie czują się bezpiecznie. Nie są im też obce przygodne znajomości, wczesna inicjacja seksualna, prostytucja, aborcje, samobójstwa, alkohol i depresja, z którą wiążą się tytułowe strachy. Girlsy szybko stają się dorosłe. Główna bohaterka do teatrzyku trafiła w wieku piętnastu lat i już po roku w niczym prawie nie przypomina nastolatki. Dzieciństwo oddaliło się od niej z zatrważającą szybkością. Stała się raptem dorosła. Za każdy popełniony błąd ona tylko będzie cierpieć. [2] W książce dużo jest wątków obyczajowych, autorka nie skupia się tylko na scenie i kulisach. Poza wspomnianymi przeze mnie zagadnieniami, możemy natknąć się też na problem biedy i śmierci, której zapobiec mógłby kontakt z lekarzem, uniemożliwiony przez brak wystarczającej ilości pieniędzy.

Na początku napisałam o tym, że powieść przeczytałam dopiero po obejrzeniu filmu na jej podstawie. Stało się więc to, co się stać musiało. Modecki miał dla mnie twarz Bodo, Sikorzanka Karwowskiej. Podobnie stało się z innymi postaciami występującymi i w filmie i w książce (bo nie wszystkie się ze sobą pokrywają). Czytając wiedziałam też mniej więcej, co się stanie. Niektóre dialogi były dosłownie identyczne jak te w filmie. To wszystko nie przeszkadzało mi, byłam ciekawa różnic pomiędzy książką a obrazem kinowym i na wiele ich natrafiłam.

Powieść czytało mi się bardzo szybko, nie mogłam się od niej oderwać. Jeśli chodzi o stronę językową to charakterystyczne dla narracji Ukniewskiej jest wplatanie od czasu do czasu wyrażeń dźwiękonaśladowczych oraz dzielenie wyrazów na sylaby i używanie przy tym wykrzykników (głównie w dialogach). Króciutka przygrywka - i orkiestra milknie. Wysuwają się jedna za drugą, szurają stopami raz! dwa! - bez muzyki - łudząco przypominając ruszanie pociągu. Pa!-ta!-taj!-pa!-ta!-taj! patataj! patataj! patatajpatatajpatatajpatatajpatataj... - wybijają czeczotki raz prawą nogą, raz lewą, coraz prędzej i prędzej, ale nie jest to jeszcze pełny bieg. I nie jest jeszcze najtrudniejsze pas. - Te-raz! Rraz! - syknął profesor zza kulis. [3]  Sposób pisania autorki bardzo przypadł mi do gustu.

Czytając powieść miałam też świadomość, że choć sami bohaterowie i konkretne wydarzenia są fikcją, to książka ma w sobie ogromny ładunek gorzkiej prawdy o ówczesnym życiu codziennym pewnej grupy ludzi. Jak już pisałam, publikacja ukazała się w roku 1938, a jej akcja toczy się na przełomie lat dwudziestych i trzydziestych, została napisana przez byłą girlsę, dlatego jest ona moim zdaniem bardzo wartościowa, szczególnie dla osób, które chcą bliżej poznać tamtą epokę i to niekoniecznie tylko od tych jasnych stron. 

Przypisy:
1. Fragment piosenki Strach z filmu Strachy (1938) wykonanej przez Eugeniusza Bodo
2. s. 149
3. s. 131

Maria Ukniewska, "Strachy", Czytelnik, Warszawa 1975.

Nie byłabym sobą, gdybym nie podrzuciła tutaj filmiku z youtube. Jest to piosenka, której fragment zacytowałam na początku.

Kto chce, może też obejrzeć cały film. Jest dostępny na youtube. Tutaj link do pierwszej części:



Książka przeczytana w ramach wyzwań:
1. Tydzień bez nowości - listopad
2. Lata dwudzieste, lata trzydzieste...
3. Debiuty
4. Polacy nie gęsi

10 komentarzy:

  1. Bardzo zainteresowała mnie Twoja recenzja. Intryguje mnie okres dwudziestolecia międzywojennego w Polsce. Wobec tego z chęcią przeczytam książkę, a następnie sięgnę po film. Dziękuję, że napisałaś o "Strachach";)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że zainteresowała Cię moja recenzja. :)

      Usuń
  2. Świetna recenzja. Pogratulować:) Jak już Ci mówiłam oglądałam serial z Trojanowską, ale po film też muszę sięgnąć i po książkę oczywiście. Tym bardziej, że uwielbiam filmy z tego okresu, choć gustuję raczej w komediach:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Serial znam tylko z fragmentów a i z tych za wiele nie pamiętam.

      Jeśli mam być szczera, to ja też gustuję raczej w komediach, a "Strachy" obejrzałam dla Bodo. :) I film mi się spodobał.

      Usuń
  3. Nie widziałam filmu, więc z wielką przyjemnością zacznę od książki. :))

    OdpowiedzUsuń
  4. Oj, Elvisko, wciąż kusisz do wydania pieniędzy na kolejne książki, a tymczasem finansów wcale nie przybywa! Chyba pora znaleźć sobie bibliotekę...

    Książka pokazująca lata międzywojenne w szarych barwach? Świetnie! Zazwyczaj w kulturze popularnej pokazuje się je kolorowo-rewiowo, a to przecież lata Wielkiego Kryzysu. Fakt, że autorka oparła powieść na własnych doświadczeniach, jeszcze dodaje jej wartości.

    Ja też wolę najpierw czytać, a potem oglądać :) Choć nie zawsze udaje mi się utrzymać właściwą kolejność. Zazwyczaj w takim porównaniu książka wypada lepiej, chociaż trafiają się wyjątki ;) A jakie Ty masz na ten temat zdanie?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zacznę od finansów. Akurat "Strachy" nie uszczuplą za bardzo budżetu, "chodzą" na Allegro po kilka złotych, ja kupiłam chyba za 5 zł (plus niestety przesyłka, ale i tak tanio wyszło). :)

      Ja też wolę najpierw czytać, a później oglądać. I potem rzeczywiście zazwyczaj książka wypada lepiej, film wydaje się być okrojony, a wygląd niektórych postaci nie taki. :) Ze "Strachami" było inaczej, bo gdyby nie film, nie wiedziałabym o książce. Jeśli miałabym porównywać, to film trzyma klimat, szczególnie zakończenie trzymało mnie w napięciu, ale niektóre momenty są trochę ułagodzone. Wiele wątków, wydarzeń też pominięto. Chciałabym jeszcze kiedyś obejrzeć serial pod tym samym tytułem.

      Usuń
  5. Pamiętam, jak czytałam Strachy po raz pierwszy, w liceum to było, rano wstawałam o 6, żeby przed wyjściem do szkoły, przy herbacie, jeszcze godzinę poczytać. Uwielbiam i mam to samo wydanie na półce z najukochańszymi książkami

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Moje czytanie "Strachów" wyglądało podobnie, bardzo mnie ta powieść wciągnęła. Dziękuję za komentarz. :)

      Usuń
  6. jestem wielką zwolenniczką czytania książek .Strachy czytałam zanim obejrzałam filmy i muszę przyznać że książki są pełniejsze,bogatsze,zawierają więcej treści,myśli postaci ,no jednym słowem mówiąc są lepsze.Ale i tu są wyjątki -serial "Duma i uprzedzenie" jest lepszy od książki ,pisarka ma bardzo ubogi styl pisarski,nie opisuje wewnętrznych rozterek bohaterek,no jednym słowem rozczarowała mnie.

    OdpowiedzUsuń

Będzie mi bardzo miło, jeśli zostawisz po sobie choć kilka słów w komentarzu. :)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...