poniedziałek, 3 grudnia 2012

Alina Białowąs "Galeria uczuć"


Recenzja nr 49, Alina Białowąs "Galeria uczuć"


Dziś będzie trochę o tym, jak to książka zupełnie przypadkiem może trafić do rąk czytelnika akurat w takiej chwili, w której odbierze on ją bardzo osobiście (co prawdopodobnie nie miałoby miejsca w innych okolicznościach). Powieści Aliny Białowąs pt. Galeria uczuć nie planowałam przeczytać w najbliższym czasie. Sama jednak zapukała do moich drzwi, a stało się to dzięki wygranej w konkursie na wspominanej już kilkakrotnie przeze mnie facebookowej stronie Książka zamiast kwiatka (którą przy okazji serdecznie Wam polecam). Dodatkową niespodzianką była przemiła dedykacja autorki.


Alina Białowąs urodziła się i mieszka we Wrocławiu. Pisać zaczęła już w szkole podstawowej (były to pamiętniki, które niestety zaginęły potem podczas przeprowadzki). Jej opowiadania od dziesięciu lat są publikowane w kobiecych czasopismach. Galeria uczuć to jej debiutancka powieść.

Ola to trzydziestoletnia niepewna siebie mężatka i matka dwójki dzieci. Kiedyś porzuciła swoje marzenia, zrezygnowała ze studiów plastycznych i poświęciła się głównie rodzinie. Od jakiegoś czasu pracuje także w małym sklepiku z bibelotami. Marzy o otwarciu prawdziwej galerii sztuki, w której zamiast tandetnych i kiczowatych figurek ludzie mogliby podziwiać i kupować prawdziwe dzieła. Pomimo rezygnacji z niektórych swoich pragnień, realizuje się na innych polach i ma poczucie bezpieczeństwa i stabilizacji. Sytuacja zmienia się, gdy wychodzą na światło dzienne problemy małżeńskie. Ola ma realne podstawy, by podejrzewać swojego męża Pawła o romans. W nowych okolicznościach, częściowo przy pomocy swojej ekscentrycznej, ale jednak dającej się lubić szefowej, stopniowo zmienia swój stosunek do małżeństwa, teściowej, swych marzeń, a przede wszystkim do samej siebie.

W powieści odnalazłam trafne spostrzeżenia dotyczące relacji z mężem i jego matką. Jak to zwykle bywa, punkt widzenia zależy od punktu siedzenia i nie zawsze każda uwaga czy czynność ma na celu zrobienie komuś złośliwości. Często stoją za tym jedynie dobre chęci, a że to nimi piekło jest wybrukowane, to już inna sprawa. W jednej ze scen widzimy też, jak wykonywanie tych samych domowych obowiązków może być różnie odbierane. Gdy robi je kobieta, traktowane są one jak coś, co nie wymaga nawet komentowania, ale gdy zabiera się za nie mężczyzna, od razu urastają do rangi niesamowitego wyczynu na skalę światową. Myślę, że te wątki będą szczególnie ciekawe dla kobiet, którym problemy z mężem, dziećmi czy też teściową nie są obce. 

Nie brak w książce zabawnych sytuacji. Najbardziej zapadła mi w pamięć scena z ubijaniem kotletów. Gdy ją czytałam, miałam przed oczami siebie i moją teściową kilka lat temu. Zacytuję tu tylko malutki fragmencik.
- Zanim zaczniesz ubijać, musisz przykryć mięso folią - instruowała za moimi plecami.
Wiem, krzyknęłam w myślach, celując w kotlety tłuczkiem. 
Wiem! Wiem! Wiem!
- I nie uderzaj tak mocno, bo zmiażdżysz włókna.
Dobrze! Dobrze! Dobrze!
- Olu, za mocno uderzasz.
Ratunku! Ratunku! Ratunku!
- Dokończ obierać ziemniaki. Ja ubiję kotlety - wyrwała mi tłuczek i wręczyła nóż.
Gdybym pokazała jej moje myśli, obierałaby ziemniaki. [1]

Na początku napisałam, że książka ta trafiła idealnie w etap życiowy, w jakim się obecnie znajduję. Poważne problemy małżeńskie są mi na szczęście na razie obce. Skupić bym się chciała za to na tej realizacji swoich marzeń. Często miałam wrażenie, że zbliżające się wielkimi krokami trzydzieste urodziny oznaczają, że człowiek powoli traci możliwość zrobienia tego, o czym marzył kiedyś, pewnie jeszcze w czasach nastoletnich. 

Powieści, których główna bohaterka zmienia się z szarej myszki w pewną siebie kobietę, postanawia zrealizować swoje zapomniane marzenia, jest od groma. I wcale nie mam zamiaru przekonywać Was, że ta w jakiś sposób się na tym tle wyróżnia. Prawdopodobnie nie. Ja jednak zbyt wielu takich książek nie czytałam, więc być może to wszystko jest w pewnym sensie dla mnie nowe i na mnie oddziałuje. Cieszę się więc, że ta książka powstała. Odnalazłam w głównej bohaterce cząstkę siebie, a to już chyba duży sukces. Też kiedyś odłożyłam swoje marzenia gdzieś na bok, przestałam wierzyć, że coś mi się uda. Ostatnio nawet miałam na ten temat dość sporo przemyśleń. 

Nie jestem już na etapie samych planów. Powoli je realizuję. Od roku moje artykuły publikowane są w lokalnym czasopiśmie. I kilka dni temu odniosłam pod tym względem kolejny ważny dla mnie sukces. Od następnego numeru moje imię i nazwisko pojawiać się będzie w stopce redakcyjnej w dziale stali współpracownicy. Kiedyś korzystałam z archiwalnych numerów Kwartalnika Czudeckiego przy pisaniu swojej pracy magisterskiej. Nigdy nie przyszło mi do głowy, że za parę lat sama będę mieć swój wkład w jego tworzenie. To dla mnie kolejny krok naprzód.

Nie ukrywam, że skupiłam się głównie na tym jednym problemie, dla innej czytelniczki na pierwszy plan może wysunąć się relacja z mężem i próby naprawienia małżeństwa. Być może odebrałabym książkę w inny sposób, gdyby moje życie wyglądało inaczej. Ktoś może napisać, że to tylko fikcja, a w życiu nie jest tak łatwo coś zmienić. Owszem, nie jest, ale się da. I myślę, że wiele przykładów na to możemy znaleźć w realnym świecie. Wystarczy się tylko lepiej rozejrzeć. Zmiany te początkowo może nie są zbyt duże, nie tak spektakularne, jak u bohaterki powieści, ale krok po kroku przybliżają nas do naszych marzeń, którym warto dać szansę. I o tym jest między innymi ta książka.

Alina Białowąs, "Galeria uczuć", Wydawnictwo Replika, Zakrzewo 2012.


Przypisy:
1. s. 150-151
Książka przeczytana w ramach wyzwań:

20 komentarzy:

  1. Czasem tak właśnie się dzieje - książka idealnie wpasowuje się w nasz aktualny nastrój czy nasze obecne potrzeby. I nawet jeśli nie jest arcydziełem, staje się dla nas niezwykle ważną pozycją. Cieszę się, że znalazłaś powieść, która idealnie dopasowała się do Twojego aktualnego położenia - coś jest w tym powiedzeniu, że to książki znajdują właścicieli :)

    Pierwsze, co zwróciło moją uwagę, to przepiękna okładka - ciepła, kolorowa, przyciągająca. Fabularnie nie są to może moje klimaty, ale ciekawią mnie te perypetie z teściową, które chyba żadnej z nas nie omijają ;)

    No i bardzo, bardzo gratuluję Twojego sukcesu - oby tak dalej!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Klaudyno, bardzo dobrze to ujęłaś, pomimo tego, że pomysł na fabułę w wielu powieściach się już przewijał, dla mnie ta książka będzie zawsze wyjątkowa. :) Zgadzam się też, że czasem to właśnie książki znajdują właścicieli. :)

      A z teściowymi to tak bywa. :D Choć często jest tak, że każda strona ma jakieś swoje racje, których ta druga nie dostrzega (oczywiście nie zawsze).

      Dziękuję za gratulacje! :)

      Usuń
  2. Raczej nie zwróciłabym uwagi na tę książkę, gdyby nie to, że odnalazłaś coś wspólnego z bohaterką. Nie jestem na takim etapie życiowym, ale może i mnie czymś ta powieść urzeknie :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Czy ja wiem... ta cała Ola jest okropna i jakoś nie mogę się z nią utożsamić. Ratlerek szczekający przy każdej okazji.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dla jednej osoby jest okropna, dla drugiej nie. To chyba normalne. Gdyby wszystkie kobiety utożsamiały się z tymi samymi bohaterkami, świat byłby nudny. :)

      Poza tym nie napisałam, że utożsamiam się z nią w całości, raczej w części. I to sprawiło, że darzę ją sympatią (zarówno samą bohaterkę, jak i całą książkę). :)

      Usuń
  4. Nawet ratlerki nie są anonimowe.

    OdpowiedzUsuń
  5. Nawet ratlerki nie są anonimowe.

    OdpowiedzUsuń
  6. Bardzo chętnie się za nią rozejrzę :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Chętnie ją przeczytam:)

    OdpowiedzUsuń
  8. Chyba właśnie takiej książki teraz potrzebuję. Choć w przeciwieństwie do Ciebie, realizacja moich marzeń jest na razie na etapie samych planów. A Tobie gratuluję sukcesów!

    Agnieszka

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Życzę powodzenia w realizacji Twoich marzeń! I dziękuję za gratulacje. :)

      Usuń
  9. O bohaterka o imieniu Ola :D Moja imienniczka. A autorka pochodzi z Wroclawia, przepieknego miasta!:) Chetnie bym siegnela po te ksiazke:)

    OdpowiedzUsuń
  10. Z pewnością częściowo nasze życie można zmienić jeśli tylko chcemy i nie boimy się zmian ;)

    OdpowiedzUsuń
  11. Myślę, ze powieść mogłaby mi się spodobać :)

    OdpowiedzUsuń
  12. Nie znam książek pani Białowąs, ale wierzę, że czasem taka lżejsza literatura potrafi wpasować się w nasz nastrój i uświadomić pewne sprawy. Sądzę, że ta książka zawsze będzie Ci się miło kojarzyła.:)
    Cieszę się, że realizujesz swoje pasje i zostałaś doceniona. Gratuluję i pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo dobrze to ujęłaś, książka wpasowała się idealnie w mój nastrój i sytuację życiową. I pewnie masz rację pisząc, że już zawsze będzie mi się miło i ciepło kojarzyć. :) Dziękuję za gratulacje i pozdrowienia. :)

      Usuń
  13. Świetna recenza! Jak nie lubię literatury kobiecej tak się chyba skuszę i przeczytam tą pozycję ^^

    OdpowiedzUsuń

Będzie mi bardzo miło, jeśli zostawisz po sobie choć kilka słów w komentarzu. :)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...