piątek, 28 grudnia 2012

Czy pisanie artykułów to nie praca?

źródło

Jak większość czytelników mojego bloga wie, od kilku miesięcy szukam pracy. Interesuje mnie m.in. pisanie artykułów, tekstów (także na strony internetowe), obsługa fanpage'ów, blogów itp. Mam w tym już trochę doświadczenia. Codziennie przeglądam różne serwisy z ogłoszeniami o pracę. Kilka razy znalazłam wpis, że ktoś oferuje bezpłatne praktyki lub pisanie tekstów w ramach hobby

W najnowszym ogłoszeniu przeczytałam: poszukujemy osoby, która zechce pisać artykuły na stronę, ale w tej chwili nie jesteśmy w stanie wypłacić ani grosza, więc byłaby to działalność w charakterze wolontariatu. Z dalszej części tekstu mogłam dowiedzieć się, że artykuły na stronie są, aczkolwiek nie tak często jak byśmy tego chcieli, wynika to głównie z braku czasu. I na końcu informacja, że poszukują osoby, która w ramach swojego hobby będzie się udzielać na stronie. I tego typu oferty pojawiają się w działach Dam pracę, Zatrudnię etc.


Czemu swój czas (którego im brak) tak cenią, a czyjegoś już nie? W ramach hobby to mogę pisać recenzje na swoim blogu, a i tak z tego mam coś, bo od czasu do czasu dostaję książki od wydawnictw, co jest formą zapłaty (jeśli się uprę to po jakimś czasie mogę je nawet sprzedać i mieć z tego pieniądze). Poza tym pracuję na siebie, a nie dla kogoś. Zaoferowanie nawet małej kwoty (np. w zależności od ilości znaków) nie byłoby już tak żenujące jak proszenie o wolontariat. Jako wolontariusz to ja mogę pracować dla jakiegoś szczytnego celu, a nie komuś robić za darmo coś, z czego on będzie mieć zyski (mają reklamy na stronce).

Owszem, są takie strony, z którymi współpraca może mieć jedynie charakter społeczny, ale mowa tu o wartościowych i uznanych przez wielu ludzi serwisach (przykładem niech będzie Historia.org.pl). Pisanie dla nich to zaszczyt. Na podobnych warunkach piszę do Kwartalnika Czudeckiego (w ramach podziękowania dostaję każdy numer tego czasopisma z moim artykułem), ale współpraca z tym periodykiem jest dla mnie czymś ważnym. Czuję się związana z tym regionem, pisałam na ten temat pracę magisterską. Nie dostałam się tam z ogłoszenia, a po prostu nawiązałam bliższe znajomości z ludźmi, którym zależy na promowaniu miejscowości i regionu. Ludzie piszą do niego za darmo, ale łączy ich pewien cel. Nie czuję się wykorzystywana, a napisanie dwóch tekstów na trzy miesiące to nie to samo, co regularne publikowanie ich na czyjejś stronie.


Wspomniałam o tym, by pokazać, że nie zawsze pisanie za darmo równa się wykorzystywaniu i że mnie samej też zdarza się tworzyć teksty, za które nie otrzymuję pieniędzy (choć  tak naprawdę przeważnie wynagrodzenie jest w formie egzemplarza czasopisma z moim artykułem, książki, co też jest rodzajem zapłaty). Ale ogłoszenia tego typu są moim zdaniem żenujące. Ciekawa jestem, czy jakiś pracodawca odważyłby się napisać ogłoszenie dotyczące prowadzenia księgowości, obsługiwania wózka widłowego czy usług hydraulicznych w ramach wolontariatu (pomijam oczywiście sytuacje, gdy wiązałoby się to z pomocą najbiedniejszym ludziom i byłaby to jakaś tego typu akcja)? Wątpię.

Dlaczego pisanie tekstów jest traktowane jak coś niewymagające większego wysiłku, coś, za co niekoniecznie trzeba płacić? Coś, co może być tylko hobby?

I wcale nie uważam się za jakąś ważną osobę, której każdy musi oferować niebotyczne stawki za teksty. Zdaję sobie sprawę, że wiele osób pisze ode mnie lepiej. Szukam po prostu ofert, w których przyszły pracodawca czy zleceniodawca pokazuje, że szanuje czas i wysiłek człowieka, który dla niego pisze i proponuje jakąś zapłatę. A ciągle natrafiam na takie jak ta wyżej.

Nie krytykuje samego pisania za darmo, ale w życiu nie opublikowałabym takiego ogłoszenia o pracę. Po prostu byłoby mi głupio. Jeśli nie mam funduszy, by zainwestować w rozwój strony i komuś zapłacić, piszę po prostu sama, ewentualnie pytam się o pomoc gdzieś w swoim otoczeniu (może udałoby się robić to z kimś znajomym - można by się podzielić tekstami z koleżanką czy kolegą). Tak to widzę. A ogłoszenie zamieszczam, gdy jestem w stanie zapłacić tej piszącej osobie (wcale nie jakieś wielkie pieniądze). To tak jak z własną firmą. Nie zatrudniłabym pracownika, jeśli nie byłabym w stanie mu zapłacić. Owszem, wszystko jest napisane już na początku, więc człowiek nabrany nie będzie. Ale jakoś tak no... nie podoba mi się to i już.

Może odebrałabym to inaczej, gdyby był wydzielony specjalny dział, w którym by się takie oferty ukazywały. Zaglądałyby tam osoby nastawione na wolontariat, bezpłatne praktyki, nie na szukanie pracy (o czym mówi przecież dział Zatrudnię czy Dam pracę, a nie Szukam wolontariusza).

A może to ja za wiele oczekuję i za dużo wymagam? Co o tym myślicie?

P.S. Swego czasu po sieci krążył taki tekst. Pozwolę sobie go zacytować w całości:


Nadawca: Jesteśmy małą okazjonalną restauracją w centrum miasta i szukamy muzyków, którzy mogliby u nas zagrać, by promować swoją pracę oraz sprzedawać CD. Nie byłaby to praca na co dzień, jedynie w czasie specjalnych okazji, ale - jeśli dobrze wypadniecie, a wasza twórczość przypadnie do gustu naszym gościom - nie wykluczamy stałej współpracy (za wynagrodzeniem). Preferujemy jazz, smoothjazz, chillout i muzykę alternatywną, jednak dostosowaną do stylu naszej restauracji. 
Jeśli jesteście zainteresowani tego rodzaju współpracą - prosimy o kontakt.

Odpowiedź muzyka: 
Witajcie! Jako muzyk mieszkający w dużym domu i posiadający dużą ilość kontaktów w branży, szukam restauracji, która odwiedzi mój dom w celu promowania swoich dań i gotowania dla moich przyjaciół. Nie będzie to zajęcie codzienne, jedynie w czasie specjalnych okazji. Jednak - jeśli wasze dania i obsługa przypadną nam do gustu - nie wykluczam dalszej współpracy (za wynagrodzeniem).
Preferujemy kuchnię egzotyczną, jednak mile widziane będą też tradycyjne dania.
Jeśli są państwo zainteresowani współpracą oraz takim sposobem promowania swojej działalności - proszę o kontakt.


32 komentarze:

  1. PS jest rewelacyjne :)
    A co do ogłoszenia, mnie już nic nie zdziwi. Jest tak duże bezrobocie, że zdarzają się pracodawcy bez skrupułów wykorzystujący ludzi np na poczatek wolontariat a potem MOŻE wnagrodzenie, a ten wolontariat to praca 6 dni w tygodniu po 8 godzin. Porazka.
    Powodzenia w poszukiwaniach.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie chyba też już nic nie zdziwi. Zresztą nie jest to pierwsze ogłoszenie w podobnym stylu (widziałam takich co najmniej kilka).

      Dzięki. :)

      Usuń
  2. Ps REWELACJA.
    Rozumiem twój ból. Ja prowadzeniu bloga, pisaniu recenzji, wyszukiwaniu różnych ciekawostek, robieniu zdjęć poświęcam mnóstwo czasu, pracy, które sorry mogłabym inaczej spożytkować.
    Wiele wydawnictw przyjmuje postawę-cieszcie się, że dostajecie książki za nic (czytaj do recenzji). Czy nasza praca przy blogu nie jest pełnowartościowym towarem?
    A co do ogłoszeń o prace to ostatnio na gumtree widziałam jedno- praca w kasie w sklepie, 5 zł. BRUTTO godz. i płatne co UWAGA 2 miesiace...i oczywiście okres próbny, tzn. 1 dzień za free, po którym teoretycznie pracodawca zdecyduje, czy zatrudnia jelenia czy nie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kilka minut temu napisałam w odpowiedzi na komentarz Honoraty, że nic mnie nie zdziwi. A jednak! Myliłam się! Żenada...

      Co do pierwszej części Twojej wypowiedzi - ja swoją pracę na blogu traktuję właśnie jak pełnowartościowy towar.

      Usuń
    2. Dokładnie i takiej zapłaty oczekuję. Jeżeli w postaci książek to także takich, jakie sobie zażyczę i bez tego durnego stempelka, który niektóre wydawnictwa stosują- książka bezpłatna, nie do sprzedaży. A co ja zrobię z tą książką (czy ją sobie zostawię, czy dam komuś, czy sprzedam) to moja sprawa. Daję pełnowartościowy towar (recenzję) oczekuję pełnowartościowej książki, albo pieniążków za recenzję.Ostatnio o to starłam się z jednym z wydawnictw.

      Usuń
    3. Ja na szczęście nie miałam jeszcze takich starć z wydawnictwem, ale to pewnie dlatego, że współpracuję z niewieloma. Dla mnie właśnie taka współpraca to forma transakcji: oni mi książkę, z którą potem mogę zrobić to, co chcę, ja im jej recenzję (oczywiście po przeczytaniu). Nikt tu nie ma stać na gorszej pozycji.

      Usuń
  3. No po prostu przepiękne clou Twojego tekstu w tym ps.-ie zawarłaś:) Zgadzam się z Tobą w pełni, recenzje to moje hobby, a że dostaję książki od wydawnictw, dla nich to promocja, dla mnie przyjemność z czytania, a także forma zapłaty za czas poświęcony na napisanie recenzji. Bo tak pisanie artykułów, tekstów, recenzji, to także praca, zabiera czas, czasami męczy w sensie takim, że jest to praca umysłowa i tak jak w biurze człowiek ma prawo być zmęczony i ma prawo otrzymywać wynagrodzenie za poświęcony czas. Na tej samej zasadzie można powiedzieć, że tłumaczenie czy korekta to też jest hobby i ma być za darmo, bo w końcu mogą przeczytać książkę i to jeszcze na długo przed jej wydaniem.
    A co do tego stempelka że bezpłatna nie do sprzedaży to pierwsze słyszę, poza tym co odsyłać mi potem taką książkę? Bo jeśli jest to egzemplarz dla mnie to nie widzę powodu, żeby zrobić z nią co zechcę:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zgadzam się, praca umysłowa także męczy. I to nie tylko psychicznie, często też fizycznie (np. ból głowy). Każda praca, czy to fizyczna czy umysłowa, powinna być godziwie wynagradzana.

      Co do stempelków, to zdarzają się one nie tylko w przypadku egzemplarzy recenzyjnych (chyba nakanapie coś takiego stosuje), ale też wtedy, gdy książki otrzymuje się za zwycięstwo w konkursie (na otrzymanych w ten sposób kryminałach od ZwB jest ich stempelek). Mi osobiście to nie przeszkadza, ale rozumiem, że komuś może.

      Usuń
  4. Moja rozmowa ze znajomymi:
    Ja: Prowadzę bloga.
    Oni: Wow! Daj adres.
    Ja: Ale to blog z ksiązkami. Robię recenzje. Dostaję czasem ksiązki od wydawnictw i je recenzuję.
    Oni: Za kasę?!
    Ja: Nie, za książki.
    Oni: Szkoda.

    No cóż, takie życie. Materializm się szerzy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Agnieszka, skąd ja to znam. U moich znajomych jest dokładnie tak samo. Jak nie dostaję za to, co robię pieniędzy to jest od razu strata zainteresowania, a to naprawdę przykre i dziwne. Ale cóż: Są ludzie i parapety, prawda? ;)

      Usuń
    2. Zgadzam się, że jest to przykre. Moje grono znajomych nie wie, że prowadzę blogi, raz w liceum wypłynęło, że dostaję materiały do nauki języków obcych w zamian za recenzje. Moim zdaniem ta wypowiedź tłumaczy wszystko, ale oczywiście ta konwersacja by się nie obyła bez pytania "A płacą Ci też za to?". I ten błysk w oku, który znika zaraz po wytłumaczeniu, że nie... Aż żal mi takich ludzi...

      A P.S. jest rewelacyjne ;)

      Usuń
    3. Zgadzam się z wami :) a o pracę niestety dziś ciężko, więc siedzę tam gdzie muszę i staram się nie narzekać :)

      Usuń
    4. Powiem szczerze, że mi na pieniądzach nie zależy, bo dostaję coś lepszego - nie tylko cudowne książki ale też możliwość zdobycia doświadczenia. Moi znajomi myślą, że po studiach od razu dostaną kierownicze stanowiska, nikt nie robi staży, nie rozwija się, a ja dzięki recenzjom i współpracom jestem w stanie wpisać sobie coś więcej niż papierek z licencjatu w CV.

      Usuń
  5. Cóż, dramat totalny - ja takich ogłoszeń nie znalazłam, ale podejrzewam, iż jest to tylko kwestia czasu;) Wyszukałam za to takie, w których poszukuje się osób piszących teksty o długości 1000-1500 znaków za 1,5 np. W ofercie pisze, że nie mają być to teksty pierwszego lotu, wymagające niesamowitej energii twórczej, lecz zwykłe reklamy, opisy etc.
    Oferty, o których ty piszesz, są żenujące i naprawdę dziwię się opieszałości ich adresatów.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Takie, o których piszesz też widuję. Ta konkretna oferta opisana przez Ciebie jest moim zdaniem ok. Też swego czasu pisałam proste teksty (posty na pewnym forum) za pieniądze. Czasem jednak zdarzają się i takie ogłoszenia, których autorzy za śmiesznie małą kwotę wymagają profesjonalnych tekstów (pisanie porad w imieniu jakichś firm, wchodzenie w rolę eksperta w różnych dziecinach). Różnie to bywa.

      Usuń
  6. bardzo ciekawie o tym problemie napisałaś, niestety tak wiele osób chciałoby pracować pisząc i mieć z tego pieniądze, że znajdą się tacy, którzy zgodzą się na taki niby staż czy wolontariat, ja książek do recenzji otrzymanych nie potrafiłabym sprzedać, dla mnie to jest dziwne, gdy ktoś tak robi, ale to moje zdanie, prędzej oddałabym za darmo niż chciała zapłaty za taka książkę
    trzymam kciuki, by udało Ci się znaleźć taką pracę, choć sama również o takowej marzę

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pewnie znajdą się i tacy, którzy na to pójdą.

      Co do sprzedaży książek otrzymanych do recenzji - napisałam o tym czysto hipotetycznie. Na razie tego nie planuję, bo mi po prostu szkoda. Ale jeśli kiedyś nas przyciśnie, a ja dalej nie znajdę pracy to kto wie?

      Usuń
  7. Paranoja. Nie chcę się powtarzać, bo już przede mną wiele osób wypowiedziało się tak, jak miałam zamiar ;) Ale nadal nie potrafię zrozumieć takiego bezczelnego zachowania! A ta odpowiedź muzyka? Geniusz! Niby reklamowanie siebie w czyjejś restauracji nie jest złe - ale reklamowanie posiłków u kogoś w domu już tak? Oj, uśmiałam się. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To prawda, ta odpowiedź muzyka jest świetna. Ciekawa jestem, czy to autentyk czy fake. :)

      Usuń
  8. Prawda jest taka, że poruszony przez Ciebie problem to poważna sprawa. Wielu ludzi nie szanuje pracy tego, kto siada do pisania artykułu czy recenzji. Tak być nie powinno, ale póki godzimy się robić wszystko w ramach wolontariatu, póty inni będą wykorzystywać naszą pracę. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wydaje mi się, że niezależnie od tego, czy ktoś się zgodzi czy nie, tego typu firmy i tak będą publikować takie ogłoszenia. Bo a nuż ktoś się zgodzi.

      Usuń
  9. Ze smutkiem czytałam to co napisałaś. To niestety takie prawdziwe. Sama to przerobiłam nie raz. Obecnie już się poddałam i nie wierzę, że jeszcze w życiu znajdę pracę, która da mi satysfakcję. Ale puenta Twojego posta jest super. Pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie poddawaj się. Może akurat się uda? Ja się nie poddaję. :)

      Pozdrowienia. :)

      Usuń
  10. Swego czasu również rozglądałam się za pracą polegającą na pisaniu artykułów, recenzji itd. Niestety wszystko zgadzało się z Twoimi obserwacjami, więc pisanie zostawiam jako swoje hobby i nie wiąże już z tym żadnej zawodowej przyszłości.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja nie szukam tylko takiej pracy. Jest sporo ogłoszeń takich, o jakim pisała Krasnoludek. Pracowałam w taki sposób. Jest to umowa o dzieło lub zlecenie (trudno, nie można mieć wszystkiego) i liczy się ilość znaków w tekście.

      A dziś będzie coś pozytywnego. Nadal przeglądam oferty pracy (jak co dzień). W jednym z nich w wymaganiach przeczytałam m.in.: cierpliwość, dokładność, inteligencja. A nie wiecznie: odporność na stres, łatwość nawiązywania kontaktów, pewność siebie (czyli zupełne przeciwieństwo mnie). Szkoda tylko, że tak niewiele osób zwraca uwagę na tamte cechy. A moim zdaniem i one są ważne.

      Usuń
  11. Przytoczony przez Ciebie tekst idealnie podsumowuje całą sytuację. Co można jeszcze dodać...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niestety... Zobaczymy, może kiedyś się to zmieni. Choć patrząc na obecne bezrobocie nie ma co się dziwić, że potencjalni pracodawcy pozwalają sobie na coraz więcej. :(

      Usuń
  12. Pisanie jest zwykle pracą zdalną, a ta bardzo często traktowana jest po macoszemu. W końcu siedzisz w domu, w każdej chwili możesz oderwać się od komputera, zrobić sobie obiad, wyjść po bułki czy wyprowadzić psa na spacer. To nie to samo co osiem godzin etatu. Niestety, tak myśli sporo potencjalnych pracodawców. =/

    Ostatni tekst jest świetną puentą.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Masz rację. Ale patrząc z drugiej strony - gdy siedzisz w pracy 8 godzin (i masz tak płacone na podst. umowy o pracę) czasem (nie mówię, że zawsze, żeby nie było, że uważam to za sytuację normalną i częstą) zdarzy się a to zajrzeć na facebooka, a to popatrzeć w okno, a to pogadać z koleżanką z pokoju. Ale masz płacone za przepracowane 8 h. A tutaj tylko za efekty swej pracy. Czy siedzisz nad artykułem godzinę czy dziesięć, czy non stop czy co godzinę wyskakując a to po bułki, a to siku, a to zrobić pranie (niepotrzebne skreślić), dostajesz pieniądze za efekt. Rozumiem, gdyby ci pracodawcy płacili komuś za godzinę przy jednoczesnej niemożności monitorowania pracy. Ale tak? Ciekawe, czy kiedyś to się zmieni.

      Usuń
  13. Tekst na końcu już kiedyś czytałam - świetnie podsumowuje całość. Wydaje mi się, że tak jest, bo mimo wszystko znajdują się ludzie, którzy podejmują się tego "wolontariatu", po co płacić komuś za coś, za co ktoś inny nie weźmie pieniędzy. Szczerze mówiąc podejrzewam, że na blogerów internetowych też nie jeden psioczy, ponieważ przed nami wydawnictwa musiały płacić (i w sumie dalej to jeszcze robią) recenzentowi czymś więcej niż książką.

    OdpowiedzUsuń
  14. Witam serdecznie świetny sposób na wypromowanie siebie myślę, że jak to się mówi każdy musi sobie jakoś radzić. Myślę, że czasami można pomóc i napisać coś za darmo, ale nie koniecznie za często i jak to niektórzy mogli by chcieć nas zwyczajnie wykorzystać, a niestety na internecie pojawiają się bardzo rożni ludzie niestety

    OdpowiedzUsuń
  15. Pisanie artykułów zawsze wymagało ode mnie kreatywności i chęci. Raz próbowałem zawrzeć takową umowę, ale dałem sobie spokój, bardziej kręci mnie niezależność i pisanie na własną rękę. Choć nie ukrywam w ten sposób biznesu nikt nie rozkręci. To tak nie działa. Nie każdy bloger chce zarabiać, ale wiadomo, niektórzy chcieliby dorobić, a za bardzo nie mogą. Mimo wszystko, na Youtubie jest większa możliwość przebicia się. Dzisiaj łatwiej pracować w domu, ale bez odpowiednich pomysłów na siebie, bloga, czegokolwiek wymaga czasu.

    OdpowiedzUsuń

Będzie mi bardzo miło, jeśli zostawisz po sobie choć kilka słów w komentarzu. :)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...