środa, 12 grudnia 2012

Jane Maas "Mad Women"


Recenzja nr 52, Jane Maas "Mad Women"

Znacie serial Mad Men? Jeśli go nie oglądaliście (tak jak ja, do czego przyznaję się już na początku), to być może chociaż sam tytuł obił Wam się o uszy tak jak i mnie. Jego akcja rozgrywa się w Nowym Jorku w latach 60. XX wieku w fikcyjnej agencji reklamowej Sterling Cooper. Tytuł recenzowanej przeze mnie książki nawiązuje do tego serialu, a sama treść ma pokazać czytelnikowi, jak w marketingowej branży lat 60. i 70. było naprawdę.


Muszę przyznać, że gdy pierwszy raz usłyszałam o Mad Women, pomyślałam, iż jest to powieść w stylu Diabeł ubiera się u Prady, różniąca się od niej tylko czasem akcji i branżą, w której swoich sił próbuje główna bohaterka. Poszukałam jednak więcej informacji i nagle okazało się, że bohaterka i jednoczenie autorka książki to słynna postać z amerykańskiego świata reklamy, mająca na swoim koncie sukces wielu kampanii.

Jane Maas była dyrektorem kreatywnym w Ogilvy & Mather oraz Wells Rich Greene. Jej przygoda z marketingiem rozpoczęła się od uczestnictwa, a następnie pracy w popularnym w latach 50. teleturnieju Name That Tune (w stylu znanego u nas programu Jaka to melodia). W latach 60., jako jedna z nielicznych spośród kobiet z jej okolicy, zdecydowała się na pracę zawodową i łączenie jej z obowiązkami domowymi (miała męża i dwójkę dzieci). W ciągu kilkudziesięciu lat swojej kariery zdobyła wiele nagród i napisała pięć książek. W Mad Women wspomina o dwóch: stworzonej w 1975 r. wspólnie z Kenem Romanem How to Advertise (Jak działa reklama) oraz wydanej w 1986 r. autobiografii Adventures of an Advertising Woman (Przygody kobiety reklamy).

Na początku zwrócę uwagę na o świetnie zaprojektowaną okładkę. Utrzymana jest w kolorach czerni, czerwieni i szarości. Na pierwszym planie widać sylwetkę kobiety z charakterystyczną dla  lat 60. fryzurą i papierosem w dłoni.

Pierwszy rozdział ukazuje nam typowy dzień z życia Jane w 1967 r. (w trzy lata po tym, jak zaczęła pracować u Ogilvy'ego jako copywriterka). Towarzyszymy jej od godziny 6:30, gdy rozmawia z mężem, pije kawę i pali papierosa. Potem m.in. uczestniczymy w ważnym spotkaniu z klientem i zaglądamy na casting do reklamy płynu do mycia naczyń Dove. Narracja pierwszoosobowa oraz użyty przez autorkę czas teraźniejszy sprawiły, że naprawdę miałam wrażenie, iż tam byłam.

W kolejnych rozdziałach, pisanych już w czasie przeszłym, Maas porusza wiele zagadnień związanych z pracą w agencji reklamowej i pisze o problemach, z jakimi spotykały się tam kobiety. Z uwagi na to, że większość dnia (a czasem i nocy) spędzano w firmie, a od czasu do czasu wyjeżdżano też na firmowe imprezy czy zdjęcia w plenerze, romanse między pracownikami były dość częste. Wiele kobiet musiało podjąć decyzję, czy bardziej cenią szacunek do samej siebie czy karierę. Czołowe stanowiska piastowali głównie mężczyźni, a określenie molestowania seksualnego nie było wówczas znane, co skutkowało tym, że skarżące się na szefów pracownice spotykały się z ostracyzmem. Jane nie unika przelania na papier własnych wspomnień z tym związanych.

Sporo miejsca Maas poświęca też nierównemu traktowaniu kobiet i mężczyzn. To, że ich płace na równoległych stanowiskach nie były jednakowe, to tylko jedna z wielu niesprawiedliwości. Teraz mamy inne czasy, sporo się zmieniło. Ale przypomnijcie sobie choć kilka reklam, które można obejrzeć w telewizji. Czy nie macie wrażenia, że ten fragment nadal jest aktualny?: Kobiet nie traktowano poważnie nawet jako konsumentki. Byłyśmy co najwyżej głuptaskami do towarzystwa, których największym zmartwieniem były smugi na kołnierzykach i wosk nawarstwiający się na kuchennej podłodze. [1]

Pracujące matki były uważane za żony mężów-nieudaczników, nie będących w stanie utrzymać ich i dzieci. Autorka cofa się do czasu swojej nauki w collage'u, już tam można było odczuć różnice w podejściu do studentów i studentek. Po college'u kobiety, które nie zdołały natychmiast wyjść za mąż, wzdychały, wzruszały ramionami i szły do pracy. Wiedziały - wszyscy to wiedzieli - że będą pracować tylko do czasu, aż wyjdą za mąż, albo w najgorszym wypadku dopóki nie zajdą w ciążę. Wówczas kobiecie kończył się staż pracy. W agencji reklamowej w latach 60. bociankowe było jak dzwon pogrzebowy dla dalszej kariery. [2]

Świat wielkiego biznesu nie był wolny od używek. Maas dość dużo pisze o alkoholu, papierosach czy marihuanie. Marihuana była oczywiście nielegalna, ale większość agencji patrzyła na to przez palce. Im więcej trawki palili ich copywriterzy i dyrektorzy artystyczni, tym bardziej szalone wymyślali reklamy. [3]

I Love New York (źródło: Wikipedia)
Jeden z rozdziałów Jane poświęca słynnej na prawie cały świat kampanii I Love New York. Któż nie widział wymyślonego właśnie na jej potrzeby loga, obecnego po dziś dzień na koszulkach, kubkach i innych gadżetach? Poznajemy też kulisy kilku innych przedsięwzięć, zaglądamy na plan zdjęciowy czy do drogich restauracji, w których odbywały się lunche i kolacje biznesowe. 

Przy pracy nad książką Maas nie tylko sięga do swoich wspomnień, przytacza także rozmowy z innymi ludźmi pracującymi w tamtym okresie w agencjach reklamowych. W kilku miejscach autorka zwraca też uwagę na niedopatrzenia twórców serialu Mad Men. Dzieli się wieloma anegdotami, a także wspomina o swoich gafach i złych decyzjach (jak choćby współpraca z jedną z najbogatszych kobiet na świecie). To ostatnie świadczy o dystansie do samej siebie i o tym, że Jane nie miała na celu wystawienia sobie książkowego pomnika. Czy autorka zmieniłaby coś w swoim życiu, gdyby mogła cofnąć czas? Na to pytanie odpowiada na końcu swojej opowieści.

Przyznam, że na początku czytania tej książki nie mogłam przyzwyczaić się do nieco chaotycznej narracji. Autorka czasem skakała po tematach, osobach i latach (w jednym akapicie mamy rok 1957, w następnym już 1983). Myślę, że wpływ na to mogła mieć jej wieloletnia praca w agencjach reklamowych, gdzie robiło się wiele rzeczy na raz. Musiałam przyzwyczaić się do tego stylu pisania, ale gdy to już nastąpiło, książkę czytało mi się dobrze. 

Jeśli chcecie dowiedzieć się więcej o świecie reklamy i poczuć atmosferę lat sześćdziesiątych, zachęcam Was do sięgnięcia po tę książkę. Nie musicie znać serialu Mad Men, choć pewnie jego wcześniejsze obejrzenie nie byłoby złym pomysłem. Ja będę się z nim zapoznawać dopiero po przeczytaniu Mad Women i nie mam wrażenia, że jego nieznajomość utrudniła mi odbiór tej publikacji.

Choć czytałam dość sporo na temat przemian społecznych w Stanach Zjednoczonych w latach 60. (miałam nawet pisać na ten temat pracę magisterską), to skupiałam się raczej na kulturze i sztuce. O agencjach reklamowych działających w tamtym okresie i o ludziach tworzących ówczesne reklamy nie miałam prawie żadnego pojęcia. Cieszę się, że dzięki Mad Women to się zmieniło.

Przypisy:
1. s. 78
2. s. 110
3. s. 152

Jane Maas, "Mad Women. Niecenzurowana historia kariery w agencji reklamowej z Madison Avenue w latach 60. i później", tłum. Edyta Stępkowska, Wydawnictwo Epika, imprint Wydawnictwo Esprit, Kraków 2012.

Za możliwość podróży do szalonych lat 60. i 70. dziękuję Wydawnictwu Esprit.



Książka przeczytana w ramach wyzwania History books.



12 komentarzy:

  1. Chętnie zmierzę się z ta pozycją :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja chyba zacznę od serialu, a w międzyczasie poszukam książki, bo bardzo mnie zaciekawiła :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja akurat dziś wieczorem zacznę oglądać Mad Menów. Jak nie zapomnę to później napiszę swoje wrażenia po pierwszym odcinku. :)

      Usuń
  3. Interesująca pozycja, nie zaprzeczę :) Chętnie sięgnę.

    Elvisko, masz rację! Jak ogląda się współczesne reklamy w telewizji to zwykle najgłupsze są te o środkach piorąco-myjąco-szorująco-wybielająco-czyszczących (są najbardziej krzykliwe, hałaśliwe i bez polotu), a z kontekstu nietrudno się domyślić, że skierowane są głównie do kobiet! Moim zdaniem to głupie, bezsensowne i zaściankowe, tak, jakby mężczyźni w ogóle nie zajmowali się obowiązkami domowymi, a ich żony nie chodziły do pracy. Niby czasy się zmieniły, ale myślenie producentów reklam - nie. Ostatnio najbardziej wściekła mnie reklama, w której matka po obiedzie (który, oczywiście, sama ugotowała, a jakże...) zwraca się do rodziny z pytaniem kto jej pomoże w zmywaniu, a mąż i dwójka dzieci zaraz się ulatniają... Zgroza... Na szczęście drugi raz jej już nie widziałam, więc pewnie ją wycofali.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tej reklamy wspominanej przez Ciebie akurat nie widziałam, ale wiele innych opartych na podobnym scenariuszu i stereotypach tak. I za każdym razem, gdy muszę coś takiego oglądać, nóż mi się w kieszeni otwiera! Kilka lat temu widziałam jakąś reklamę, w której żona ubrudziła (czy wyprała i pranie zafarbowało) ulubioną koszulę męża. I oczywiście: co to będzie jak on wróci z pracy?? Dramat!

      Usuń
    2. Ano pewnie da po buzi, tak jak za przesoloną zupę XD Śmiech na sali. Gdyby oczywiście było się z czego śmiać...

      Usuń
  4. Co do serialu to obejrzałam kilka pierwszych odcinków i jakoś mnie nie wciągnął ale może dam mu jeszcze szansę kiedyś :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Książkę mam już za sobą (recenzja już na moim blogu :P)Niespodziewanie bardzo mi się spodobała. Zaczęłam nawet oglądać serial "Mad Men" i co chwilę porównuję go z książką :)

    OdpowiedzUsuń
  6. cholera, cholera, cholera, że też ja nie wiedziałam o tej książce wcześniej. To jest świat mojej córki, która jest grafikiem i pracuje w tym zawodzie, a poza tym pisała pracę magisterska, czy jak to się u niej nazywa, bo nie w Polsce studiowała, o seksistowskim traktowaniu kobiet w reklamie, z dużym rozdziałem o tych latach w Stanach. Dostała nagrodę za nią, więc dobra. I dużo wie. Na pewno by chciała o tym poczytać, ale przed świętami już nie zdążę zamówić, bo cykl w księgarniach internetowych jest taki, że się po prostu nie da. Przykro mi

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zawsze można dać spóźniony prezent czy poczekać na inną okazję. :) Myślę, że książka rzeczywiście zainteresowałaby Twoją córkę. Tym bardziej, że zapewne nazwiska w niej wymieniane będą dla niej znane.

      Usuń
    2. na pewno. Ona poznała nawet człowieka, który był pierwowzorem głównego bohatera Mad Man. Przyjechał tu na konferencję grafików, którą obsługiwała córka, jeszcze jako studentka. Mocno starszy pan, ale jeszcze na chodzie.

      Usuń

Będzie mi bardzo miło, jeśli zostawisz po sobie choć kilka słów w komentarzu. :)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...