poniedziałek, 17 grudnia 2012

Lidia Miś "Odwiedzając czarownice"


Recenzja nr 54, 
Z wizytą u siedmiu czarownic
(recenzja książki "Odwiedzając czarownice" Lidii Miś)

Była sobie Baba Jaga,
miała chatkę z masła,
a w tej chatce same dziwy!
Psst... Iskierka zgasła. [1]

Czarownica, Baba Jaga, wiedźma. Postacie tak nazywane występują w wielu baśniach, opowiadaniach, filmach czy - jak widać wyżej - wierszach i piosenkach. Z reguły są one negatywne, utożsamiane ze złem, które - jak to w baśniach bywa - w końcu zostaje pokonane.

We współczesnej literaturze dziecięcej i młodzieżowej możemy zaobserwować trend na obdarowywanie znanych od wieków nieprzyjaznych i groźnych postaci nowymi, dobrymi cechami. Mamy więc wampiry przyjaźniące się z ludźmi (znane z Sagi Zmierzch czy serii książek o Kaziu autorstwa Renaty Czarnkowkiej) i piratów nie będących niebezpiecznymi łupieżcami czyhającymi na życie i skarby marynarzy (przykładem niech będzie pirat Rabarbar).

Debiutancka powieść Lidii Miś (po raz pierwszy wydana w 2004 r.) wpisuje się w ten nurt. Opowiada bowiem o czarownicach, które nie są złe, choć każda z nich ma oczywiście jakieś swoje wady (ale któż ich nie ma) oraz mało przyjazny i przyjemny wygląd. Dzięki temu dziecko może nauczyć się, że nie można oceniać drugiego człowieka przez pryzmat jego wyglądu. Brzydkie nie zawsze znaczy złe.

Wspomniany trend ma swoich zwolenników jak i przeciwników (mój mąż np. nie może pogodzić się ze stworzeniem przez Stephenie Meyer dobrych wampirów świecących w słońcu). Moim zdaniem zabiegi takie mogą nieść wiele dobrego, pisałam o tym przy okazji recenzji Kazia w miasteczku pełnym wampirów. Dziecko uczy się, że nie zawsze trzeba wierzyć w przekazywane z ust do ust niepochlebne opinie na temat innych ludzi. Jedna z czarownic z recenzowanej książki mówi: (...) nie jesteśmy takie złe, choć o jednej z moich sióstr napisano kiedyś, że chciała zjeść jakieś dzieci. [2]

Zacznijmy jednak od początku. Główną bohaterką powieści nie jest czarownica, a ośmioletnia Asia, zwyczajna dziewczynka, która pewnego dnia natrafia w bibliotece na nietypową książkę. Olbrzymia księga z wytłoczonymi literami wyraźnie przyciągała jej uwagę. (...) Sama nie wiedziała, dlaczego zapragnęła wziąć książkę w dłonie. (...) Spod sporej warstwy kurzu przebijał napis: ODWIEDZAJĄC CZAROWNICE. [3]

Asia zabiera książkę do domu i wieczorem przystępuje do jej czytania. Wtedy wydarza się coś niezwykłego i główna bohaterka trafia do baśniowej krainy, o której opowiada księga. Okazuje się, że będzie musiała odwiedzić siedem skłóconych sióstr - czarownic. Tylko wtedy powróci do swojego domu. Dziewczynka rozpoczyna więc wędrówkę. Trafia kolejno do czarownic: Krzaczastej, Lodowej, Maślanej, Piernikowej, Niani, Pierzastej oraz Kamiennej. Każda z nich (poza ostatnią) okazuje się przyjazna. Asia pomaga rozwiązać im ich kłopoty, za co od każdej otrzymuje niezwykły podarunek. Najtrudniejsze spotkanie czeka dziewczynkę na końcu, ale i Kamienna Czarownica pokazuje ostatecznie swoje dobre oblicze. Historia oczywiście kończy się dobrze i Asia doprowadza do zgody pomiędzy siostrami i szczęśliwie wraca do swojego świata.

Autorka w swojej książce nawiązuje do znanych baśni i opowieści. Jedna z czarownic mieszka w domku z piernika, inna w chatce z masła, a mieszkanie kolejnej usytuowane jest na kurzej nóżce. Poza tym nasunęło mi się skojarzenie z takimi klasykami literatury jak Alicja w Krainie Czarów Lewisa Carolla, Czarnoksiężnik z Krainy Oz L. Franka Bauma czy Królowa Śniegu H. Ch. Andersena (rozdział o Lodowej Czarownicy). Zwróciłam też uwagę na motyw otrzymywania za dobre uczynki i pomoc kolejnych magicznych przedmiotów przydatnych w dalszej wędrówce, na który możemy natrafić w wielu baśniach.

Gdy pierwszy raz przejrzałam tę książkę, miałam obawy, że po jakimś czasie dziecko straci zainteresowanie i przestanie słuchać (zdarzały nam się już takie sytuacje). Wydawało mi się, że tekstu jest za dużo i powieść nadaje się dla dzieci w wieku wczesnoszkolnym, a nie przedszkolnym. Pani Lidia Miś powiedziała mi jednak, że gdy tworzyła te opowiadania, jedna z jej córek była w wieku zbliżonym do mojej Karolinki. Teraz mogę napisać, że autorka książki miała rację! Błyskotliwa narracja, barwny, ale jednocześnie przystępny język, ciekawy pomysł na fabułę - to wszystko sprawiło, że moja córeczka siedziała zasłuchana i domagała się dalszego czytania.

Niewątpliwym plusem jest też piękne, estetyczne wydanie. Zwróciłam uwagę na twardą okładkę z wytłoczonym tytułem oraz wizerunkiem dwóch podróżujących na miotłach czarownic i dobrej jakości papier użyty do druku. Gdy pokazałam książkę mojej mamie, tej od razu przyszedł do głowy... elementarz. Pewnie wpływ na to miał format książki oraz czytelny krój pisma, wprost idealny dla dzieci chcących czytać samodzielnie. Nie mogę pominąć też bardzo ważnego elementu, jakim są oczywiście ciekawe, barwne ilustracje autorstwa Ewy Ludwikowskiej, które mojemu dziecku bardzo się spodobały. Znajdują się one na prawie każdej stronie, dzięki czemu mały czytelnik jeszcze chętniej będzie poznawał kolejne przygody Asi.

Nie pozostaje mi nic innego, jak zachęcić rodziców do sięgnięcia po tę książkę. Naprawdę warto!

Przypisy:
1. Janina Porazińska, Bajka iskierki (fragment)
2. s. 24
3. s. 6

Lidia Miś, "Odwiedzając czarownice", ilustracje: Ewa Ludwikowska, Wydawnictwo Dreams, Rzeszów 2012, Wydanie III
Książka przeczytana w ramach wyzwań:

14 komentarzy:

  1. Cudeńko! Koniecznie, koniecznie muszę przeczytać! Uwielbiam wszystko co ma związek z czarownicami, nawet jeśli są to bajki!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że zainteresowała Cię ta książka. Naprawdę polecam. :)

      Usuń
  2. I mnie zainteresowała ta pozycja! Dzięki za świetną recenzję - naprawdę zachęca !

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Naprawdę polecam! Myślę, że Twoim córkom książka się spodoba. :)

      Usuń
  3. Co do współczesnych trendów w baśniach - można zauważyć nie tylko "odczarowywanie" złych postaci, ale i "demaskowanie" dobrych. Wygląda na to, że moda na przekształcanie bajek dla dzieci w mroczne opowieści dla dorosłych jeszcze się trochę utrzyma. Wystarczy wspomnieć chociażby Sapkowskiego, który w opowiadaniach o wiedźminie bez skrępowania korzystał ze znanych powszechnie baśni, czy niektóre kinowe produkcje ("Królewna Śnieżka i Łowca", "Alicja w krainie czarów", "Dziewczyna w czerwonej pelerynie").

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O tak, ta odwrotna tendencja też jest widoczna. Poza tym mamy jeszcze "łagodzenie" wcześniej znanych baśni, usuwanie niektórych wątków. Wcześniej byłam temu przeciwna i opowiadałam się za klasyką. Teraz zmieniłam swoje podejście. Trzeba pamiętać, że i te znane nam z dzieciństwa baśnie miały wcześniej swoje inne wersje. Tego, czego nie lubię to skracanie baśni nie z powodu ominięcia drastycznych czy niewygodnych opisów, ale po protu robienie byle jakiego streszczenia, w którym czasem nie ma ani jednego dialogu. :/ Trochę odeszłam od tematu, ale tak mi się skojarzyło.

      Co do baśni w wersji dla dorosłych czy wariacji na ich temat (vide: "Alicja w krainie czarów" Burtona) - trzeba tylko pamiętać o jednym: nie nadają się one dla dzieci. Dla Ciebie, dla mnie jest to oczywiste, jednak część rodziców nie będących w temacie może włączyć ten czy tamten film dziecku i pójść coś robić. Z książkami jest oczywiście inaczej (no chyba, że dziecko już samo czyta).

      Usuń
    2. Elvisko, masz rację, trzeba pilnować co się dziecku włącza :) Chociaż, biorąc pod uwagę wszechobecność mediów i łatwy dostęp do wszelakich recenzji, takie wypadki nie powinny mieć miejsca. Mam nadzieję, że należą do rzadkości ;)

      Usuń
    3. Też mam taką nadzieję. Choć po tym, co kiedyś czytałam przy okazji kinowej wersji "Włatców Móch" (tak to się tam pisze?) - naprawdę się załamałam. Rodzice powysyłali dzieci na to do kina (nie każde chyba pilnowało tego pułapu wieku), a potem był bulwers, że jak to takie sceny i słownictwo w bajce dla dzieci (bo jak kreskówka to oczywiście dla dzieci). :]

      Usuń
  4. Bardzo fajnie napisana baśń z dobrymi ilustracjami.
    Historia dziewczynki, która trafia do magicznej krainy i żeby wrócić do domu musi odwiedzić mieszkające tam czarownice.
    W brew obawom dziewczynki okazują się one dobre, pomagają jej a ona im. Na prawdę fajnie napisana książka z logiczną i wciągającą fabułą, brak infantylności i oryginalny pomysł sprawia że rodzice mogą czytać tę książkę dziecku z przyjemnością.

    PS. Nawiązując do wątku negatywnych postaci ukazanych w dobrym świetle - w przypadku dzieci jest to dobre, ponieważ pozbywają się lęków i uczą żeby w każdym szukać pierwiastka dobra, a nie oceniać na podstawie stereotypów - przykład dobrych czarownic z tej książki, których dziewczynka się boi, a później poznaje i zaprzyjaźnia, czy choćby wątek leczenia rozbitego kolana za pomocą pajęczyny, żabiego skrzeku i innych podejrzanych składników - chociaż obrzydliwe pomogło od razu - do wykorzystania przy podawaniu niedobrego lekarstwa dziecku.
    Jeżeli chodzi o wampiry i zmierzch to drażni mnie że świecą w słońcu a nie płoną, co jest wbrew całemu kanonowi wampiryzmu w książce i literaturze, zwróć uwagę że nawet w tej baśni czarownice czarują i latają na miotle (co jest zgodne z definicją czarownicy) dlatego nikt nie ma wątpliwości że są to czarownice.
    A wampiry w słońcu płoną a nie świecą (tak, bardzo nie lubię zmierzchu - dobry film o wampirach to "wywiad z wampirem" lub "królowa potępionych" a nie romansidło dla nastolatek).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Potwierdzam, wczoraj wieczorem zaczęłam czytać córce książkę od nowa (na jej życzenie), mąż zaczął się przysłuchiwać.

      O lękach, stereotypach etc. pisałam już w recenzji, więc nie będę się powtarzać. :)

      Co do działań wbrew kanonowi wampiryzmu - mi to nie przeszkadza. A "Zmierzch" nie jest tylko dla nastolatek i nie wstydzę się przyznać, że czytałam go po nocach z zapartym tchem. Nie uważam go oczywiście za jakieś wybitne dzieło, ot, po prostu przyjemnie się czytało.

      Zaczęłam zastanawiać się, co pomyślałbyś o wspomnianej przeze mnie w recenzji serii o Kaziu, ale przecież tamte wampiry uwielbiają czosnek, co też nie zgadza się z kanonem.

      Usuń
    2. "do wykorzystania przy podawaniu niedobrego lekarstwa dziecku" - hahaha, dobre, zapamiętam sobie na przyszłość :D

      Przeczytałam pierwszą część "Zmierzchu" i stanę po stronie pana Patryki - książka jest, niestety, cienka... :( W dodatku mocno ściągana z "Kronik Wampirów".

      Bez urazy, Elvisko ;)

      Usuń
    3. Bez przesady, niby czemu miałabym się obrażać. :D Nigdzie też nie napisałam, że uważam tę książkę za arcydzieło. Po prostu przyznałam się, że mnie wciągnęła i mi się podobała. A "Kronik wampirów" nie czytałam, więc nie mam porównania.

      Usuń
  5. To ja jako nie rodzic ale jako siostra może sięgnę ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Naprawdę polecam! Myślę, że będziecie się dobrze bawić. I Ty, i dziecko, któremu będziesz czytała. :)

      Usuń

Będzie mi bardzo miło, jeśli zostawisz po sobie choć kilka słów w komentarzu. :)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...