niedziela, 16 grudnia 2012

Martusia i konie


Recenzja nr 53, Martusia i konie

Dzisiaj chcę opowiedzieć Wam o pewnej dziewczynce, która ostatnio zyskała sympatię mojej córeczki. Ma na imię Martusia i jest bohaterką serii książek wydawanych przez Wydawnictwo Debit.  Z tego co słyszałam od znajomych, niektórzy znają ten cykl książek z dzieciństwa. Ja niestety jako dziecko ich nie poznałam. Robię to razem z moją córką.

Pierwszą przeczytaną przez nas książką była Martusia i konie. Gdy wzięłam ją do ręki i przewertowałam pierwsze, co mi się nasunęło, to skojarzenie z inną, bardzo lubianą przez Karolinkę serią, której bohaterką jest również dziewczynka. Chodzi mi o cykl Martynka.

Książka Martusia i konie zawiera trzy opowiadania. Poza tym tytułowym możemy przeczytać jeszcze historie pt.  Martusia nad leśnym jeziorem i Martusia boi się burzy. Najpierw dowiadujemy się, że dziewczynka postanawia przełamać swój lęk przed końmi. Zapisuje się wraz ze starszą koleżanką na kurs jeździecki. Stopniowo oswaja się z czworonożnymi przyjaciółmi i zaprzyjaźnia się z koniem Fagotem. To na nim uczy się jeździć. W nauce towarzyszy Martusi jej piesek o imieniu Gufi. Po zakończeniu kursu jego uczestnicy wybierają się na trzydniowy obóz jeździecki w góry. Tam Martusię i Gufiego spotykają kolejne przygody, o których potem dziewczynka opowiada swoim rodzicom.

Innym razem sympatyczna siedmiolatka odwiedza w wakacje swojego kuzyna Marcina. Wraz z nieodłącznym towarzyszem Martusi - Gufim, spacerują po lesie i docierają nad ukryte pośród gąszczy jeziorko. Dziewczynka poznaje kolegę Marcina, Pawła, który zaprasza ich do swojej małej drewnianej chatki znajdującej się tuż nad jeziorem. Tam poznają jego małych przyjaciół, czyli przeróżne zwierzątka. Chłopiec pokazuje im też, co kryje się w starym kufrze, należącym niegdyś do jego dziadka, który podróżował po całym świecie.

Któregoś dnia Martusia i Marcin bawią się na zewnątrz. W powietrzu czuć zbliżającą się burzę. Zrywa się porywisty wiatr. Dzieci pomagają mamie Marty zebrać pranie i chcą umknąć do domu. Niestety, piesek Gufi gdzieś przepadł. Gdy udaje się go w końcu odnaleźć dzieci już zza szyb okiennych obserwują szalejącą na dworze burzę. Nagle widzą, jak piorun trafia w rosnące przed domem drzewko. Gdy deszcz ustaje dzieci podchodzą do przewróconej jabłonki, a w jej gałęziach Gufi znajduje gniazdko z ptaszkami. Wraz z mamą Martusi dzieci pomagają skrzydlatym przyjaciołom.

Seria opowiadań o Martusi jest naprawdę godna polecenia. Mojej córeczce nie znudziły się one, a trzeba przyznać, że każdą z historii czytałam jej już wiele razy. Na szczególną uwagę zasługują też ilustracje, które zajmują sporo miejsca w książce. Zachowano oryginalne obrazki, których autorem jest Pierre Couronne. Było to wspaniałą decyzją. Często naprawdę nie warto ulepszać czegoś, co już jest bardzo dobre. Główna bohaterka cyklu ma siedem lat, ale opowiadań z powodzeniem mogą słuchać dzieci w wieku przedszkolnym. Polecam! Już wkrótce recenzja innej książki z tej serii.

"Martusia i konie", test polski: Patrycja Zarawska, ilustracje: Pierre Couronne, Wydawnictwo Debit, Bielsko-Biała 2012.

Za możliwość poznania sympatycznej Martusi dziękujemy Wydawnictwu Debit.

2 komentarze:

Będzie mi bardzo miło, jeśli zostawisz po sobie choć kilka słów w komentarzu. :)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...