środa, 5 grudnia 2012

Stanisław Janicki "W starym polskim kinie"


Recenzja nr 50,  Stanisław Janicki "W starym polskim kinie"

W małym kinie 
nikt już nie gra dzisiaj na pianinie. 
Nie ma już seansów w małym kinie. 
W małym niemym kinie "Ptit Tria-non". 

Nic tak nie przypomina 
dawnych odległych chwil 
jak muzyczka z niemego kina 
rzewna jak stary film. [1]




Któż z nas choć raz nie słyszał tej nostalgicznej piosenki wykonywanej przez Mieczysława Fogga? Jej melodia obecna była w czołówce programu telewizyjnego W starym kinie, którego twórcą był autor recenzowanej przeze mnie książki. Nic więc dziwnego, że podczas czytania to właśnie ją miałam ciągle w myślach.

Stanisław Janicki (urodzony w 1933 r. w Czechowicach-Dziedzicach) jest absolwentem Wydziału Dziennikarstwa (specjalizacja filmowa) Uniwersytetu Warszawskiego, historykiem kina, krytykiem filmowym, dziennikarzem, pisarzem i scenarzystą. W przeszłości pracował dla takich czasopism jak Żołnierz Wolności, Film, Kino. W latach 1967-1999 był autorem i prowadzącym wspomnianego przeze mnie programu W starym kinie. Ma na swoim koncie także audycje radiowe pt. Odeon Stanisława Janickiego nadawane w radiu RMF Classic oraz program W iluzjonie emitowany na kanale Kino Polska. Jest twórcą filmów dokumentalnych, m.in. takich jak Cienie czasu, Ach, ta chata rozśpiewana czy Za winy niepopełnione - Eugeniusz Bodo. Napisał sześć książek: Polscy twórcy filmowi, Film polski od A do Z, Film japoński, Film polski wczoraj i dziś, W starym polskim kinie, Polskie filmy fabularne 1902-1988.

Zafascynowany przedwojennymi filmami autor pisze o nich z sentymentem, szacunkiem i pasją, ale nie bez krytyki i wskazywania ich słabych punktów, których było sporo. Nie boi się wielu scenariuszy nazywać sztampowymi czy zwrócić uwagę na ciężkie warunki, w jakich często pracowali reżyserzy i aktorzy. 

Z początkowych stron książki możemy dowiedzieć się trochę o pionierach sztuki filmowej. Większość z nas, jak sądzę, słyszała o braciach Lumière, jednak o Polakach odnoszących w tej dziedzinie pierwsze sukcesy już niekoniecznie. Janicki przywołuje nazwiska takie jak Piotr Lebiedziński, Kazimierz Prószyński Jan Skarbek-Malczewski czy Aleksander Hertz (uważany za ojca polskiej kinematografii). Pisze też o pierwszym polskim filmie fabularnym, nakręconym w 1908 r. obrazie pt. Antoś po raz pierwszy w Warszawie z Antonim Fertnerem w roli głównej. Podczas jego realizacji ekipę prześladował pech, jednak w końcu trafił on do kin. W dobie kina niemego najpopularniejsze były komedie (do których zalicza się wspomniany wyżej film) oraz melodramaty. Coraz chętniej podejmowano też próby adaptacji znanych powieści napisanych m.in. przez Żeromskiego, Orzeszkową czy Sienkiewicza. Autor wspomina też o jednej z pierwszych gwiazd polskiego (i nie tylko) ekranu - Poli Negri. Ogromną popularność zdobył też wówczas film Trędowata (ze Smosarską i Mierzejewskim) na podstawie powieści Heleny Mniszkówny. Jak to często bywa, obraz był uwielbiany przez publiczność, a krytykowany przez niektórych przedstawicieli życia kulturalnego.

Sporo miejsca autor poświęca kulisom powstawania filmu. To, czy nakręcenie danego obrazu dojdzie w ogóle do skutku, zależało przede wszystkim od producentów, którzy dysponowali pieniędzmi potrzebnymi do jego realizacji. Często mieli oni różne życzenia i zachcianki, od których spełnienia zależała ich zgoda na podjęcie się sponsorowania. Czy wiecie, że bardzo znana scena z filmu Piętro wyżej, w której Eugeniusz Bodo przebrany jest za kobietę, też była efektem kompromisu z producentem? To on zażyczył sobie, by w sponsorowanym przez niego filmie można było zobaczyć mężczyznę w kobiecym ubraniu. Po zdobyciu funduszy przystępowano do realizacji. Janicki cytuje wspomnienia wielu międzywojennych aktorów, w których niektórzy z nich wprost przyznają, że w filmach grali głównie dla zdobycia pieniędzy. Warunki, w których przyszło im pracować, często były prymitywne. Miejscem, w którym czuli się bliżej sztuki był teatr. Producentom filmowym zależało na jak najszybszym nakręceniu scen, bo koszty, głównie te związane z wynajem i obsługą atelier, rosły z dnia na dzień. Czasem jednak jakaś scena, choć w filmie bardzo krótka, w rzeczywistości nagrywana była, wydawać by się mogło, prawie wieczność. Jeśli jesteście miłośnikami przedwojennego kina, znacie pewnie fragment filmu, o którym wypowiadała się niegdyś Tola Mańkiewiczówna: Na przykład scena walca śpiewanego i tańczonego z Żabczyńskim w filmie <<Manewry miłosne>>. Scena trwała niecałe pięć minut, a nagrywana była bez przerwy trzydzieści dwie godziny. Chodziło o <<wygranie>> dekoracji, a przecież do każdego ujęcia konieczne jest przemieszczanie światła i przesuwanie mikrofonów za tańczącymi. [2]

Janicki podaje też cechy charakterystyczne i punkty wspólne przedwojennych melodramatów. Robi to na przykładach kilkunastu tytułów, m.in. takich jak: Trędowata (sfilmowany dwukrotnie), Ordynat Michorowski, Gehenna, Szlakiem hańby, Wyrok życia, Zabawka, Moi rodzice rozwodzą się, Czarna perła, Skłamałam. Następnie przywołuje słowa znanych i popularnych piosenek i w zabawny sposób je komentuje. Przy tej okazji wspomina też o takich osobistościach jak Henryk Wars, Ludwik Starski czy Konrad Tom. Na kolejnych stronach pisze o komediach, których wiele powstawało szczególnie w latach kryzysu. W ten sposób chciano rozweselić ludzi i oderwać ich na chwilę od szarej rzeczywistości. Co ciekawe, nie wszystkim widzom takie rozwiązania odpowiadały. Z cytowanych listów do prasy możemy dowiedzieć się, że wielu z nich oczekiwało tego, by powstawały filmy bliższe ich codziennemu życiu, poruszające problem biedy i bezrobocia. Podobnie jak w przypadku melodramatów, tak i tutaj Janicki podaje najbardziej charakterystyczne elementy filmów komediowych. Mamy więc przede wszystkim humor słowny, sytuacyjny, sceny, które mogłyby funkcjonować jako oddzielne skecze i oczywiście wprost uwielbiane przez ówczesnych twórców tzw. przebieranki (kobieta udaje mężczyznę, mężczyzna kobietę, biedny bogatego, bogaty biednego, dorosła dziewczyna dziecko itp.). 

Osobne rozdziały autor poświęca Jadwidze Smosarskiej, Eugeniuszowi Bodo i Mieczysławie Ćwiklińskiej. Ich sylwetki przybliżają nam fragmenty wywiadów i wspomnień ludzi, którym dane było ich spotkać. Na końcu książki Janicki cytuje plotki, wywiady, listy itp., które ukazywały się w ówczesnej prasie.

Pan Stanisław pisze w sposób bardzo zajmujący, nie monotonny. Nie brak w książce dowcipu, ale też trzeźwego osądu ówczesnego kina, którego Janicki jest prawdziwym znawcą. Bardzo spodobała mi się też okładka książki. Z przodu widnieje na niej Jadwiga Smosarska (zdjęcie pochodzi z filmu Trędowata), a z tyłu Pola Negri. Nie mogę zapomnieć oczywiście o kilku wkładkach z fotosami z filmów, plakatami, zdjęciami gwiazd filmowych oraz okładkami i fragmentami artykułów z czasopisma Kino.

Książkę polecam miłośnikom polskiego kina i okresu międzywojennego.

Stanisław Janicki, "W starym polskim kinie", Krajowa Agencja Wydawnicza, Warszawa 1985.

Przypisy:
1. Fragment piosenki W małym kinie z repertuaru Mieczysława Fogga
2. s. 65

Książka przeczytana w ramach wyzwań:
Tydzień bez nowości - grudzień
Lata dwudzieste, lata trzydzieste...
History books
Polacy nie gęsi

A na koniec pytanie: kto z Was pamięta tę czołówkę?
I oczywiście piosenka...

13 komentarzy:

  1. Ja sobie tę książkę u Ciebie zamawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dotrze do Ciebie razem z Twoimi dwoma Koprami, ok? :)

      Usuń
    2. Spoko, mam czas i dużo do czytania na najbliższy rok co najmniej:)

      Usuń
  2. Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że tak myślisz. :) Czytałaś ją może?

      Usuń
  3. "Książkę polecam miłośnikom polskiego kina i okresu międzywojennego." - czyli to coś w sam raz dla mnie!;) A czołówki tego programu już tak dawno nie widziałam...nic dziwnego, skoro już od dawna nie ma go w telewizji. A szkoda...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że książka Cię zainteresowała. A stare filmy można odnaleźć np. na youtube, ja tam najczęściej je oglądam (nie mam swoich własnych kopii). :)

      Usuń
  4. Genialna pozycja! Nigdy wcześniej o niej nie słyszałam, ale wprost muszę ją przeczytać. ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. Powróćmy jak za dawnych lat...już wiem co sobie sprawię na Gwiazdkę - Eugeniusza Bodo i W starym polskim kinie :)
    ps. jak to dobrze że wypracowano akurat taki kompromis , Eugeniusz Bodo w kobiecym przebraniu wypadł znakomicie , bardzo lubię tę scenę :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pomyślałam sobie dokładnie to samo, nie wyobrażam sobie "Piętra wyżej" bez sceny, w której "nasza urodziwa krajowego wyrobu Mae West śpiewa "Sex appeal" no i bez tego: https://www.youtube.com/watch?v=ixQFgM7Xryo
      :)))))

      Usuń

Będzie mi bardzo miło, jeśli zostawisz po sobie choć kilka słów w komentarzu. :)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...