sobota, 2 lutego 2013

Antoni Słonimski, Julian Tuwim "W oparach absurdu"


Recenzja nr 63, Antoni Słonimski, Julian Tuwim "W oparach absurdu"

Bardzo długo zabierałam się do pisania tego tekstu. Nigdy nie recenzowałam podobnej pozycji, a i nieczęsto zdarza mi się czytać tego typu literaturę. Zapytacie więc pewnie, dlaczego sięgnęłam akurat po tę książkę. Ano właśnie dlatego, by wyjść naprzeciw czemuś innemu i dla mnie w pewnym sensie nowemu. Wprawdzie już od wielu lat gustuję w zaliczanych do humoru absurdalnego dowcipach w stylu szedł facet koło koparki i dał się nabrać czy gospodyni ugotowała dwie zupy: jedna za słona, a druga firanka, ale teksty Tuwima i Słonimskiego to taki jakby wyższy poziom i nie byłam pewna, czy jestem dostatecznie bystra, by podczas lektury dobrze się bawić. Czy tak było, o tym za chwilę.


W oparach absurdu to zbiór purnonsensowych tekstów, pisanych na potrzeby primaaprilisowych dodatków do czasopism w latach 1920-1936 (dodatki nadzwyczajne do Kuriera Polskiego, a także Przegląd przedwieczorny i Nowe wiadomości literackie). Poza nimi w tej wydanej po raz pierwszy w 1958 r. publikacji znajduje się Kalendarzyk encyklopedyczno-informacyjny na rok 1921 oraz kilka wierszy (rozdziały Dziura. Pamflet dwutygodniowy i Z jednodniówki. Papierek lakmusowy). W 2008 r. Wydawnictwo Iskry postanowiło przypomnieć czytelnikom to dzieło. Autorem wstępu do niego jest Jerzy Bralczyk. Możemy w nim znaleźć m.in. takie znane z prasy codziennej formy, jak ogłoszenia, reklamy, recenzje, newsy, kroniki wypadków, dobre rady, listy czytelników. Oto dwa przykłady:

Gaszę pożary
nawet największych fabryk i zakładów, bez przyrządów i pomocy. Uprzedzać na dwie i pół godziny przed pożarem. Krucza 3, u inż. Tokaczewskiego dla Zygmunta. [1]

Jak sobie Niemcy wyobrażają pokój? Wybitny polityk o pokoju - Marzenia odwetowców
Berlin, 8 A PA32 - Korespondent londyńskiego pisma "Bodo" miał sposobność rozmawiania z wybitnym politykiem niemieckim, którego nazwisko, brzmiące Schultz, ukrywa on w tajemnicy. Polityk ten, zapytany, jak sobie Niemcy wyobrażają pokój, odpowiedział: "Sufit, podłoga, cztery ściany i wybite w nich drzwi oraz okna - oto zasadnicze i minimalne żądania nasze. W pokoju powinny być tapety, lampa, meble, dywany, obrazy na ścianach". Na pytanie, czy wszyscy Niemcy wyobrażają sobie pokój w ten sposób, polityk odrzekł: "Ja". Powstaje kwestia, czy powiedział to słowo po niemiecku, czy po polsku. Do Londynu wysłano po słowniki. W sprawie marzeń odwetowców interlokutor korespondenta odparł: "Was". I znowu nic nie wiadomo. Panie! Czemuś pomieszał języki nasze pod wieżą Babel?! [2]

Poza tymi zacytowanymi szczególnie podobały mi się m.in takie teksty, jak: Wypycham zwierzęta (s. 44), Ostatni wyraz techniki (s. 89), Awantura w sejmie (s. 121), Taternictwo i mamernictwo (s. 122), Tajemnicze zebranie (s. 130). Autorzy bawili się słowem, skojarzeniami. Antoni Słonimski po latach napisał: Uczyliśmy czytelnika, że te same czcionki jego codziennej gazety, odbite na tym samym papierze, czernione tą samą farbą drukarską, mogą pewnego dnia oszaleć i głosić oczywiste brednie. [3]

Już w chwilę po tym, gdy książka trafiła do moich rąk, zwróciłam uwagę na świetną jakość wydania: twardą okładkę w obwolucie, idealnie dobrany krój pisma i tasiemkową zakładkę. Podczas czytania nie natrafiłam na ani jedną literówkę czy błąd.

Jedne teksty śmieszyły mnie bardzo, inne trochę, jeszcze inne wcale. Na początku pisałam o moich obawach przed tą lekturą. Okazały się one zupełnie niepotrzebne. Wprawdzie nie wszystkie żarty do mnie trafiły, być może części z nich po prostu nie zrozumiałam, ale jednak wiele z nich sprawiło, że śmiałam się głośno. Gdzieś kiedyś przeczytałam, iż humor absurdalny skierowany jest do ludzi inteligentnych. Zgadzam się z tym, acz nie do końca. To, w jaki sposób odbierzemy książkę, zależy zapewne także i od tego, jaki humor preferujemy, nie do każdego absurdalne żarty trafią. Nie każdy inteligentny człowiek musi przecież gustować w takich dowcipach. Napiszę więc tak: jeśli lubicie żarty w stylu szedł Mozart i Bach!, śmiejecie się podczas oglądania Monty Pythona czy skeczy kabaretu Mumio, teksty Tuwima i Słonimskiego na pewno Wam się spodobają. 

Przypisy:
1. s. 42
2. s. 129
3. 7

Antoni Słonimski, Julian Tuwim, "W oparach absurdu", Wydawnictwo Iskry, Warszawa 2008.

Za możliwość przeczytania tomiku dziękuję Wydawnictwu Iskry.

Książka przeczytana w ramach wyzwań:
-Polacy nie gęsi
-Lata dwudzieste, lata trzydzieste

10 komentarzy:

  1. Tuwim i Słonimski to był wyjątkowy duet. Koper świetnie opisuje ich relacje i głupie pomysły lub kawały jakie sobie wzajemnie robili.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O tak! Też na to zwróciłam uwagę. :)

      Usuń
  2. zaciekawiłaś mnie tym humorem, jestem ciekawa czy by mnie to śmieszyło? te fragmenty, które przytoczyłaś rozśmieszyły mnie, ale choć śmieję się z angielskiego humoru i Mumio nie jest to mój ulubiony styl i raczej, jak już to oglądam to z mężem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Skoro przytoczone przeze mnie fragmenty rozśmieszyły Cię, to na pewno w tomiku znalazłabyś jeszcze więcej takich, które by do Ciebie trafiły. Sama napisałam w recenzji, że nie wszystkie teksty mi się podobały- niektóre śmieszyły mnie bardzo (m.in. te wymienione i przytoczone), inne trochę, a jeszcze inne wcale. Przypuszczam więc, że i z Tobą byłoby podobnie. :)

      Usuń
  3. to może być bardzo zabawne ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. "Uczyliśmy czytelnika, że te same czcionki jego codziennej gazety, odbite na tym samym papierze, czernione tą samą farbą drukarską, mogą pewnego dnia oszaleć i głosić oczywiste brednie." - co za profetyczne słowa! Tyczy się to oczywiście brukowców.

    OdpowiedzUsuń
  5. Jerzy Bralczyk kiedyś zażartował, że ma trochę za złe Słonimskiemu i Tuwimowi, że jak tę książkę człowiek przeczyta, to już byle absurd mu nie wystarcza. Coś w tym jest. Pozdrawiam ciepło!

    OdpowiedzUsuń

Będzie mi bardzo miło, jeśli zostawisz po sobie choć kilka słów w komentarzu. :)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...