środa, 20 lutego 2013

Joanna Papuzińska "Asiunia"


Recenzja nr 68, Joanna Papuzińska "Asiunia"

Pamiętam pierwszą rozmowę o wojnie przeprowadzoną przeze mnie z moją niemal czteroletnią wówczas córką. Był czerwiec i szłyśmy właśnie do filharmonii na koncert z okazji Dnia Dziecka. Po drodze mijałyśmy Pomnik Chwały Żołnierzy AK. Karolinka chciała go obejrzeć z bliska, miałyśmy czas, więc skierowałyśmy tam swoje kroki. Zwróciła uwagę na widniejący w centralnym miejscu znak Polski Walczącej. Zapytała się, co to za dziwna litera.


Nie chciałam rozpoczynać nudnego wykładu, postarałam się powiedzieć jej w jak najprostszych słowach, że na nasz kraj kiedyś napadli źli żołnierze, którzy niszczyli wszystko. - Polacy z nimi walczyli, chcieli im pokazać, że się nie poddadzą, dlatego też malowali taki znak na murach -  powiedziałam. Wyjaśniłam też, że są to dwie połączone litery P i W, czyli Polska Walcząca. Na tym nasza rozmowa się skończyła. Karolinka nie pytała o nic więcej, więc i ja nie chciałam zasypać ją natłokiem informacji.

Minęły dwa miesiące. Pierwszego sierpnia ubiegłego roku, kilka tygodni po czwartych urodzinach Karolinki, wybrałyśmy się po przedszkolu na spacer i na lody. Cukiernia znajdowała się w dość bliskiej odległości od wspomnianego przeze mnie wyżej pomnika. Wiedziałam, że o 17:00 zawyją syreny, a pod monumentem rozpoczną się uroczystości, będą m.in. oddawane salwy. Chciałam Karolinkę uprzedzić, że tak będzie się działo. - Pamiętasz, jak byłyśmy pod tamtym pomnikiem z tymi dziwnymi literami? - zapytałam. Karolinka potwierdziła. Dla porządku powtórzyłam jej jeszcze raz mniej więcej to samo, co wtedy. - Dziś będą uroczystości, w których podziękujemy tamtym ludziom za to, że nie bali się i walczyli za nasz kraj. Będą wyły takie syreny, które mają przypomnieć wszystkim o tamtych wydarzeniach. Wtedy każdy przystanie na chwilę w ciszy. Jeśli chcesz, możemy na chwilkę podejść pod pomnik - dodałam.

Oczywiście nie przytaczam tu wszystkich swoich słów, które skierowałam do dziecka, bo nie chcę zbytnio się rozpisywać. Córeczka chciała zobaczyć wszystko z bliska, poszłyśmy więc tam. Po drodze spotkałyśmy grupę harcerzy, którzy rozdawali wszystkim przechodniom specjalne ulotki oraz naklejki. Karolinka z dumą przykleiła sobie znak Polski Walczącej na koszulce, a potem spędziłyśmy trochę czasu pod pomnikiem.

Przeprowadziłam z nią pewnie jeszcze ze dwie podobne rozmowy, jednak ciągle obawiałam się tego, w jaki sposób powiedzieć jej kiedyś o tym, co oznaczała wojna dla przeciętnego człowieka. Na razie była to dla niej tylko walka pomiędzy żołnierzami. Gdzieś z tyłu głowy siedziała mi właśnie recenzowana dziś książka, ale cały czas wydawało mi się, że muszę jeszcze z tym poczekać. Sama nie czytałam jej, znałam ją jedynie z opisów. Asiunia Joanny Papuzińskiej (ur. w 1939 r.), autorki takich znanych książek, jak np. Nasza mama czarodziejka czy Rokiś, należy do serii Muzeum Powstania Warszawskiego dla dzieci. Swoją premierę miała w 2011 r., wtedy też usłyszałam o niej po raz pierwszy.

O tym, że sięgnęłam po nią akurat teraz, a nie w przyszłości, zadecydował przypadek. Z chorą od kilku dni Karolinką wybrałam się na wizytę kontrolną do lekarza. W drodze powrotnej zajrzałyśmy do naszej biblioteki. Córka wybrała sobie dwie książeczki, miałyśmy już odejść od regału, kiedy rzuciło mi się w oczy dzieło Joanny Papuzińskiej. - O, Asiunia! - wyrwało mi się nagle i wtedy ugryzłam się w język. Było już jednak za późno. Karolinka chciała ją wypożyczyć, a po powrocie do domu domagała się jej przeczytania.

Główna bohaterka książki, Asiunia (czyli Joanna Papuzińska), swoje piąte urodziny, pomimo wojny, spędza jeszcze wraz ze wszystkimi bliskimi w rodzinnym domu. Wkrótce potem jej mamę zabierają Niemcy. Dziecko nie jest świadkiem tej tragedii, bo zostaje szybko odprowadzone do sąsiadów. Swój własny dom traci już na zawsze. Od tej chwili kolejno opiekują się nią różne ciocie. Mała dziewczynka, ogromnie przywiązana nie tylko do rodziców, ale przecież i do swojego otoczenia, zabawek, przedmiotów, nagle zostaje tego wszystkiego pozbawiona. Możemy przeczytać doskonale przemawiające do wyobraźni małego czytelnika słowa: Nie ma domu, nie ma twojego łóżka, poduszki ani kołderki. Musisz iść spać do innego, cudzego domu, gdzie zamiast mamy jest jakaś obca pani, obce meble, i musisz pić mleko z cudzego kubeczka, zamiast z tego, co zawsze.

W końcu trafia do swojej własnej babci, mamy jej taty, którego również nie ma na miejscu. Starsi bracia oraz babcia i sąsiedzi starają się ochronić dziewczynkę przed zimnem, głodem, niebezpieczeństwem. Wbrew naszym wyobrażeniom i na zabawę czasem jest pora. Dzieci bawią się np. w mało nas do pieczenia chleba czy wożą w wózeczku małego braciszka. Niestety, trzeba ukrywać się przed bombardowaniem czy ostrzelaniem, a złapanego w przepuście pod torami kolejowymi milutkiego zajączka zabić i zjeść, bo inaczej nie byłoby żadnego posiłku. Problemem staje się również brak ciepłego odzienia na zimę. Ale w końcu nadchodzi kres wojny. Ci rodzice, którzy ją przeżyli, przybywają po swoje dzieci. Asia pewnego dnia może uścisnąć tatę. W tym miejscu Karolinka zapytała, co się stało z mamą dziewczynki. Odpowiedziałam jej zgodnie z prawdą.

Joanna Papuzińska opisała wojnę w taki sposób, by problem ten mogło pojąć dziecko, którym przecież sama była w tamtym okresie. Język jest prosty i zrozumiały dla kilkulatka. Nie ma tu przekłamań ani żadnego koloryzowania, ale jednocześnie nie natrafimy na brutalne opisy czy na zbędne informacje z dziedziny historii, polityki. Wszystko podane jest w sposób łagodny, wyważony, dostosowany do wieku odbiorcy i działający na jego wyobraźnię, ukazujący dziecięce emocje. Nie tylko te negatywne, bo dziewczynka nie zapomina też o małych radościach, jak np. wygłupy z ciocią zwaną Tygrysem czy wspomniane zabawy z dziećmi.

Muszę wspomnieć też o ilustracjach autorstwa Macieja Szymanowicza. Moim zdaniem stanowią idealne dopełnienie tekstu. Są trochę niepokojące, utrzymane w ponurej kolorystyce, ale jednak nie przerażające i równocześnie nie banalne. Korekta publikacji jest bez zarzutu, nie natrafiłam na żadne błędy czy niedopatrzenia.

źródło: www.wyd-literatura.com.pl
Lektura ta nie odcisnęła na moim dziecku jakiegoś negatywnego piętna, po jej przeczytaniu rozmawiałyśmy, a następnego dnia córeczka chciała posłuchać tej historii raz jeszcze. Z całego serca polecam więc Asiunię każdemu, kto chce poruszyć z dzieckiem trudny temat, jakim jest wojna. Pozwolę tu sobie zacytować słowa dr Anny Piekarskiej, psychologa, które umieszczone są na okładce książki: Ta właśnie książka, z pięknymi, malarskimi ilustracjami pozwoli rodzicom poważnie porozmawiać z dziećmi o wojnie, nie wykraczając poza bezpieczne obrazy i emocje, i tym samym nie narazi dzieci na traumatyczne doświadczenia. Jeśli jednak po przeczytaniu książki dzieci zapytają, dlaczego nie wróciła mama Asiuni, spokojnie powiedzmy im prawdę. Bo przecież taka była wojna...

Joanna Papuzińska, "Asiunia", ilustr. Maciej Szymanowicz, Wydawnictwo Literatura, Łódź 2011.

Książka przeczytana w ramach wyzwań:

14 komentarzy:

  1. mojej i mojej siostrze tek spodoba się Asiunia ;D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Polecam, to naprawdę wartościowa książka.

      Usuń
  2. bardzo ciekawa, problem wojny jest rzeczywiście trudny do wytłumaczenia małemu dziecku. Ale świetnie sobie poradziłaś.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Starałam się jak umiałam. Temat ten zresztą nie jest trudny tylko do wytłumaczenia, dla mnie samej jest on ciężki. Od kiedy skończyłam studia (jak wiadomo - jestem po historii) unikałam publikacji na ten temat, bo mnie to przytłaczało i popadałam w zły stan psychiczny. Ta książka i mnie pomogła, po jej przeczytaniu sięgnęłam już spokojniej po "Żegotę" Bartoszewskiego, a potem po "Niepokonanego" Dudka, która to powieść również dotyczy wojny. I teraz wiem, że nie będę się już bała książek o wojnie.

      Usuń
  3. Świetnie, że takie książki zostają wydane. Nie każdy potrafi rozmawiać z dzieckiem na trudne tematy, więc taka lektura może pomóc w ogóle zainicjować dyskusje.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To prawda, nie każdy jest w stanie zainicjować taką dyskusję, a książka jest do tego wspaniałym pretekstem.

      Usuń
  4. czytałam z moja Gosia, miałyśmy z biblioteki, ja płakałam oczywiście, to piękna, cudownie napisana książka

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też płakałam! A ostatniego zdania w książce nie jestem w stanie przeczytać normalnym głosem, bo momentalnie mi się on załamuje: "I któregoś dnia przyszedł także tato". Matko, płaczę nawet teraz, gdy cytuję te słowa

      Usuń
  5. O "Asiuni" co prawda słyszę po raz pierwszy, jednak w tamtym roku czytałam inną książkę Joanny Papuzińskiej "Darowane kreski". Też autobiograficzna, też nadająca się dla dzieci, chociaż chyba troszkę starszych. Sam temat trudny, dlatego dobrze, że takie książki są.:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O "Darowanych kreskach" też słyszałam i na pewno podsunę tę książkę Karolci, gdy będzie troszkę starsza.

      Usuń
  6. To książka bardzo potrzebna na naszym rynku. Zapiszę sobie jej tytuł.

    OdpowiedzUsuń
  7. Ilustracje rzeczywiście działają na korzyść książki - wystarczy zerknąć na okładkę i już chce się ją czytać :) Sama treść jest bardzo ciekawa i bardzo potrzebna, bo rodzic często musi być chodzącą encyklopedią, a nie zawsze wie, jak przekazać dziecku te najbardziej brutalne informacje - o chorobach, śmierci, wojnach...

    OdpowiedzUsuń
  8. Moja malucha jeszcze nie na tym etapie ale książkę zapamiętam bo przyda sie w przyszłości. Trudne tematy dla nas trudno przekazać dzieciom w sposób nie inwazyjny bardzo. Podoba mi sie Teoje podejscie do córy. Na pewno coś dla siebie z tego wyciągne. Pozdrawiam.
    Zapraszam tez do mnie.

    OdpowiedzUsuń
  9. Moja malucha jeszcze nie na tym etapie ale książkę zapamiętam bo przyda sie w przyszłości. Trudne tematy dla nas trudno przekazać dzieciom w sposób nie inwazyjny bardzo. Podoba mi sie Teoje podejscie do córy. Na pewno coś dla siebie z tego wyciągne. Pozdrawiam.
    Zapraszam tez do mnie.

    OdpowiedzUsuń

Będzie mi bardzo miło, jeśli zostawisz po sobie choć kilka słów w komentarzu. :)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...