niedziela, 24 marca 2013

Hans Christian Andersen "Królowa Śniegu"


Recenzja nr 74, Hans Christian Andersen "Królowa Śniegu"

Za oknem, pomimo kalendarzowej wiosny, wciąż zima. W takich okolicznościach zasiadłam do czytania Królowej Śniegu. Baśń ta, po raz pierwszy wydana w 1845 r.,  w 2012 r. ukazała się nakładem Wydawnictwa M.

Każdy z nas zna przynajmniej kilka baśni autorstwa duńskiego pisarza Hansa Christiana Andersena (1805-1875). Wydaje mi się, że Królowa Śniegu należy do tych najpopularniejszych. Doczekała się wielu przekładów na przeróżne języki świata, a także adaptacji filmowych czy teatralnych. Sama zresztą poznałam tę baśń nie dzięki książce (po którą oczywiście później też sięgnęłam), a przedstawieniu baletowemu w filharmonii, które miałam okazję oglądać w wieku sześciu lat.

Historia dwójki dzieci, Gerdy i Kaya (w innych wersjach Kaja), jest znana chyba wszystkim. Żyją oni sobie w przyjaźni w jednym z miasteczek. Wszystko zmienia się, gdy do oka i serca Kaya dostają się kawałki szkła pochodzące z rozbitego lustra, stworzonego przez złego czarownika. Od tej pory Kay robi się coraz bardziej złośliwy i niemiły. Pewnego dnia zostaje porwany przez piękną panią, która okazuje się być Królową Śniegu. Wszyscy w mieście uważają, że Kay utonął w rzece, Gerda jednak nie wierzy w to i postanawia wyruszyć na poszukiwania przyjaciela. Pomimo wielu przeciwności, baśń kończy się dobrze, dzieci pod nieobecność Królowej Śniegu spotykają się, a łzy dziewczynki uleczają serce chłopca.

Baśń ta wyróżnia się na tle pozostałych andersenowskich opowieści. W przeciwieństwie do innych, których tematykę zaczerpnął autor z folkloru oraz tradycji innych narodów, ta jest wytworem tylko i wyłącznie jego wyobraźni. Składa się z siedmiu rozdziałów, zwanych tutaj opowiadaniami. 

Odwaga dziewczynki i jej wiara w to, że odnajdzie swojego przyjaciela, jest godna podziwu. Mogła przecież pogodzić się z tym, co mówili mieszkańcy jej miasteczka i uznać, że Kay nie żyje. Czytelnik podczas poznawania historii o Gerdzie, Kayu i Królowej Śniegu uczy się, jak ważna jest w życiu miłość, przyjaźń czy bezinteresowna pomoc, na którą może liczyć Gerda podczas swojej długiej wędrówki.

Przejdźmy do omówienia tego konkretnego wydania baśni. Zacznę może od przekładu, którego autorem jest Franciszek Mirandola (1871-1930). Sam początek opowieści wydał mi się trochę dziwnie przetłumaczony, oto kilka pierwszych linijek, znajdujących się tuż pod tytułem pierwszego rozdziału: Posłuchajcie! Zaczynamy. Kiedy bajka się skończy, będziemy wiedzieli więcej, niż wiemy teraz, bo to był zły czarownik! Na początku o bajce, potem po przecinku nagle o czarowniku (o którym wcześniej nie było ani słowa, bo to pierwsze zdania, nie wycięte gdzieś z dalszej części). O wiele bardziej odpowiada mi inna wersja: A więc zaczynamy! Słuchajcie uważnie, bo tylko w ten sposób na końcu bajki będziecie wiedzieć więcej niż teraz! Był sobie kiedyś bardzo zły czarownik. I dalej o czarowniku i lustrze. Dalej nie napotykałam już na takie zgrzyty, całe tłumaczenie oceniam więc dobrze, a nawet bardzo dobrze. Jedno zdanie w tekście znajdującym się na kilkudziesięciu stronach to mało znacząca sprawa, skoro jednak tak bardzo rzuciło mi się to w oczy, postanowiłam o tym napisać. 

Ważną funkcję w baśniach pełnią ilustracje. Kiepskie mogą zepsuć radość czytania, a klimatyczne - podniosą wartość publikacji. I tak jest właśnie w tym wypadku. Obrazki są przepiękne, klimatyczne i barwne. Ich autorem jest ukraiński ilustrator Vladyslav Yerko. Nawet gdybym tego nie wiedziała, to jako kraj pochodzenia rysownika od razu obstawiałabym Rosję albo Ukrainę. Jego dzieła są, że tak napiszę, bardzo rosyjskie. Ilustracje te cechują piękne, intensywne barwy, w tym złoto, carski przepych, ale jednak nie kicz, dbałość o każdy szczegół i nieco niepokojący klimat. Gdy patrzyłam na znajdującą się na okładce piękną i jednocześnie niebezpieczną Królową Śniegu, od razu miałam wrażenie, że zaraz zmrozi mnie swoim przenikliwym spojrzeniem.





Na koniec napiszę jeszcze o jakości wydania. Mam tu twardą okładkę (dodatkowo w obwolucie), kredowy papier i czytelny krój pisma. Nie natrafiłam też na literówki czy błędy. To wszystko sprawia, że książka jest wymarzonym pomysłem na prezent. Polecam wszystkim, warto mieć taką pozycję na swojej półce!

Hans Christian Andersen, "Królowa Śniegu", tłum. Franciszek Mirandola, ilustr. Vladyslav Yerko, Wydawnictwo M, Kraków 2012.

Za możliwość powrotu do baśni znanej z dzieciństwa dziękuję Wydawnictwu M.



5 komentarzy:

  1. Zjawiskowe wydanie! A że uwielbiam baśnie będę musiała się zaopatrzyć w ten egzemplarz. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  2. Tę baśń znają wszyscy, ale tak pięknego wydania jeszcze nie widziałam:)

    OdpowiedzUsuń
  3. Zgadzam się z Wami, to wydanie jest przepiękne! :) :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Świetny blog! zapraszam do mnie :) http://biblioteka-rezenzji.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń

Będzie mi bardzo miło, jeśli zostawisz po sobie choć kilka słów w komentarzu. :)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...