sobota, 27 kwietnia 2013

Iwonna Buczkowska "O Doboszu drewnianym ludku, który mieszkał w ogródku"


Recenzja nr 80, Iwonna Buczkowska "O Doboszu drewnianym ludku, który mieszkał w ogródku"


"Pewnego razu, właściwie nie wiadomo skąd, na trawniku przed werandą, przy samym klombie, pojawił się drewniany ludek. Siedział sobie wygodnie na pieńku. Na głowie miał wysoki, stożkowy kapelusz ze słomy, a jego kubraczek z kory zapięty był na trzy piękne guziki z żołędzi. Na kolanach trzymał wycięty z plasterka pnia bębenek, a w rękach - błyszczące pałeczki".

Tak właśnie rozpoczyna ciepła historia opowiadająca o przygodach drewnianego Dobosza. Kiedy tylko wzięłam do ręki książkę i przejrzałam ilustracje, od razu przypomniał mi się ludzik, którego ujrzałyśmy  z Karolinką dwa lata temu podczas wizyty w Zabajce. Wyglądał bardzo podobnie, tylko zamiast bębenka w patykowatych rękach dzierżył wiklinowy koszyk, w którym były szyszki i żołędzie. Jego kapelusz był zrobiony z gałęzi. Córeczka była nim zachwycona, a ja pomyślałam sobie, że takie figurki prezentują się w ogrodach czy przy domach o wiele lepiej od kiczowatych krasnali. Nigdy więcej nie widziałyśmy podobnego ludka.

Zanim zaczęłam czytać tę książkę córeczce, postanowiłam przypomnieć jej tamtą wycieczkę. Niestety, okazało się, że już tego nie pamięta. Nie powinno mnie to dziwić, miała wtedy niecałe trzy lata. Cóż, jeszcze tam pojedziemy. Mam tylko nadzieję, że drewniany ludek wciąż tam stoi. Już podczas lektury Karolinka wspomniała za to, że w ogrodzie znajdującym się niedaleko naszego bloku zamiast ludzika stoją zwierzątka: sarenka i zajączek. Mówiąc o tamtych zwierzątkach i raz po raz patrząc nie tylko na książkowe ilustracje, ale i na swoje zdjęcie z ludkiem, którego nie pamięta, z zainteresowaniem wysłuchiwała kolejnych fragmentów książki. Więcej, chyba nie obejdzie się bez postawienia takiego ludka na terenie naszej podrzeszowskiej działki. Ale wróćmy do historii...

Tytułowy Dobosz siedzi sobie na pieńku przed domem i obserwuje świat. Jest lato, więc może podziwiać pachnące  kwiaty, kolorowe motyle, ćwierkające ptaki. Widzi też Pana Nono, nazwanego tak od najczęściej przez niego powtarzanych słów. To on najprawdopodobniej stworzył naszego Dobosza. Przed domem pojawia się też czasem kot lub pies. Lato nie może trwać jednak wiecznie. Pewnego dnia wszystko się zmienia. Pan Nono krząta się od rana, a znajdujące się do tej pory na zewnątrz przedmioty chowa do ciasnej komórki. Tak dzieje się też z Doboszem. Na początku jest on zdziwiony i zasmucony. Wkrótce odwiedza go mysia rodzina, z którą się zaprzyjaźnia. Ma z kim rozmawiać i komu grać, a kiedy trzeba im pomóc, decyduje się na poświęcenie czegoś, co do tej pory bardzo lubił. Jednym z przesłań książki jest to, że przyjaźń to nie tylko radosne pogaduszki, ale też troska i poświęcenie. Pewnego dnia okazuje się, że w ciasnej komórce znajduje się ktoś jeszcze. Kto? Czy jest to przyjazna postać, czy wręcz przeciwnie? Tego dowiecie się podczas czytania. 

Iwonna Buczkowska w rewelacyjny sposób opowiedziała przygody drewnianego Dobosza. Bo wymyślić ciekawego bohatera książki to dopiero początek. Trzeba stworzyć taką historię, która nie nudzi dzieci. I to się autorce udało. A moment odkrywania tajemniczej postaci skrytej gdzieś w komórce opisała tak, że sama nie mogłam się już doczekać dalszej części opowieści. Wspaniale zbudowała napięcie. Czytanie tej książki było przyjemnością także i dla mnie. Język, jakim posługuje się pani Iwonna, jest bardzo plastyczny, a narracja nie należy do nużących. 

Wartość publikacji podnoszą idealnie dobrane ilustracje autorstwa Aleksandry Kucharskiej-Cybuch. Mojej córeczce bardzo się podobały. Nie mam też nic do zarzucenia ani korekcie, ani krojowi pisma. Dodatkowym plusem jest twarda i miła w dotyku okładka. Rodziców dzieci pięcioletnich i starszych serdecznie zachęcam do zapoznania się z historią drewnianego ludka. A może po jej przeczytaniu uda Wam się znaleźć jakiegoś kolegę naszego bajkowego Dobosza? 

Iwonna Buczkowska, "O Doboszu drewnianym ludku, który mieszkał w ogródku", ilustr. Aleksandra Kucharska-Cybuch, Wydawnictwo Bis, Warszawa 2013.

Książka przeczytana w ramach wyzwania Polacy nie gęsi.

Za spotkanie z drewnianym ludkiem dziękujemy Wydawnictwu Bis.





6 komentarzy:

  1. BArdzo ciekawa i interesująca baja dla dzieci;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Chyba cyztalam ja jako dizecko, bo cos kojarze tego ludka :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tej książki raczej nie czytałaś, bo powstała niedawno, ale zaintrygowałaś mnie. :) Ciekawe co to za książka. :)

      Usuń
  3. Dobrze jest czasem wrócić do lektur z dzieciństwa. Tej oczywiście nie miałam szansy przeczytać, ale np. baśnie braci Grimm znałam na pamięć:)

    OdpowiedzUsuń
  4. Do dziś, mimo wieku, uwielbiam bajki, a ta wydaje się być interesująca i te ilustracje...Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń

Będzie mi bardzo miło, jeśli zostawisz po sobie choć kilka słów w komentarzu. :)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...