piątek, 5 kwietnia 2013

Kordian Tarasiewicz "Zapach świeżej kawy"


Recenzja nr 77, Kordian Tarasiewicz "Zapach świeżej kawy"


A teraz mam tylko marzenie, abym mógł założyć kawiarnię, która byłaby miejscem przechowywania tradycji branży kawowo-herbacianej. By dzięki tej tradycji rozprzestrzeniał się zapach świeżej kawy. Dobrze upalonej... [1]

Wspominałam już kiedyś, że uwielbiam czytać o ciekawych, ale jednocześnie niedostatecznie znanych osobach, które w jakiś sposób zapisały się na kartach naszej historii. Do takich postaci należy Tadeusz Tarasiewicz, który w 1882 r. założył pierwszą w Polsce profesjonalną palarnię kawy Pluton, a także jego potomkowie.

Kordian Tarasiewicz (źródło: wikipedia.org)
Autorem publikacji jest wnuk założyciela Plutona, przedsiębiorca Kordian Tarasiewicz (ur. 1910 r. w Warszawie). Kierował on firmą swojego dziadka i ojca przez szesnaście lat, od 1934 r. aż do jej likwidacji, która nastąpiła w 1950 r. Zapach świeżej kawy nie jest debiutem pana Kordiana, na swoim koncie ma on m.in. publikacje takie jak: Kawa po warszawsku. Dzieje firmy Pluton (1971), Opowieści tenisowe z myszką (1992), Przygody z kawą i herbatą (2001), Cały wiek w Warszawie (wyd. I 2005, wyd. II 2010). 

Recenzowana przeze mnie książka składa się z pięciu rozdziałów, które podzielone są jeszcze na kilka podrozdziałów. Poza nimi mamy jeszcze Wstęp i Posłowie autorstwa Tomasza Ochinowskiego. 

Na początku autor przybliża nam okoliczności, w których Tadeusz Tarasiewicz (1830-1910) założył warszawską palarnię kawy. Było to naprawdę nowatorskie przedsięwzięcie. W sklepach sprzedawana była wówczas przeważnie surowa kawa, którą ludzie musieli parzyć samodzielnie. Jak można się łatwo domyślić, efekty takiego parzenia mogły być różne. Następnie pan Kordian pisze o tym, jak w prowadzeniu firmy zaczął pomagać syn Tadeusza, Jan Tarasiewicz (1864-1906). Sporo miejsca poświęca opisowi trudnej sytuacji w rodzinie i firmie, która nastąpiła po nagłej śmierci Jana. Wówczas to firmą zajęli się bracia zmarłego: Tadeusz junior i Michał (1871-1923) - ojciec autora niniejszej publikacji. 

Na kolejnych stronach książki zapoznamy się z losami firmy, a przede wszystkim ludzi z nią związanych, w czasie I wojny światowej i tuż po niej. Ze szczególnym zainteresowaniem przeczytałam rozdział opowiadający o działalności Plutona w okresie II RP.  Zapoznamy się też z sytuacją, w której rządy w rodzinnej firmie objął dwudziestoczteroletni Kordian Tarasiewicz. Stało się to, jak już pisałam na początku recenzji, w roku 1934. Dzięki świeżemu spojrzeniu na wiele spraw i głowie pełnej pomysłów nowego dyrektora, firma odnosiła wiele sukcesów. Wszystko zmieniło się z chwilą wybuchu II wojny światowej. Podczas okupacji właściciele firmy pomagali pracownikom przetrwać ten trudny czas. Przedsiębiorstwu, które przetrwało obie wojny, kryzys ekonomiczny oraz wiele mniejszych i większych trudności, kres położyła... powojenna polityka władz komunistycznych. 

Przy pisaniu książki autor nie korzystał tylko ze swoich wspomnień. W publikacji natrafimy na fragmenty zapisków pracowników Plutona. Co ważne i warte podkreślenia, wszyscy są zgodni w jednym: w firmie tej naprawdę o nich dbano. Czy to zwykły fizyczny pracownik, czy księgowa - wszyscy byli traktowani z szacunkiem. Działo się tak zarówno przed I wojną światową (kiedy to właściciele swoje przedsiębiorstwo przekształcili w spółkę i zdecydowali się na rozdanie akcji pracownikom) czy w okresie międzywojennym, jak i w czasie II wojny światowej.

W publikacji natrafimy na wojenne wspomnienia, ale także i na kilka ciekawych anegdot, jak np. Historia wagonu z kawą. Po raz kolejny przekonamy się też, że rozwiązania, które wydają się być wymysłem naszych czasów, z powodzeniem były stosowane już dawniej. Przedstawiciele handlowi odwiedzający sklepy i kawiarnie, w kawiarniach filiżanki i karty menu z logo firmy, reklamy w prasie i na  firmowych samochodach, i tak dalej, i tak dalej, jak to ma w zwyczaju pisać pan Tarasiewicz. Tym sposobem przeszłam zupełnie przypadkowo do omówienia kolejnej sprawy, a mianowicie stylu pisania autora. Publikacja napisana jest żywym, nienużącym językiem. Styl gawędziarski sprawił, że dałam się ponieść opowieści pana Kordiana i bardzo szybko zorientowałam się, że przeczytałam prawie całą książkę. 

   Metalowa puszka, lata 30.
(źródło: www.tarasiewicz.info)
Wartość dzieła podnosi ogromna ilość ilustracji. Czegóż na nich nie ma: członkowie rodziny, budynki i ich wnętrza, plakaty, druki reklamowe, opakowania kawy i herbaty, skany dokumentów. Pewnie i tak nie wymieniłam wszystkiego. Publikację wzbogacają również obszerne przypisy, zamieszczone po każdym z rozdziałów. Zapomniałabym jeszcze napisać o umieszczeniu w książce kilku ciekawych przepisów. Na pewno przygotuję kiedyś Cappuccino z sercem, ponieważ bardzo lubię cynamon. 

Estetyka wydania, jak to zresztą zwykle bywa w przypadku książek sygnowanych przez Wydawnictwo Naukowe PWN, jest na bardzo wysokim poziomie. Nie natrafiłam na błędy czy literówki, a czytelny krój pisma sprawił, że wzrok nie męczył się przy lekturze. Warto wspomnieć też o dobrej jakości papieru użytego do druku.  

To wspaniale, że pan Kordian Tarasiewicz zdecydował się napisać tę książkę i że została ona wydana. Polecam ją osobom zainteresowanym życiem codziennym w przeszłości, ludziom, którzy chcieliby dowiedzieć się czegoś na temat prowadzenia swojej firmy, a także wszystkim miłośnikom wspomnień.

Przypisy:
1. K. Tarasiewicz, Zapach świeżej kawy, s. 192

P.S. Chciałabym Wam jeszcze polecić stronę internetową pana Kordiana, na której można znaleźć wiele ciekawych informacji oraz zdjęć.


Za możliwość przeczytania tej niesamowitej książki dziękuję Wydawnictwu Naukowemu PWN.


Książka bierze udział w wyzwaniach:
Polacy nie gęsi
Lata dwudzieste, lata trzydzieste
History Books


15 komentarzy:

  1. Z tej serii PWN-u czytałam "Zapach świeżych malin" i bardzo mi się podobała, do tej książki też bym chętnie zajrzała:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "Zapachu świeżych malin" niestety nie czytałam. Na pewno to zmienię w najbliższym czasie! :)

      Usuń
  2. Już 16 kwietnia Wydumamy Brednie! Wszystkich miłośników książek zapraszamy do odwiedzenie naszej stronywww.wydumanebrednie.pl. Przenieście się z nami do świata literatury. Poznajcie opinie innych na temat Waszych ulubionych książek i wypowiedzcie się sami. Bądźcie na bieżąco z wydarzeniami literackimi! Niech facebook nie będzie jedyną książką, którą czytacie! Znajdźcie czas dla książek!

    OdpowiedzUsuń
  3. O proszę, co za interesująca postać. Faktem jest, że o takich osobach nie jest zbyt głośno. Cieszę się, że takie książki choć w części mogą to zmienić.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za komentarz. Mnie też to bardzo cieszy. Uwielbiam takie książki. :)

      Usuń
  4. Książka o kawie (nie tylko, oczywiście;) ? To zdecydowanie coś dla mnie;)

    OdpowiedzUsuń
  5. chciałabym się rozkoszować smakiem tej książki :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Piękne imię - Kordian :) A i lektura zapowiada się wyśmienicie! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Również zwróciłam uwagę na imię. :)

      Usuń
    2. A wiecie skąd takie imię?
      Ojciec pana Kordiana, aktor Michał Tarasiewicz grał na scenie tytułową postać z dramatu Słowackigo i była to rola jego życia, zresztą do dzisiaj mówi się o jego interpretacji tego bohatera.
      Łatwo przeprowadzić analogię. ;-)
      Poza tym dodam, że postać Michała Tarasiewicza jest według mnie bardzo, bardzo interesująca. Z Twojej recenzji nie wywnioskowałam czy dużo wzmianek na jego temat pojawia sie w tej książce?

      Usuń
    3. Dziękuję za ten komentarz. Imię oczywiście od razu skojarzyło mi się z dramatem Słowackiego, ale nie wiedziałam, dlaczego zostało nadane. :-) Postać jego ojca zaciekawiła mnie właśnie ze względu na to, że był on aktorem. Nawet miałam o tym napisać w recenzji, ale potem zapomniałam, zaraz to dodam. :) O Michale Tarasiewiczu jest trochę wzmianek, np. o tym, jak musiał na jakiś czas zrezygnować z aktorstwa w 1910, by zająć się rodziną przedwcześnie zmarłego brata oraz firmą. A potem o przymusowym przesiedleniu wgłąb Rosji (w czasie I w.ś.), gdzie dzięki powrotowi do zawodu aktora Michał Tarasiewicz mógł zarabiać na utrzymanie swojej rodziny.

      Usuń
  7. Muszę koniecznie przeczytać tę książkę. Sama okładka mnie zachęca. I ta kawa w tytule...

    OdpowiedzUsuń

Będzie mi bardzo miło, jeśli zostawisz po sobie choć kilka słów w komentarzu. :)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...