czwartek, 2 maja 2013

ELVIS: Promised Land Magazyn nr 1/2013


Recenzja nr 82, ELVIS: Promised Land Magazyn nr 1/2013

W maju 2013 minie dwadzieścia jeden lat, od kiedy zostałam miłośniczką Elvisa Presleya. Z ogromnym zainteresowaniem i radością sięgnęłam więc po pierwszy numer magazynu ELVIS: Promised Land, który jest efektem pracy mojego kolegi - Mariusza Ogiegły.

Warto zaznaczyć, że magazyn ten jako pierwszy w Polsce został zaakceptowany przez Elvis Presley Enterpisess z siedzibą w Graceland (Memphis, Tennessee). Wcześniej miałam przyjemność czytać biuletyny fanclubowe, które Mariusz współtworzył. Od czasu do czasu podczytuję też jego blog, którego adres znajduje się na okładce opisywanego przeze mnie magazynu. Stało się to nieprzypadkowo, to właśnie na tym blogu początkowo ukazały się teksty umieszczone w magazynie.

Mariusz Ogiegło fanem Elvisa jest od ponad dwudziestu lat. Do października 2011 r. był prezesem OFC EP Raised On Rock. Ma on na koncie nie tylko prezesostwo w fan clubie, ale też organizowanie wydarzeń mających na celu promowanie twórczości Presleya, udział w audycjach radiowych, rozmowy z ludźmi, którzy znali Elvisa, artykuły na temat Króla opublikowane w prasie, serwisach internetowych czy specjalnych wydawnictwach adresowanych do fanów Presleya.

Wróćmy jednak do magazynu. Na początek oddam głos Mariuszowi: A teraz kilka słów o tym, czym jest ELVIS: Promised Land Magazyn. Nasze pismo będzie się ukazywało na razie tylko dwa razy w ciągu roku. Każdy numer będzie poświęcony danemu okresowi z kariery Elvisa. W tym wydaniu opisuję rok 1963. [1] Zacznę od tego, że bardzo przypadła mi do gustu okładka zaprojektowana przez Piotra "Skowika" Skowrońskiego. Jest prosta, ale jednocześnie przykuwa uwagę. Zaskoczyła mnie też dobra jakość papieru użytego do druku. Jest on śliski, a dzięki jego gramaturze czarno-białe fotografie (kolorowa jest jedynie okładka) prezentują się bardzo dobrze, nie są niewyraźne, co często dzieje się wtedy, gdy wydrukuje się je na kiepskim papierze.

Na treść periodyku składają się cztery duże artykuły, podzielone dodatkowo na części. Każdy z nich dotyczy wydarzeń, które miały miejsce w 1963 r. Są to kolejno: Fun in Acapulco. Przygoda z Acapulco, For The Asking. Historia płyty, której nigdy nie było, Viva Las Vegas. Viva Elvis! Viva Ann-Margret! ... i przebój wysłany na Księżyc, Kissin' Cousins. Podwójna rola Elvisa Presleya. Przed nimi, na drugiej stronie, znajduje się jeszcze kilka wskazówek, jak czytać informacje w ramkach, które pojawiają się wielokrotnie obok tekstów. Umieszczenie zarówno ramek, jak i objaśnienia co do nich uważam za bardzo dobre rozwiązanie, które, obok oczywiście świetnie dobranych do tekstu zdjęć, niewątpliwie wzbogaca treść artykułów.

Towarzyszymy Elvisowi na planie filmowym, przyjrzymy się też jego pracy przy nagrywaniu piosenek. Z pierwszego artykułu dowiemy się na przykład, gdzie naprawdę powstało większość zdjęć do Fun In Acapulco i do jakich wyjątkowych spotkań doszło na planie tego filmu. Po raz kolejny przekonamy się, że Elvis był człowiekiem wrażliwym i sympatycznym. Następnie przeczytamy o okolicznościach powstawania płyty For The Asking, która w końcu nie ukazała się za życia Elvisa. Na szczęście wydano choćby singiel Devil in disguise/ Please don't drag that string around. Pierwsza wspomniana piosenka jest jedną z moich ulubionych. A płytę For The Asking "The Lost Album", wydaną po śmierci artysty, posiadam w swoich zbiorach i często do niej wracam. Kolejny artykuł poświęcony jest filmowi Viva Las Vegas, ale o nim napiszę za chwilę. Ostatni z artykułów opowiada o pracy nad filmem Kissin' Cousins. Choć nie był on najwyższych lotów, zresztą zrealizowano go w ekspresowym tempie, zapamiętamy go jako film, w którym Elvis odegrał podwójną rolę: prostodusznego mieszkańca prowincji oraz jego kuzyna - żołnierza.

Szczególnie zapadła mi w pamięć lektura artykułu Viva Las Vegas. Dlaczego? Otóż Mariusz dzieli się na początku tego tekstu swoimi wspomnieniami związanymi z pierwszym obejrzeniem tego filmu. Ponownie oddaję mu głos: To była druga połowa lat dziewięćdziesiątych. Chodziłem jeszcze do szkoły podstawowej, a na temat samego króla rock'n'rolla wiedziałem tylko tyle, ile napisano w polskich kolorowych magazynach. "Viva Las Vegas" pokazano w polskiej telewizji publicznej o ile dobrze pamiętam z okazji dwudziestej rocznicy śmierci Presleya. Na emisję komedii czekałem z olbrzymią niecierpliwością. Skrupulatnie zbierałem wszystkie wycinki z gazet i programów telewizyjnych informujących o filmie (mam je do dnia dzisiejszego). [2] Pamiętam tamto lato i projekcję tego filmu! Podobnie jak i Mariusz, ja również obejrzałam wtedy go po raz pierwszy. O ile pamięć mnie nie myli, był to 1997 r. (czyli rzeczywiście dwudziesta rocznica śmierci Elvisa), a film został wyemitowany na TVP 1 w ramach cyklu Kino Letnie. Do tej pory mam pochodzące z tamtego czasu wycinki prasowe. Jak zwykle kupiłam wtedy wiele różnych programów telewizyjnych, by z każdego wyciąć zapowiedź filmu i wkleić ją potem do mojego specjalnego zeszytu. Pomijając już moje wspomnienia, które częściowo pokrywały się ze wspomnieniami Mariusza, z tego artykułu dowiedziałam się też kilku nowych rzeczy. Nie wiedziałam na przykład, w jakich okolicznościach powstała piosenka What'd I say Raya Charlesa, której cover został nagrany przez Presleya właśnie do tego filmu. Dzięki tekstowi wiem też wreszcie, dlaczego kiedyś na którymś z innych kanałów telewizyjnych Viva Las Vegas wyemitowano jako Miłość w Las Vegas. Zawsze mnie to dziwiło, a odpowiedź była prostsza, niżby się mogło wydawać. Przeczytałam też o tym, który z filmowych przebojów Elvisa został wysłany w kosmos. Jest to mój ulubiony film, w którym wystąpił Elvis. Moją sympatię zdobyła też partnerująca mu Ann-Margret.

Lektura pierwszego numeru magazynu EVIS: Promised Land była dla mnie niesamowitą przyjemnością. Jedyne do czego mogę się przyczepić to kwestia korekty (interpunkcja, kilka literówek, w jednym miejscu zdublowany fragment tekstu), ale zdaję sobie sprawę, że niewielki nakład czasopisma nie pozwolił na opłacenie korektora, a nikt nie jest nieomylny. Mariusza muszę pochwalić za to za żywy język, umiejętność zainteresowania czytelnika, a przede wszystkim za pasję, którą odczuwa się na każdej stronie magazynu. Choć fanką Elvisa i muzyki, która święciła triumfy w jego czasach jestem już tyle lat, dowiedziałam się z periodyku wielu ciekawych rzeczy. Mariusz w swoich artykułach dzieli się swoją wiedzą, a także cytuje wypowiedzi osób z otoczenia Elvisa, do których udało mu się dotrzeć. Przytacza też fragmenty wypowiedzi odnalezionych na stronach internetowych czy też opinie biografów Presleya oraz recenzentów prasowych, którzy oceniali jakość omawianych w tym numerze filmów i nagrań. Z niecierpliwością czekam na drugi numer czasopisma.

Przypisy:
1. Promised Land Magazyn nr 1/2013, s. 1
2. Ibidem, s. 23

Zainteresowanych zapraszam na blog ELVIS: Promised Land.

ELVIS: Promised Land Magazyn nr 1/2013, teksty, skład: Mariusz Ogiegło, projekt okładki: Piotr "Skowik" Skowroński

Magda w swoim komentarzu podsunęła mi pewien pomysł. Wiele osób, niekoniecznie fanów Elvisa, ma jakieś swoje ulubione piosenki przez niego śpiewane. Może i Wy wymienicie taką, do której macie sentyment, która kojarzy Wam się z czymś miłym lub po prostu tę, przy której Wam się fajnie tańczy? A może zupełnie nie trafia do Was jego twórczość? Zapraszam do komentarzy. :)

A na koniec mam dla Was kilka piosenek. Miłego słuchania! :)




24 komentarze:

  1. Dla fanów talentu tego wokalisty to z pewnością nie lada gratka.

    OdpowiedzUsuń
  2. Moja mama kocha Presleya także w dużym stopniu wychowałam się na jego muzyce i siłą rzecz polubiłam, jednak moim ulubionym kawałkiem jest ten i to właśnie w tej wersji koncertowej z Hawajów http://www.youtube.com/watch?v=IRl-xxDwsLU

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za komentarz. Zainspirował mnie. :) Może jeszcze ktoś się podzieli tytułem ulubionej piosenki Elvisa. :) A koncert na Hawajach uwielbiam! :)

      Usuń
  3. To fantastyczna sprawa, że taki magazyn się ukazał w Polsce. Szkoda, że w naszym kraju niemożliwe jest, aby znalazł się w kioskach.

    Rzeczywiście wielu ciekawych faktów o Elvsie możemy się dowiedzieć z tego magazynu :)

    A ulubiona piosenka? Oj dla fanów Elvisa chyba wybranie jednej graniczy z cudem ;P Niech będzie, że "If I Can Dream" http://www.youtube.com/watch?v=9CMlYVu9J4g

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też się cieszę, że ten magazyn się ukazał! Będę wyczekiwać każdego nowego numeru. :)

      Co do wyboru ulubionej piosenki, doskonale Cię rozumiem. Mam wiele ukochanych piosenek Elvisa. Śpiewał rock'n'rolle, gospel, ballady... Czasem mam ochotę na posłuchanie czegoś energetyzującego, innym razem spokojnego. Nie byłabym w stanie wybrać jednej. A "If I can dream" bardzo lubię, zawsze, gdy jej słucham, mam dreszcze.

      Usuń
  4. Moja ulubiona piosenka to Love me tender :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za odpowiedź. ;) Kiedyś też miałam "fazę" na "Love me tender". :)

      Usuń
  5. love Elvis) Thanks for sweet comments)
    http://afinaskaterblogspotcom.blogspot.ru/

    OdpowiedzUsuń
  6. Mariusz od wielu lat robi generalnie dobrą robotę w temacie E.P.
    Pomijam "flirt" z prezesowaniem, bo ten bodaj nikomu na dobrze nie wyszedł jeśli chodzi o tzw. "fan club"... wracając jednak do jego twórczości pisarskiej to od zawsze twierdziłem, że oprócz doskonałej wiedzy zaczerpniętej od takich wielkich tego temu jak Ernst Jorgensen czy Joseph A.Tunzi ma po prostu dobre pióro. Cechuje się ono łatwością opisywania i oddawania zawiłości związanych z twórczością naszego idola. Kiedy czyta się fragmenty dotyczące pracy w studiach nagraniowych, to ma się wrażenie, że oto jest się dokładnie w nim. W przeciwieństwie do autorki recenzji mnie osobiście nie całkiem do gustu przypadła okładka. Kolorystyka zbytnio ponura, czcionka zbyt prosta i banalna. Mam nadzieję, że numer drugi od tej strony zaskoczy mnie bardziej pozytywnie? Na koniec napiszę wprost do autora biuletynu:

    Mariusz - tak trzymaj i krocz w polskim internecie pod własnym nazwiskiem i graj na własne konto. Jesteś młody, zdolny i masz chęć robienia dużo dobrego wobec twórczości Elvisa Presleya.
    Mam skromną nadzieję na zrealizowanie razem jeszcze kilku projektów.

    TCB

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za obszerny komentarz. Zgadzam się z tym, że Mariusz ma dobre pióro. Co do okładki, mi przypadła do gustu jej prostota. Wiadomo jak to z gustami bywa. :)

      Usuń
  7. Fanką Elvisa nie jestem, ale podziwiam zapał Mariusza i ogromnie gratuluję mu sukcesu. Dobrze, że są wśród nas tacy, którzy mają swoją pasję, potrafią nią zarażać innych i swoim entuzjazmem i pomysłowością są w stanie stworzyć takie perełki. Wyobrażam sobie, że dla fanów Elvisa takie wydanie musi być nie lada gratką.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zgadzam się, również podziwiam zapał Mariusza. Kibicuję mu już od wielu lat. :) I mam nadzieję, że przeczytam jeszcze niejedno jego dzieło. :)

      Usuń
  8. Ukochany mojej mamy , a do magazynu chętnie zajrzę

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Będzie ciężko, bo niestety nie jest on dostępny w kioskach (nad czym ubolewam). :(

      Usuń
  9. Dziękuję serdecznie wszystkim za tak miłe komentarze. Nie spodziewałem się aż takiej reakcji. Jestem naprawdę bardzo mile zaskoczony. Dziękuję Wam!
    Dziękuję także (a może przede wszystkim) autorce tej recenzji.To dla mnie duże wyróżnienie móc przeczytać recenzję swojej pracy na tym blogu (wyróżnienie tym większe, że jest to moja pierwsza taka publiczna recenzja).
    Napisałem to na swoim blogu. Napiszę też tutaj.Takie momenty jak ten utwierdzają człowieka w przekonaniu, że to co robi ma sens i jak nic innego motywują do dalszych działań. I za to raz jeszcze Wszystkim bardzo Dziękuję!
    Pozdrawiam i zapraszam do odwiedzania ELVIS:Promised Land, Mariusz

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mariusz, na te wszystkie komentarze w pełni zasłużyłeś. I nie piszę tego po to, by Ci słodzić. :)Cieszę się, że zarówno moja recenzja, jak i komentarze pod nią utwierdziły Cię w tym przekonaniu, o którym piszesz. Powodzenia w dalszej działalności! :)

      Usuń
  10. Wielkie dzięki, Panie Mariuszu, za wiedzę jaką się Pan z nami dzieli. Uzupełnia Pan kompromitujący wręcz brak publikacji o EP w naszym kraju. Fenomenalny artysta zasłużył na trochę więcej...

    Jednak to okrucieństwo-informować o magazynie, skoro i tak nie można go kupić. A jeśli tak-to gdzie i jak? Błagam o odpowiedź. Mam nadzieję, że Pana presleyowska pasja nigdy się nie wyczerpie, wszyscy ucierpielibyśmy z tego powodu. Pomyślności!

    OdpowiedzUsuń
  11. Jeszcze raz ja. Zapomniałam o wyborze piosenki. Wybór trudny, niemal niemożliwy, ale proszę zwrócić uwagę jak Elvis śpiewa "Love me tender" w swoim Come back. To wykonanie jest rzeczywiście "tender" i naprawdę bardzo piękne.I z tego samego programu- One night with you.Chyba najlepsze wersje obu utworów. Czytałam wypowiedź jednego z członków jego ówczesnego zespołu, że Elvis przed wyjściem na scenę był rozdygotany, niepewny siebie, niepewny jak przyjmie go publiczność. A potem...wszyscy wiemy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Serdecznie dziękuję za ten wspaniały komentarz. Pozdrawiam gorąco, Mariusz Ogiegło

      Usuń

Będzie mi bardzo miło, jeśli zostawisz po sobie choć kilka słów w komentarzu. :)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...