poniedziałek, 12 sierpnia 2013

Monika Madejek "Zeszyt z aniołami"


Recenzja nr 90, Monika Madejek "Zeszyt z aniołami"

Zapewne wielu z Was w czasach szkoły podstawowej prowadziło dzienniki. I ja miałam swój kajet, w którym opisywałam przeróżne wydarzenia, zarówno te niecodzienne, jak i całkiem zwyczajne. Czytając debiutancką książkę Moniki Madejek co rusz miałam przed oczami swoje własne dzieciństwo i... właśnie ten stary dziennik, który leży zapomniany gdzieś w moim rodzinnym domu.

O swoich zapiskach wspomniałam nieprzypadkowo: główny bohater recenzowanej książki, dziesięcioletni Kajtek, również pisze dziennik. A wszystko zaczyna się od niezwykłego zadania domowego, które wymyśla nauczycielka języka polskiego. Chcąc przybliżyć uczniom definicję autobiografii, proponuje im... pisanie przed dwa miesiące własnych dzienników z założeniem, że kiedyś, w przyszłości, na jego podstawie napiszą autobiografie. 

Tego wszystkiego dowiadujemy się już od samego Kajtka, powieść ma bowiem właśnie formę dziennika. Na początku czwartoklasista postanawia napisać coś więcej o swojej rodzinie i przyjaciołach. Jego mama zajmuje się domem i dorabia prowadząc kącik kulinarny w lokalnym czasopiśmie. Dzięki temu mąż i dzieci mają okazję wypróbowywać wciąż nowe, niejednokrotnie naprawdę pyszne, ale... najczęściej zimne dania. I wcale nie chodzi tu o lody czy sernik na zimno. Tato do południa jest listonoszem i paraduje w pocztowym niebieskim uniformie, potem przebiera się w niebieski garnitur i nazywa się agentem ubezpieczeniowym. [1] Nasz dzielny kronikarz ma też dwójkę młodszego rodzeństwa: Ediego i Kasię. Częstym gościem w jego domu jest babcia. Pomimo tego, że mnie i ją dzieli mniej więcej jedno pokolenie, doskonale zrozumiałam jej potrzebę zrobienia czegoś szalonego, która pojawiła się po ukończeniu sześćdziesięciu pięciu lat. I ja miewam podobne myśli, pewnie z powodu zbliżających się wielkimi krokami trzydziestych urodzin. Ważną rolę w życiu Kajtka pełnią też jego przyjaciele: Beti, która każe do siebie zwracać się per Sławek oraz Adaś, któremu czasem towarzyszy starsza siostra Anka. Na kartach powieści pojawia się też sympatyczne starsze małżeństwo zwane Anielstwem oraz budząca mieszane uczucia sąsiadka, a zarazem znajoma mamy, pani Zosia.

Przyszły autor biografii nie próżnuje. Skrupulatnie notuje przebieg klasowych przygotowań do inscenizacji Kopciuszka, dzieli się planami związanymi ze zbliżającym się Dniem Matki, przygląda się temu, jak zakochanie Anki wpływa na... jej twarz (uśmiałam się przy tym do łez), komentuje zachowania babci czy też pani Zosia. Warto podkreślić, że opisywane wydarzenia i problemy mogą pojawić się praktycznie w każdej zwykłej polskiej rodzinie. Nie są to jakieś nieprawdopodobne i wydumane historie, a opowieści prosto z życia widziane z perspektywy dziecka. Sposób, w jaki opisane są poszczególne zdarzenia nie tylko budzi uśmiech na twarzy, ale bardzo często sprawia, że czytelnik śmieje się na cały głos, tak przynajmniej działo się w moim wypadku. Bardzo spodobał mi się też pomysł polegający na zamieszczeniu z tyłu książki kilkunastu przepisów. Koniecznie muszę wypróbować przepis na pieczeń rzymską bez ścierki. :-)

Stylizowanie treści książki na zapiski dziesięciolatka i narracja pierwszoosobowa wymagały od autorki nie tylko wyjątkowej umiejętności wczucia się w psychikę dziesięciolatka, ale również pisania w taki sposób, jak uczyniłby to uczeń szkoły podstawowej. I pani Monice doskonale to się udało! Czytając Zeszyt z aniołami naprawdę miałam wrażenie, że zapoznaję się z zapiskami dziesięcioletniego chłopca. Z tego wszystkiego nabrałam ochoty na przeczytanie swoich własnych notatek sprzed kilkunastu lat.

Na pochwałę zasługuje też jakość wydania powieści. Mamy tu ładnie zaprojektowaną twardą okładkę, dobrej jakości papier, czytelny krój pisma oraz brak błędów czy literówek. Nie mogłabym nie wspomnieć też o czarno białych ilustracjach autorstwa Ewy Beniak-Haremskiej, które - pomimo obecności na każdej stronie - nie dominują nad tekstem, a doskonale go uzupełniają.

Nie mogę się już doczekać chwili, w której Zeszyt z aniołami będę mogła przekazać mojej córce. Mam nadzieję, że za kilka lat będzie się bawić przy czytaniu zapisków Kajtka równie dobrze jak ja. A może sama zacznie prowadzić dziennik? Kto wie...

Przypis:
1. Monika Madejek, Zeszyt z aniołami, s. 10

Monika Madejek, "Zeszyt z aniołami", ilustr. Ewa Beniak-Haremska, Zysk i S-ka, Poznań 2013.

Za możliwość zajrzenia do zapisków Kajtka oraz kilka godzin śmiechu i wzruszeń serdecznie dziękuję Monice Madejek, Wydawnictwu Zysk i S-ka oraz Renacie Kosin, która poleciła moją osobę Autorce.
Książka przeczytana w ramach wyzwania Polacy nie gęsi oraz Debiuty.

8 komentarzy:

  1. Odpowiedzi
    1. To ja dziękuję za możliwość przeczytania tej pięknej książki! I czekam na kontynuację! :)

      Usuń
  2. To książeczka dla nas :) na pewno spodoba sie córce, będe sie za nią rozglądała.

    OdpowiedzUsuń
  3. Mam na półce, ale lekturę odkładam na jesienne/zimowe wieczory - do głośnego czytania dla Elwi.

    OdpowiedzUsuń
  4. Ja też w czasie późnego dzieciństwa pisywałam coś na kształt dziennika i podejrzewam, że lektura tej książki też byłaby dla mnie przyjemnością. ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja muszę się koniecznie zabrać za te moje stare zapiski. :D

      Usuń
  5. Super! coś dla mojej siostry :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Chętnie i ja po nią sięgnę, a kajecik też prowadziłam :) Pozdrawiam cieplutko

    OdpowiedzUsuń

Będzie mi bardzo miło, jeśli zostawisz po sobie choć kilka słów w komentarzu. :)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...