sobota, 14 września 2013

Ks. Alojzy Gandawski "Droga na Węgry"



Recenzja nr 94, ks. Alojzy Gandawski "Droga na Węgry"

„Na górce pod domem w miejscu niezasłoniętym drzewami stoi kobiecina, stoi nieruchomo i patrzy za odchodzącym, przecież jak co dzień, ale widocznie z jakimś tajemnym przeczuciem – fluidem rozstania (skąd coś wiedziała?) – który podświadomie, irracjonalnie i jej się udzielił. Bo ja wiedziałem, że wyszedłem dziś na Węgry” [1].


W 2013 r. nakładem Podkarpackiego Instytutu Książki i Marketingu, pod redakcją Jerzego J. Fąfary, ukazały się wojenne wspomnienia ks. Alojzego Gandawskiego. Stało się to dzięki staraniom Towarzystwa Przyjaciół Ziemi Czudeckiej. Pragnę nakreślić kilka słów na temat tej niezwykle ciekawej i wartej przeczytania publikacji.

Ks. Alojzy Gandawski urodził się 15 marca 1911 r. w Nowej Wsi koło Czudca. W latach trzydziestych XX w. wstąpił do Zgromadzenia Księży Misjonarzy Saletynów. Dnia 24 lutego 1940 r. opuścił swój ojczysty kraj i udał się na posługę kapłańską na Węgry. Do Polski powrócił, jak sam podkreślał, na dzień przed świętem Matki Boskiej Zielnej, 14 sierpnia 1946 r. W drugiej połowie lat siedemdziesiątych postanowił wrócić pamięcią do tych trudnych czasów i spisać swoje wspomnienia. Niedługo potem zmarł. Miało to miejsce w 1977 r. Pochowano go na cmentarzu w Czudcu. Jego notatki zostały przepisane na maszynie w 1992 r. przez 75-letnią wówczas Zofię Gandawską.

Po wspomnienia czudeckiego saletyna sięgnęłam z ogromnym zainteresowaniem, od lat bowiem uwielbiam czytać o osobach, które – choć nieznane szerszemu gronu Polaków – zasługują na ocalenie od zapomnienia. Szczególną uwagę przywiązuję do poznawania historii niezwykłych, choć jednocześnie przecież tak zwyczajnych, postaci z naszego regionu. I do takich „zwyczajnych-niezwyczajnych” zaliczam ks. Alojzego.

Recenzowana przeze mnie publikacja została podzielona na trzy części. W pierwszej z nich, zatytułowanej Zima 1939/1940, jak sam tytuł wskazuje, ksiądz opisuje wydarzenia, które miały miejsce w początkowym etapie II wojny światowej. W pewnej chwili cofa się ze swoimi wspomnieniami nieco wstecz, by przybliżyć czas tuż przed jej wybuchem oraz ukazać okoliczności, w jakich zastała go wojenna pożoga. Opisuje swoją wędrówkę z Krakowa, poprzez Kolbuszową, aż do rodzinnego Czudca. Na swojej drodze napotyka Polaków, Niemców i Sowietów. Niektórzy z nich okazują zupełnie ludzkie oblicze, przed innymi bohater książki musi uciekać. W końcu postanawia wyruszyć dalej, za granicę. Dlaczego? Oddajmy głos jemu samemu: „Poszedłem w świat nie ze strachu przed okupantem, bo w owych dniach jeszcze ‘nie szalał szatan’, ale poszedłem na zew polonii uchodźczej, wołającej o kapłanów, tak bardzo im potrzebnych na obczyźnie, na tułaczce” [2].

Trzon publikacji stanowi drugi rozdział, zatytułowany Wędrówka na Węgry i pobyt księdza Alojzego Gandawskiego. To z niego pochodzi zacytowany przeze mnie we wstępie fragment. Poznajemy tu przebieg trudnej i często niebezpiecznej wędrówki z Polski, przez tereny dzisiejszej Słowacji, aż po Węgry. Wyprawa ta zakończyła się sukcesem dzięki szczęściu, dobremu sercu ludzi spotykanych na drodze, a czasem też dzięki pieniądzom, które przekonywały do pomocy niezdecydowanych. Nie brak tu fragmentów, które brzmią jak scenariusz filmu sensacyjnego bądź gry przygodowej. W dalszej części swych wspomnień ksiądz opisuje kolejne węgierskie miejscowości, w których miał okazję przebywać i pełnić kapłańską posługę.

Trzeci i zarazem ostatni rozdział pt. Böhönye dotyczy dalszego okresu pobytu księdza na Węgrzech. Kończy go opis okoliczności, w których saletyn powrócił z wieloletniej tułaczki do naszego kraju.

Zagłębiając się w lekturę wspomnień księdza, czytelnik natrafia zarówno na momenty wzruszające, mrożące krew w żyłach, jak i zabawne. Ks. Alojzy spędzał czas na modlitwie czy pracy z chórem, ale także na grze w karty lub długich pogawędkach przy papierosie. Autorowi nie brak nie tylko odwagi i hartu ducha, ale również tak potrzebnego w codziennym życiu poczucia humoru. Z uśmiechem na ustach czytałam np. o „hecy”, której autorami byli ks. Alojzy i 18-letni Czesiu Witkowski. Przebrali się za kobietę i bandytę, a wszystko po to, by zażartować sobie z jednego z mieszkańców wsi zwanej Palotabozsok. Spośród wzruszających fragmentów szczególnie zapadł mi w pamięć opis wyjątkowej pasterki, która – z powodu obowiązywania godziny policyjnej – musiała zostać odprawiona nie w kościele, a w świetlicy. Ołtarzem był zwykły drewniany stół, a kielichem – szklanka.

Ks. Gandawski pisze w sposób, który potrafi zainteresować czytelnika. Dzięki temu, że ukazuje swoje zwykłe, ludzkie oblicze, staje się nam wyjątkowo bliski. Ja sama miałam wrażenie, jakby ks. Alojzy siedział przede mną i sam przybliżał mi swoje wojenne losy. Ogromna w tym zasługa zespołu redakcyjnego niniejszej publikacji. Widać, że nie ingerowano w oryginalny tekst wspomnień. W ten sposób udało się nie zagubić charakterystycznego gawędziarskiego stylu autora. Zapiski, choć poczynione po latach, nie są suchą relacją, a żywym obrazem miejsc, w których przebywał ks. Gandawski. Autor przywołuje do życia ludzi, których los postawił na jego drodze, wspomina też piękno węgierskiej przyrody, na które nie był obojętny.

Wartość publikacji podnoszą archiwalne fotografie umieszczone na ostatnich stronach książki. Można na nich zobaczyć ks. Gandawskiego, jego rodzinę czy podopiecznych. Bardzo przypadła mi do gustu szata graficzna omawianej pozycji. Na zaprojektowanej przez Sylwię Tulik okładce widnieje zdjęcie ks. Alojzego, z tyłu umieszczono natomiast pocztówkę z początków XX w. przedstawiającą Czudec oraz przedwojenną fotografię miejscowości autorstwa współwłaściciela Babicy Joachima Jarochowskiego. W tle możemy zobaczyć fragment zapisanej przez ks. Alojzego modlitwy (w całości widzimy ją na odwrocie strony tytułowej).

Jestem niezmiernie wdzięczna Towarzystwu Przyjaciół Ziemi Czudeckiej oraz Podkarpackiemu Instytutowi Książki i Marketingu za to, że wspomnienia ks. Gandawskiego zostały opublikowane i dotarły do szerszego grona odbiorców. Z całego serca zachęcam wszystkich do lektury, naprawdę warto zapoznać się z zapiskami naszego wyjątkowego Rodaka.




[1] Ks. Alojzy Gandawski, Droga na Węgry, s. 19
[2] Ibidem, s. 18

Ks. Alojzy Gandawski, "Droga na Węgry", Podkarpacki Instytut Książki i Marketingu, Rzeszów 2013.

Za egzemplarz recenzencki dziękuję Podkarpackiemu Instytutowi Książki i Marketingu. Recenzja zostanie opublikowana w najnowszym numerze Kwartalnika Czudeckiego.

3 komentarze:

  1. Ciekawa książka wspomnieniowa. Takie książki zawsze dobrze się czyta, gdyż mają ogrom żywej wiedzy poznawczej. To zupełnie co innego niż jakieś opracowanie historyczne.

    OdpowiedzUsuń
  2. To na pewno niezwykle wartościowa lektura. Dobrze, że takie książki powstają.

    OdpowiedzUsuń
  3. Uwielbiam tego typu dokumenty literackie. :)

    OdpowiedzUsuń

Będzie mi bardzo miło, jeśli zostawisz po sobie choć kilka słów w komentarzu. :)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...