niedziela, 6 października 2013

Żyć kolorowo. Moje wrażenia po spotkaniu z Krystyną Mazurówną



O Krystynie Mazurównie po raz pierwszy usłyszałam  przy okazji pojawienia się w telewizji programu Got to dance. Tylko taniec. Wprawdzie nie obejrzałam w całości ani jednego jego odcinka, ale w mojej świadomości zaistniała wyrazista postać jurorki. Nigdy nie przeszło mi przez głowę, że będę miała okazję zobaczyć ją na żywo.

Pewnego wrześniowego dnia dostałam e-mail od pani Krystyny Leśniak-Moczuk, którą tu gorąco pozdrawiam, z zaproszeniem na organizowaną w Wojewódzkim Domu Kultury prezentację spotu Mazurówna – dwie strony medalu, w którym wystąpiła Krystyna Mazurówna. Jego autorem jest Arkadiusz Dorian Leśniak-Moczuk, syn pani Krystyny. Honorowym gościem pokazu miała być oczywiście słynna tancerka, która specjalnie na tę okazję zaplanowała przylot z Paryża, gdzie na co dzień mieszka. Organizatorzy, a więc Stowarzyszenie Krystyn Podkarpackich oraz Wojewódzki Dom Kultury w Rzeszowie, przygotowali też wiele atrakcji, o których można było przeczytać w zapowiedziach wydarzenia.


Choć na temat samej Krystyny Mazurówny nie posiadałam zbyt wielu wiadomości, nigdy też jakoś specjalnie nie zainteresowałam się jej osobą, pomyślałam sobie: czemu nie? W końcu to zawsze jakieś nowe, na pewno ciekawe dla mnie doświadczenie. A gdy dowiedziałam się, że pani Mazurówna jest również autorką dwóch książek, tym bardziej nabrałam ochoty na wyjście. Niestety, po zerknięciu w kalendarz okazało się, że na ten wieczór (27 września) mam już inne plany i zobowiązania. Pomyślałam, że okazja przepadła. A jednak nie przepadła! Wkrótce potem dostałam informację, że spotkanie z panią Krystyną zostało przełożone na środę 25 września. Nic nie stało już na przeszkodzie mojego w nim uczestnictwa.

Tak mi się przynajmniej wtedy wydawało… Nadeszła środa. Najpierw okazało się, że mój mąż ma ważne spotkanie biznesowe tego wieczoru, trzeba więc było organizować opiekę nad córeczką. Na szczęście teść okazał się niezawodny i zapewnił, że nam pomoże. To jednak nie wszystko. Tego samego dnia dostałam dość niepokojący (tak przynajmniej ja to odczułam) telefon od mojego lekarza. Usłyszałam, że wyniki badań są nieprawidłowe i jest potrzeba konsultacji (na którą to zapisałam się zaraz na następny dzień, na czwartek). Wszystkiego mi się odechciało. Wiedziałam, że nie zaznam spokoju do następnego dnia. Nawet przez chwilę miałam w planach zrezygnować ze spotkania. W końcu jednak stwierdziłam, że pójdę, przynajmniej na kilka godzin zajmę się czymś innym.

Do Wojewódzkiego Domu Kultury wybrałam się sama. Już po wejściu do wnętrza budynku dało się odczuć miłą, sympatyczną atmosferę. Członkinie Stowarzyszenia Krystyn Podkarpackich, przebrane w niezwykle oryginalne stroje, zasiadły za stolikiem, przy którym można było kupić którąś z książek pani Krystyny. Jako że nie czytałam żadnej z nich, ani też nie posiadałam zbyt wielu informacji na temat jej życia, swoją przygodę z jej twórczością postanowiłam rozpocząć od autobiografii pt. Burzliwe życie tancerki. Z książką pod pachą udałam się do sali widowiskowej WDK, zasiadłam na widowni i spokojnie czekałam na to, co się wydarzy.

Po chwili oczekiwania na scenie pojawił się reżyser spotu, autor scenariusza całego środowego wydarzenia oraz jego konferansjer – Arkadiusz Dorian Leśniak-Moczuk. Ale jakże był ubrany! Choć siedziałam gdzieś pośrodku widowni, wcale nie w pierwszych rzędach, a na spotkanie nie zabrałam okularów (ostatnio jakoś nie jest mi z nimi po drodze), od razu rzucił mi się w oczy kowbojski kapelusz oraz lniana (chyba?) szata narzucona na ramiona. Arkadiusz powiedział kilka słów na temat gościa (zacytował m.in. fragment tekstu opublikowanego na łamach Prometeja). Następnie przygasły światła, z głośników popłynęła piosenka zespołu Queen We are the champions i na scenie pojawiła się, jak zwykle bajecznie wystrojona, Krystyna Mazurówna, by… wykonać zapierający dech w piersiach układ taneczny z prowadzącym. Po jego zakończeniu oboje zasiedli przy stoliku i tancerka zaczęła odpowiadać na pytania Arkadiusza. W tym miejscu pragnę pochwalić nie tylko jego świetne przygotowanie, ale przede wszystkim sposób, w jaki prowadził zarówno rozmowę, jak i całe spotkanie. Potrafił żartobliwie spuentować niejedną wypowiedź pani Krystyny, dorównywał jej też pewnością siebie. Zresztą oboje sprawili, że całej tej rozmowy słuchało się z ogromnym zainteresowaniem i rozbawieniem. Tak przynajmniej było w moim wypadku, bo już po kilku minutach zapomniałam o swoich zmartwieniach.
Krystyna Mazurówna w 1968 r.

Krystyna Mazurówna wyjawiła na początku, za co lubi tak często wymieniane przez nią w wywiadach miasta: Paryż, Londyn, Nowy Jork i… Rzeszów. Wypowiedziała się też na temat swojego stylu ubierania się i sposobu bycia. Urodzona w 1939 r. tancerka i choreografka stwierdziła, że nie potrafi być spokojną, stateczną i elegancko ubraną babcią, bo to właśnie wówczas czułaby się jak w przebraniu. W kolorowych strojach, ekstrawaganckich butach, oryginalnej fryzurze jest po prostu sobą. Wyjawiła też, że najlepsze pomysły przychodzą jej do głowy... w wannie. Pytania nie były zadawane jedynie przez prowadzącego, każda z zasiadających na widowni osób, jeśli tylko chciała, mogła również zabrać głos. I tak można było dowiedzieć się np., że książki, których pani Krystyna jest autorką, rzeczywiście napisała ona sama, a nie – jak to w dzisiejszych czasach często bywa – osoba do tego wynajęta. Z rozmowy zapamiętałam też to, że chce mieć na swoim koncie siedemnaście książek swojego autorstwa. I ja wierzę w to, że tak właśnie będzie. Po przeczytaniu Burzliwego życia tancerki zabieram się za Moje noce z mężczyznami i… czekam na piętnaście kolejnych!

Wróćmy jednak do relacji. Po zakończeniu rozmowy obecni na sali mogli zobaczyć występ tancerzy z rzeszowskiej szkoły tańca AKSEL. Ich zachwycające pokazy przewijały się jeszcze pomiędzy kolejnymi punktami programu. W pewnym momencie pojawił się też przedstawiciel innej szkoły tańca – Street Life Rzeszów. Następnie przystąpiono do prezentacji wspomnianych wcześniej książek autorstwa pani Krystyny. Niektórzy spośród gości wydarzenia otrzymali też tytuły honorowe nadane przez Zarząd Stowarzyszenia Krystyn Podkarpackich. Każda z wyróżnionych osób otrzymała piękną szarfę. 

Spot filmowy Mazurówna – dwie strony medalu widziałam już niejednokrotnie w Internecie, ale ujrzenie go na ekranie kinowym to zupełnie co innego! Sami zresztą wiecie, że całkiem inaczej ogląda się filmy w kinie, a inaczej w domu, szczególnie gdy jest to monitor laptopa, a tak właśnie było w moim przypadku. Autor spotu podziękował wszystkim osobom i instytucjom, bez pomocy których realizacja projektu byłaby niemożliwa. Jako że jest studentem Warszawskiej Szkoły Filmowej, postanowił zapoznać też publiczność z tajnikami produkcji filmowej, a zrobił to za pomocą krótkiej prezentacji pt. Tajniki produkcji filmowej – od pomysłu do dystrybucji. Przyznam, że nawet ja, zupełny laik w tej kwestii, wysłuchałam jego wypowiedzi z zainteresowaniem i dowiedziałam się kilku ciekawych rzeczy.


Potem każdy z uczestników spotkania mógł podejść do stolika pani Krystyny i poprosić ją o dedykację. Oczywiście ustawiłam się w kolejce z zakupioną przed spotkaniem książką. Przyznam, że takiej dedykacji jeszcze nigdy nie otrzymałam! Jest ona tak kolorowa, jak sceniczne stroje Krystyny Mazurówny, tak barwna, jak jej osobowość! Dostałam także zaproszenie na lampkę szampana w klubie Turkus. Niestety, dochodziła już 22:00, a mój teść nadal pilnował Karolinki, musiałam więc jak najszybciej dostać się do domu. Ale wracałam do niego – nie uwierzycie – prawie w podskokach! Tak mi się udzielił nastrój całego spotkania, ta radość życia i pewność siebie pani Krystyny, że byłam pewna, iż następnego dnia wszystko będzie dobrze. Wróciłam do domu i po przeczytaniu kilkunastu stron Burzliwego życia tancerki poszłam spać. A w czwartek okazało się, że nic groźnego się ze mną nie dzieje, mogłam więc w spokoju pochłaniać (bo podczytywaniem tego nazwać nie można) autobiografię pani Krystyny.

W swoich relacjach z reguły skupiam się tylko na opisaniu punkt po punkcie przebiegu danego wydarzenia, w tym wypadku jednak od tego odstąpiłam. Po pierwsze – z uwagi na mój niezbyt dobry stan psychiczny nawet nie wzięłam ze sobą notatnika, zapomniałam też naładować baterii do aparatu (udało mi się zrobić tylko dwa zdjęcia, z czego jedno nieostre). Po drugie – wspominając o moich rozterkach, chciałam pokazać wszystkim, jaka siła, moc i radość życia emanuje od Krystyny Mazurówny i jak może ona wpłynąć na samopoczucie osoby przebywającej w jej towarzystwie. Na pochwałę zasługuje też cała oprawa tego spotkania. Wszystko było dopięte na ostatni guzik, ani przez chwilę nie było nudno, a trzy godziny minęły jak trzydzieści minut. I mogłabym tam siedzieć pewnie przez całą noc!


Na koniec chciałabym jeszcze raz z całego serca podziękować mojej długoletniej sąsiadce, pani Krystynie Leśniak-Moczuk, panu Eugeniuszowi Moczukowi oraz ich synowi Arkadiuszowi za pamięć i za zaproszenie mnie na to wydarzenie. Dziękuję też pani Krystynie Mazurównie za to, że jest taka, jaka jest. I za to, że – zupełnie o tym przecież nie wiedząc, zresztą zamieniłam z Panią tylko kilka słów przy podpisywaniu książki – tak pozytywnie wpłynęła Pani na moje samopoczucie tamtego wieczoru. Dziękuję!

3 komentarze:

  1. Pani Mazurówna wygląda jak kolorowy ptak. To prawda.
    Dla mnie jest do dzisiaj młodą utalentowaną tancerką, która tańczyła w Gerardem Wilkiem. Byli najlepszą parą taneczna w czasie mojej młodości.

    OdpowiedzUsuń

Będzie mi bardzo miło, jeśli zostawisz po sobie choć kilka słów w komentarzu. :)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...