środa, 13 listopada 2013

Joanna Sykat "Wszystko dla Ciebie"



Kształtuję cię myślą, słowem i czynami.
Dziergam ząbki twoich paluszków, modeluję muszelki uszu, żeby potem wkładać w nie świat.
Twoim oczom obiecuję morze kolorów: sino-fioletowe niebo, biel śniegu za oknem i czerwoną kropkę biedronki, która zajada się teraz zupą z cukru.
I smaki ci obiecuję. Ten najsłodszy, czekoladowo-pocałunkowy, i ten słony, którego nie chcę ci obiecać, a muszę.
Ale wiesz?
Łzy, choć słone, bardzo często są szczęśliwe [1].

Sięgając po Wszystko dla Ciebie spodziewałam się odprężającej lektury w sam raz na jedno popołudnie. Może to przez kolorową okładkę, może przez notkę z tyłu książki, a może przez jedną z recenzji, którą miałam okazję przeczytać, zanim zdecydowałam się zgłosić po tę powieść w facebookowej akcji Obieg zamknięty... Teraz, już po przeczytaniu dzieła Joanny Sykat, mogę z pełną odpowiedzialnością za swoje słowa stwierdzić, że choć książka jest krótka, choć opowiada o kobiecie, której rozpada się małżeństwo, moim zdaniem nie jest lekkim czytadłem, na którego końcu główna bohaterka znajduje nową pracę, nową miłość i nowych przyjaciół.

Trzydziestokilkuletnia Agata pewnego dnia odkrywa przez przypadek, że jej mąż Kuba nawiązał wirtualny romans z KatJą, kobietą poznaną przez Internet. Wkrótce partner wyprowadza się od niej. I wtedy Agata dowiaduje się, że nosi w sobie nowe życie, owoc swojego związku małżeńskiego, który teraz istnieje jedynie na papierze. Głowa kobiety pełna jest przemyśleń na temat macierzyństwa, na które nie czuje się gotowa. Prawie natychmiast postanawia też, że mąż nie dowie się o tym, że spodziewa się jego dziecka. Zdaje sobie zatem sprawę z tego, że czeka ją samotne oczekiwanie na potomka. W życiowych kłopotach wspiera ją przyjaciółka Monika, która może poszczycić się szczęśliwym związkiem. Dużą rolę w życiu Agaty odgrywa też ciotka Nina. Czy mąż w końcu dowie się o ciąży? Jak potoczą się dalsze losy małżeństwa Kuby i Agaty?

Podczas czytania kolejnych stron byłam świadkiem przemiany Agaty. Jej monologi, skierowane do nienarodzonego dziecka, na początku pełne są sprzecznych emocji, niepokoju, niedowierzania, obaw o to, jak będzie wyglądać przyszłe życie jej i dziecka. Z czasem przychodzą radości: usłyszenie bicia serduszka, pierwsze USG, kupno pierwszego ubranka, w końcu pierwsze wyczuwalne ruchy; pojawiają się też obawy: czy z dzieckiem wszystko w porządku, czy ciąży nic nie zagraża.

Książkę tę odebrałabym na pewno zupełnie inaczej, gdybym nie była matką. Od razu wyczułam też, że powieść napisała pisarka, która wie, co to znaczy macierzyństwo, której nie są obce rozterki ciężarnej kobiety. Rozterki, które mogą pojawić się niezależnie od tego, czy matkę czeka samotna opieka nad dzieckiem, czy nie. Bo nawet wtedy, gdy małżeństwo jest szczęśliwe, a dziecko planowane, po wykonaniu testu do kobiety dociera, że od tej chwili już nic nie będzie takie samo, że jej życie zmieni się diametralnie i nieodwracalnie. Znam te rozterki. Na początku aż trudno uwierzyć w to, że pod sercem nosi się nowe życie. A potem, po urodzeniu okazuje się, że owszem, życie bardzo się zmieniło, ale pojawienie się dziecka to najwspanialszy cud, jaki może człowieka spotkać.

Miałam tego nie pisać w recenzji, ale w końcu odważni ludzie nie wstydzą się łez. Przyznaję, że nie raz i nie dwa zdarzyło mi się płakać podczas tej lektury. Kiedy czytam fragment zacytowany na początku mojego tekstu, za każdym razem mam mokre oczy. I czuję, że (czy to w ogóle możliwe?) kocham moją córeczkę jeszcze bardziej. Wzruszyła mnie też wypowiedź lekarza Agaty. Pozwolę sobie i ten fragment Wam zacytować: - Wie pani? - Lekarz pomagał jej wstać. - Praktykuję już ze czterdzieści lat. Słyszałem tysiące pierwszych krzyków dzieci, słyszałem bicie ich serca jeszcze tam, w brzuchu matki. Ale za każdym razem to dla mnie prawdziwy cud. Nieporównywalny z niczym innym [2]. 

Autorka nie skupia się jedynie na ukazaniu pełnych sprzeczności przemyśleń kobiety oczekującej dziecka. W książce przemyca też sporo życiowej mądrości na temat małżeństwa. I znów: inaczej odebrałabym tę książkę, gdybym nie miała za sobą kilkuletniego stażu małżeńskiego, od razu da się odczuć też, że powieść napisała osoba posiadająca już pewien bagaż życiowych doświadczeń. I nie musi chodzić tu od razu o zdradę. Przecież w każdym długoletnim związku zdarzają się gorsze i lepsze dni, a kryzysy przeplatają się z małymi i większymi radościami. Joanna Sykat wie, że rzadko kiedy coś jest po prostu czarne albo białe, a przeważnie są to odcienie szarości o różnym nasyceniu. 

Wiele prawdy jest w słowach, które Autorka włożyła w usta ciotki głównej bohaterki: Ślub daje gwarancję na bezkolizyjne, milutkie współistnienie na góra parę lat [...]. A ty się próbujesz wyłamać, szarpiesz siły na coś, z czym i tak sobie nie dasz rady. To tak, jakbyś chciała szampana pić przez całe życie [...]. Potem to już znacznie bardziej adekwatny jest kompot z rozgotowanymi truskawkami. Swojski, od lat ten sam. Pewny. Nie jest może jakoś specjalnie wykwintny, ale nie zaszkodzi jak pity w nadmiarze szampan. No i zawsze możesz podać go w ładnej szklance [3]. To prawda, że z czasem ten szampan zmienia się w kompot z truskawek. Ale czy to źle? Nie oznacza to, że musimy się ze wszystkim godzić, ale warto próbować zatroszczyć się o obecny związek i coś w nim zmienić (vide: ładna szklanka) niż od razu z niego rezygnować. Bo przecież i ta nowa osoba kiedyś nam spowszednieje, a szampan znów ustąpi miejsca kompotowi.

Na uwagę zasługują różne rodzaje narracji, na które zdecydowała się Joanna Sykat. Mamy tu tradycyjną narrację trzecioosobową, pomiędzy którą wplecione są rozmowy głównej bohaterki na gadu gadu, jej maile, monologi skierowane do nienarodzonego dziecka oraz zapiski w notatniku poczynione zarówno przez nią, jak i przez jej męża. Dzięki tej różnorodności form poznajemy Agatę z różnych stron. Bohaterka do przyszłego dziecka zwraca się za pomocą innych słów niż te, którymi posługuje się w rozmowie na gadu gadu z koleżanką, czy też podczas mailowania z nią. Wówczas zdarzy jej się użyć niecenzuralnych wyrażeń, których to nigdy nie użyje zwracając się do dziecka. 

Na koniec napiszę jeszcze, że moją ulubioną bohaterką jest ciotka Agaty. Nie wiem czemu, ale w mojej głowie przybrała ona wygląd Małgorzaty Lorentowicz, a dokładnie wykreowanej przez nią babci Wolańskiej z filmów Kogel mogel i Galimatias.

W książce jest naprawdę sporo wartych zanotowania sentencji oraz trafnych spostrzeżeń, zarówno tych dotyczących macierzyństwa, jak i małżeństwa. Na mojej półce z książkami zajmuje naprawdę ważne miejsce (tak, oczywiście po odesłaniu jej kolejnej osobie musiałam kupić własny egzemplarz). Komu ją polecam? Przede wszystkim żonom i matkom. Nie chodzi tu o to, że usiłuję pokazać, iż nie-matki nic z lektury nie zrozumieją. Nie! Wydaje mi się jednak, że nie uda im się wynieść z niej tyle, ile żonom i matkom właśnie. I myślę, że w większości nie będą jej w stanie docenić na tyle, na ile ona zasługuje. 


Przypisy:
1. Joanna Sykat, Wszystko dla Ciebie, s. 241
2. Ibidem, s. 149
3. Ibidem, s. 244-245

4 komentarze:

  1. Okładka taka sielska. Cudna. Może i ja kiedys poznam Panią Sykat.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Okładka "Wszystko dla Ciebie" faktycznie przyciąga wzrok. :) Podobnie jest też z okładką "Jesteś tylko mój", najnowszej książki Joanny Sykat, której premiera będzie miała miejsce za niecałe dwa tygodnie. :)

      Usuń
  2. Czytając Twoją recenzję pomyślałam właśnie, że to książka dla kobiet, które mają dzieci i kilkuletni staż małżeński. Nie wykluczam, że w przyszłości ją przeczytam, ale jednak teraz pewnie nie byłabym w stanie utożsamić się z bohaterką i zrozumieć jej emocji. Powieść po prostu nie zadziałałabym na mnie tak jak na Ciebie. Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Faktycznie lepiej chyba poczekać z lekturą. :) Przyznam, że i ja te kilka lat temu odebrałabym ją zupełnie inaczej. Dziękuję za pozdrowienia i również pozdrawiam. :) :)

      Usuń

Będzie mi bardzo miło, jeśli zostawisz po sobie choć kilka słów w komentarzu. :)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...