niedziela, 19 stycznia 2014

Ewa Winnicka "Nowy Jork zbuntowany. Miasto w czasach prohibicji, jazzu i gangsterów"



Start spreading the news, I'm leaving today.
I want to be a part of it, New York, New York.
These vagabond shoes, are longing to stray
Right through the very heart of it, New York, New York [1].

Kiedy czytałam trzecią część cyklu „Metropolie retro” wydaną nakładem Domu Wydawniczego PWN, w uszach wciąż brzmiały mi słowa piosenki „New York, New York” z filmu Martina Scorsese pod tym samym tytułem. I choć jego akcja toczy się w latach 40., kiedy to prohibicja była już jedynie wspomnieniem, zawsze będzie mi się kojarzyć z książką Ewy Winnickiej.


„Nowy Jork zbuntowany. Miasto w czasach prohibicji, jazzu i gangsterów” to, jak już wspomniałam, trzecia odsłona cyklu ekskluzywnych albumów, których autorzy zabierają czytelnika w podróż w przeszłość do jednej z metropolii. Po Paryżu z czasów belle époque i Berlinie z dwudziestolecia międzywojennego przyszedł czas na międzywojenny Nowy Jork.

Lata pomiędzy pierwszą a drugą wojną światową w Stanach Zjednoczonych upłynęły w dużej mierze pod znakiem prohibicji, zatem to właśnie na tym aspekcie postanowiła skupić się autorka. Książka składa się z pięciu głównych rozdziałów. Każdy z nich, a więc kolejno: Przed eksperymentem, Pomysł na suche Stany, Nie chcemy waszego świata, Nowy Jork ryczy, Prohibicja łączy ludzi, został podzielony jeszcze na kilka podrozdziałów.

Na początek trochę historii. Prohibicja została wprowadzona w Stanach Zjednoczonych w 1919 r. Mowa tu o 18. Poprawce do Konstytucji Stanów Zjednoczonych. Obowiązywać zaczęła rok później, dokładnie 17 stycznia 1920. Ewa Winnicka wybiega oczywiście w przeszłość, stara się wyjaśnić czytelnikowi, dlaczego i w jaki sposób doszło do uchwalenia tejże poprawki. Czytając jej dzieło przyglądamy się zatem, jak rosły w siłę ruchy trzeźwościowe, by w końcu doprowadzić do tak poważnej zmiany w Konstytucji.

Jesteśmy też świadkami tego, jak po zakończeniu I wojny światowej Nowy Jork zaczął detronizować Paryż, metropolię, która do tej pory wiodła prym wśród światowych stolic. Mamy wrażenie, że to na naszych oczach rosną nowe budynki i napływają ludzie ze wszystkich stron świata. Ludzie, którzy mają nadzieję zacząć tu nowe życie, wzbogacić się, zrobić karierę.

Tymczasem społeczeństwo amerykańskie podzieliło się na „suchych” i „mokrych”. Ci pierwsi byli oczywiście zwolennikami prohibicji, a drudzy jej przeciwnikami. Jak wiadomo zakazany owoc smakuje lepiej od tego podanego na tacy. Okazało się, że w czasach prohibicji ludzie zamiast pić mniej (czy w ogóle, jak tego chcieli pomysłodawcy poprawki), pili więcej. Problemem były też zatrucia nielegalnym alkoholem. W ciągu tych kilkunastu lat śmiertelnie zatruło się nim ok. 10 tys. obywateli Stanów Zjednoczonych.

Tytuł i podtytuł tej publikacji nie mogły być lepsze. Prohibicja, bunt, jazz, gangsterzy – to wszystko łączy się ze sobą. Po wprowadzeniu pomysłu na „suche Stany”, jak grzyby po deszczu zaczęły powstawać lokale serwujące nielegalnie alkohol. Amerykanie nie przychodzili do nich tylko się napić, ale też posłuchać muzyki, głównie jazzu. Częstymi gośćmi, a często i właścicielami nielegalnych pijalni alkoholu byli oczywiście gangsterzy. Wcześniej mafia bogaciła się głównie na hazardzie, teraz mogła zająć się handlem alkoholem. Skoro jedni bogacili się dzięki nowej sytuacji, inni musieli stracić. Tak stało się z właścicielami wielu hoteli, sklepów czy lokali. I mamy jeszcze bunt przeciwko ustalonemu nowemu porządkowi. Bo większość Amerykanów nie pogodziło się z zaistniałą sytuacją. W końcu doczekali się dnia, w którym zniesiono poprawkę wprowadzającą prohibicję. Stało się to w 1933 r. Nowy Jork zbuntowany to również burleska, teatry, kabarety, powstały w tym okresie New Yorker i… mountains dew (nie był to jednak ten napój, który dziś znamy z reklam!).

Nie brak w publikacji sylwetek postaci, które na stałe wpisały się w historię Nowego Jorku. Na kartach książki spotykamy choćby F. Scotta Fitzgeralda z żoną, Josephine Baker, Polę Negri, Ala Capone, Irvinga Berlina, Billie Holiday czy George’a Gershwina. Jest też tam miejsce dla osoby całkiem anonimowej, zwyczajnej, mianowicie pana Smitha i jego żony. Poznając tę parę bliżej dowiadujemy się, jak wyglądała codzienność przeciętnego przedstawiciela nowojorskiej klasy średniej.

Dom Wydawniczy PWN to klasa sama w sobie. Kiedy sięgam po pozycje wydane przez tę oficynę wiem, że będą one nienaganne pod względem edytorskim. Nie natrafiłam zatem na żadną literówkę, o błędzie ortograficznym nawet nie wspominając, po raz kolejny zachwyciłam się szytymi kartkami, dobrej jakości kredowym papierem, twardą oprawą i czytelnym krojem pisma. Na uwagę zasługuje już sama szata graficzna serii „Metropolie retro”. Publikacja ma formę albumu, dlatego też równie dobrze się ją czyta (duża w tym zasługa nienużącego stylu pisania autorki), jak i ogląda. W albumie bowiem znajdziemy ogromną ilość zdjęć, skanów wycinków z czasopism i plakatów.

Podczas czytania tej publikacji choć przez chwilę mogłam poczuć namiastkę tego klimatu, który panował w zbuntowanym Nowym Jorku międzywojennym. Liza Minelli, a za nią Frank Sinatra, śpiewali „I want to be a part of it, New York, New York”. I ja tą częścią przez chwilę się poczułam.

Za egzemplarz dziękuję Wydawnictwu PWN.

Przypis:
New York, New York, Kander, John/Ebb, Fred

Ewa Winnicka, Nowy Jork zbuntowany. Miasto w czasach prohibicji, jazzu i gangsterów, PWN 2013.




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Będzie mi bardzo miło, jeśli zostawisz po sobie choć kilka słów w komentarzu. :)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...