piątek, 9 maja 2014

Muzyczna uczta dla duszy. Koncert symfoniczny z udziałem Janusza Olejniczaka - moje refleksje


Janusz Olejniczak (fot. Marek Dusza)
W piątek 14 marca 2014 r. miałam przyjemność wysłuchać koncertu Janusza Olejniczaka oraz Orkiestry Symfonicznej Filharmonii Podkarpackiej pod dyr. Piotra Wajraka. Wciąż jestem pod wrażeniem tego niesamowitego wydarzenia kulturalnego. Postaram się podzielić z Wami choć częścią uczuć, które towarzyszyły mi podczas koncertu wybitnego pianisty.

Choć w Filharmonii Podkarpackiej byłam niejeden raz, ani razu nie miałam okazji wysłuchać na żywo utworów skomponowanych przez Fryderyka Chopina. Nigdy też nie siedziałam na tyle blisko (w drugim rzędzie!), by przyjrzeć się i muzykom, i dyrygentowi. By wczuć się całą sobą w to, co dzieje się na scenie. Nie tylko w to, co słyszałam, ale też w to co widziałam.
Piątkowy koncert rozpoczął się występem Orkiestry Symfonicznej Filharmonii Podkarpackiej pod batutą Piotra Wajraka, która wykonała uwerturę „Wilhelm Milczek” J. Wieniawskiego. Nie jestem znawcą muzyki poważnej, moje opisy będą więc całkowicie emocjonalne i - być może - dla osób lepiej obeznanych z tematem po prostu zabawne. Niemniej jednak podzielę się tym z moimi czytelnikami. Słuchałam muzyki jak oniemiała, wpatrując się to w energiczne, pełne ekspresji ruchy ciała i mimikę twarzy dyrygenta, to znów w muzyków Orkiestry Symfonicznej. Temu wszystkiemu podporządkowała się orkiestra. Tyle nut spisanych przez kompozytora, tyle osób grających na różnych instrumentach, tyle dźwięków... i to wszystko, niejako "ujarzmione" przez Piotra Wajraka, składało się na piękno utworu Wieniawskiego.
Potem na środek sceny wysunięty został fortepian, do którego zaproszono głównego gościa wieczoru - Janusza Olejniczaka. Tu krótka dygresja: kiedy zapałałam miłością do twórczości Fryderyka Chopina, to własnie na utwory w wykonaniu p. Janusza trafiłam w pierwszej kolejności. Nic dziwnego zatem, że nie posiadałam się z radości, gdy dowiedziałam się, że ten wybitny pianista da koncert w moim mieście. Janusz Olejniczak na początku wykonał kilka utworów bez towarzystwa orkiestry. Całą Filharmonię podkarpacką wypełniły dźwięki nokturnów i mazurków, a potem - co było dla mnie szczególnym przeżyciem - Scherza b-moll.
I właśnie przy Scherzu b-moll chciałabym zatrzymać się na dłużej. Do tego utworu mam stosunek szczególny. Kiedyś, w jednym z moich snów, ktoś - nie pamiętam w ogóle kto - zapytał mnie, jaki utwór najlepiej oddaje stan mojej skomplikowanej psychiki. I - nie wiem czemu - wymieniłam właśnie ten. Pamiętam, że scherzo to śniło mi się potem przez całą noc. A już po przebudzeniu sporo o moim śnie myślałam. W trakcie tych rozmyślań doszłam do wniosku, że rzeczywiście coś w tym jest. Idylliczne, rozśpiewane fragmenty, przeplatające się z groźnymi, przerażającymi... Bo dość często czuję się albo skrajnie przygnębiona, albo niesamowicie szczęśliwa. Zresztą już w czasach nastoletnich wypowiedziałam pewne słowa, które wspominam po dziś dzień: "Moja wrażliwość jest jednocześnie moim błogosławieństwem i moim przekleństwem". Co miałam na myśli? Właśnie to, że wspomniana wrażliwość sprawia, że wszystko odczuwam mocniej, "bardziej", zarówno powodzenia, jak i porażki, radości, jak i smutki. I przez to moje życie tak podobne jest do chopinowskiego Scherza b-moll. I gdy podczas opisywanego koncertu utwór ten usłyszałam na żywo, miałam ciarki na całym ciele, aż po koniuszki palców u dłoni (dokładnie tak to czułam, całą sobą!).
Po zagraniu kilku bisów na scenę ponownie wkroczyli muzycy Orkiestry Symfonicznej Filharmonii Podkarpackiej i wspólnie z Januszem Olejniczakiem brawurowo wykonali Fantazję na tematy polskie A-dur. I znów te dreszcze na całym ciele, znów pełen zachwyt! Nigdy tego nie zapomnę... na koniec odegrano Symfonię G-dur Wieniawskiego. Oczywiście każdy po każdym z utworów dało się słyszeć - w pełni zasłużone! - gromkie brawa. Sama klaskałam w dłonie jak szalona. To była prawdziwa muzyczna uczta dla mojej duszy...

A na koniec... oczywiście...


Scherzo b-moll!


2 komentarze:

  1. Nie dziwię Ci się, że byłaś zachwycona tym widowiskiem. Chopin zawsze brzmi fenomenalnie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ooo, ktoś tu jeszcze zagląda (pomimo tego, że ja sama za wiele się na innych blogach nie udzielam, bo nie mam czasu). Dziękuję za komentarz! Miłej soboty! :)

      Usuń

Będzie mi bardzo miło, jeśli zostawisz po sobie choć kilka słów w komentarzu. :)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...