niedziela, 28 września 2014

I love them yeah, yeah, yeah! Pokaz filmu “A Hard Day’s Night” w Multikinie



źródło: multikino.pl
Na tę chwilę czekali wszyscy polscy fani The Beatles. Jako że i ja się do nich zaliczam, również z niecierpliwością odliczałam dni do “godziny zero”. A było na co czekać: na ostatni wtorek września Multikino przewidziało dla wszystkich nie lada gratkę - kinowy pokaz filmu “A Hard Day’s Night” (“Noc po ciężkim dniu”). Nakręcony w 1964 r., czyli równo pięćdziesiąt lat temu, był pierwszym filmem, w którym wystąpiła Wielka Czwórka z Liverpoolu. Projekcje odbyły się w całej Polsce, w tym w moim rodzinnym mieście, Rzeszowie.


Jeszcze przed wyjściem zastanawiałam się, jak wiele osób tam się pojawi i w jakim będą wieku. Może będzie tylko kilkoro ludzi z pokolenia moich rodziców i to wszystko? - rozmyślałam. Wprawdzie do internetowej grupy fanów Wielkiej Czwórki należą zarówno osoby pamiętające czasy, w których zespół występował, jak i młodsze od nich o pokolenie lub więcej, ale nie wiedziałam, czy ma to przełożenie na Rzeszów i okolice. Co się okazało? W kinie pojawili się nie tylko fani będący rówieśnikami członków zespołu lub urodzeni kilka-kilkanaście lat później od nich, a zatem dzisiejsi sześćdziesięcio-, siedemdziesięciolatkowie. Na film wybrały się nawet osoby młodsze ode mnie!


Zgasły światła. Kiedy po reklamach i napisach na ekranie pojawili się biegnący Beatlesi, a całą salę wypełniły pierwsze takty piosenki “A Hard Day’s Night”, po moich plecach przebiegł dreszcz. Niecodzienna przygoda właśnie się zaczęła! Oto wszyscy właśnie cofnęliśmy się w czasie, by przez półtorej godziny towarzyszyć słynnym chłopcom z Liverpoolu.
źródło: www.outofordermag.com

Tu pozwolę sobie zacytować opis filmu dostępny na Filmwebie: Komedia pomyłek w reżyserii Richarda Lestera, przedstawiająca jeden dzień z życia najpopularniejszej grupy muzycznej świata - The Beatles. Muzycy tego zespołu: Paul, John, George i Ringo przybywają do Londynu, aby nagrać występ dla telewizji. Na miejscu muszą uciekać przed rozentuzjazmowanymi fanami, poznają kłopotliwego dziadka Paula (Wilfrid Brambell) i co gorsza, w teatrze, w którym mieli nagrać swój występ, gubi się Ringo. Ścieżkę dźwiękową stanowią przeboje Beatlesów - w większości nagrane na potrzeby filmu.


Podczas projekcji miałam ochotę piszczeć i krzyczeć zupełnie tak, jak pokazywane w filmie fanki. Musiałam się jednak choć trochę opanować, żeby nie zrobić wstydu towarzyszącej mi osobie. Ale wyraz twarzy zapewne był bardzo wymowny: maślane oczy i uśmiech od ucha do ucha (lub dookoła głowy, kiedy pojawiał się John Lennon). Do tego uderzanie pięściami w uda, klaskanie i podśpiewywanie szeptem piosenek. No i oczywiście głośny śmiech podczas zabawnych scen (John w łazience, przecinanie wstęgi - “Uważam most za otwarty!”, perypetie z dziadkiem, Ringo rozścielający płaszcz przed stąpającą po błocie kobietą i wiele, wiele innych).


źródło: www.fanpop.com
Dla fanów Beatlesów obraz ten nie jest jednak tylko zabawną komedią, na której można się świetnie bawić. Film daje im (nam!) namiastkę klimatu, jaki panował na i po koncertach Wielkiej Czwórki. Rozwrzeszczane dziewczyny, które możemy w nim zobaczyć, to nie aktorki, ale prawdziwe fanki, ich reakcje nie były więc wyreżyserowane. A patrząc na Beatlesów dających finałowy koncert, na którym zaśpiewali kolejno Tell My WhyIf I FellI Should Have Known Better i She Loves You, można poczuć, jakby się naprawdę w nim uczestniczyło.




źródło: www.maccafan.net 


Na co jeszcze zwróciłam uwagę? Nikt, absolutnie nikt, nie wstał ze swojego miejsca aż do napisu “The End”. Ze swojej strony mogę dodać, że gdyby pracownicy Multikina “puścili” ten film od początku, siedziałabym wpatrzona w ekran dalej. Ale niestety… wszystko co dobre szybko się kończy. Trzeba było opuścić kino.

Nie wiem jak inni fani, ale ja nie spędziłam tego wieczoru na filmie, w którym grają Beatlesi. Spędziłam go z Beatlesami!

Dzięki Multikinu pierwszy raz w życiu mogłam zobaczyć Beatlesów na dużym ekranie i usłyszeć ich muzykę płynącą z kinowych głośników! Mam nadzieję, że to nie ostatnia taka inicjatywa. Po cichu liczę na projekcje kolejnych filmów z Beatlesami. A może udałoby się zorganizować Nocny Maraton Filmowy?


Bo okazuje się, że Beatlemania wcale się nie skończyła. Ma się nieźle i łączy pokolenia! 








3 komentarze:

  1. Odpowiedzi
    1. Nieskromnie napiszę, że jest czego! Oczywiście o ile ktoś lubi Beatlesów. <3

      Usuń
  2. Cześć, z góry przepraszam za ten rodzaju spamu, ale pragnę poinformować, że zmieniłam adres internetowy strony. Dalsze wskazówki przesyłam w linku:
    http://recenzjapisanaemocjami.blogspot.com/2014/10/zmiana-adresu-strony.html
    Jeszcze raz przepraszam i pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń

Będzie mi bardzo miło, jeśli zostawisz po sobie choć kilka słów w komentarzu. :)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...