niedziela, 7 grudnia 2014

Spotkania z poezją: Anna Kudela


Anna Kudela (źródło: archiwum autorki)
Kiedy w czasach licealnych spotykałam ją na przerwach – chodziłyśmy do tego samego liceum do równorzędnych klas – nie wiedziałam, że pisze wiersze. Zresztą nigdy nie rozmawiałam z nią zbyt długo. Ania bliżej znała się z Asią, moją koleżanką z ławki szkolnej. To właśnie ona nas sobie przedstawiła.

Nie pamiętam już nawet, w jaki sposób natrafiłam na pierwsze wiersze Anny Kudeli. Było to kilka lat temu. Może stało się to po tym, jak nawiązałam z nią znajomość na Facebooku? To całkiem możliwe. Wiem, że przeczytałam wtedy kilka utworów opublikowanych przez nią na stronie liternet.pl. 


A teraz, dziesięć lat po zakończeniu liceum, trzymam w ręce almanach poezji „Cudze chwalicie, swojego nie znacie”, w którym znajdują się i wiersze Ani. Z tej właśnie okazji chciałabym czytelnikom mojego bloga przybliżyć jej osobę i twórczość. Korzystam tutaj z materiałów nadesłanych przez Annę Kudelę, a także z Internetu oraz wspomnianej wcześniej publikacji.


Anna Kudela z almanachem
"Cudze chwalicie, swojego nie znacie"

Anna Kudela urodziła się w 1984 r. Mieszka w Woli Zgłobieńskiej, ukończyła policealne Studium Medyczne w Rzeszowie i na co dzień pracuje w rzeszowskim Domu Opieki Społecznej dla Kombatantów. Pisanie, które jest bardzo ważnym elementem jej życia, to sposób na pokazanie emocji oraz spostrzeżeń. Czasami jest to forma reakcji na sytuację czy spotkanego człowieka. Inspiracją dla jej wierszy są ludzie, fotografie lub książki. - Niekiedy pisanie przychodzi z łatwością, słowa same wtedy płyną na elektroniczny papier – mówi Anna. - Czasami jednak długo pozostają nieuchwytne. Aż do czasu, gdy nie mogą się już dłużej opierać napływającej wenie. Słowa układane w wiersze z reguły trafiają pod oko przyjaciół –poetów. Później natomiast wędrują na portale poetyckie.

Anna publikuje na portalach poetyckich, m.in. „Liternet” oraz „Poezja Polska”. Jest współautorką almanachu poetyckiego „Furtka” oraz „Cudze chwalicie, swojego nie znacie”.  

Nie znacie, ale dziś własnie poznacie! Oto kilka jej wierszy...

-na początku było dobro.

to już druga noc kiedy dotykasz piersi

ustami gładzisz wilgotną ziemię- manierę ciasnego kantu
- śledzisz ruchy wokół łona -
ich miękkość uporczywie dotyka kości

pozwalam im upadać
nad stołem lekkich ciem
z ołowianymi skrzydłami.

-ręce gaja.

południe wyciągało do niej ręce
czuła smak zachodzącego słońca
stała się kobietą
sprzedającą swoje ciało
Jezus milczał zasmucony - a ona

przyglądała się mężczyźnie
porównywała skórę
obejmowała chwilę
w ciasnym zaułku Jerozolimy
tam mieściła się
cała wieczność


- miała przewagę europejki

- mikroklimat.

myślę o niej- pojawi się za kilka tygodni
pachnąca świeża

w taki sam sposób dotknie włosów
zniszczonych henną w kolorze oranż pocałuje
spalone końcówki

ujmie twarz w dłonie
pozwoli wychodzić piegom na spotkanie
słońca

padającego na odkryte ramiona

zachmurzy się przez chwilę
aby dotknąć wilgotnych miejsc z taką samą
intensywnością jak

myślę o nim- pojawił się wcześniej
w klimacie umiarkowanym
pochodnych gestów

pełnej filiżanki
czarnej kawy i reedycji słów sprzed lat
z szarymi budynkami curie i czeskim bardem w tle

wielki szu

- podróż.

milczysz. stwarzasz świat w siedem dni.
później odchodzisz- dobry pasterz

- mówią
inni

całując ramiona powtarzasz że gaj oliwny
jest w zasięgu naszych dłoni -
złożonych w modlitwie dziękczynnej

przebytej drogi - gdzie kot spragniony
pieszczot pada oszukany

w przeciągu słów zaciskając
kobietę bez talii

- miękką jak na porę nocy przystało -
kruszącą chleb.

- z rozmów.

[kiedyś cię jeszcze szukałam
w przedwojennych tramwajach

i chlebie ukrytym
pod brudną kurtką]

przyczyniłeś się do nowego - otwarcia na oścież
drzwi w czterdziestym roku

mijanych twarzy zza szyb -
nakładanych cieni szyn pośrodku cegielnianego
raju - rodzącego maki pomiędzy

wolność nabierała kształtu młodej kobiety

- 'gdy nie patrzysz'.

[w berlinie znów śnieg]

widziałeś tą kobietę?
- nacierała ciało tym samym syropem co Anna
pachniała dalekimi wyspami i magnolią

trzymała w dłoni wilgotną ziemię - matkę
wypełniając brzegi wyschniętego koryta
podniebienia

minęło kilka lat
a ja mgłą osiadam na tłustych ramionach
drżących niezdarnie

[nad utraconym latem].

-lutomierska [pół na pół]

- w jej domu były bielone  ściany kilka lat
nakładanych na siebie sprawiło iż pękały pod
wpływem dotyku chropowatość wdzierała się
znacząc linie dawnego życia zastygłe na
starej wędzarni zbutwiałe królicze łapki
fałdami zwisały szczęściem rdzawym

z naprzeciwka przy drewnianej umywalce
pobłyskiwało nagie ciało kobiety przesadnie
dbającej o czystość ukrytej w starych kufajkach
wbitych na gwoździach - mówiono wtedy o garderobie
siennej i drzwiach niedomykających się zimą
widniały słoje desek świata który zamykał
się długością korytarza.

- ona.

[świst uchodzi przez szpary
dłoni zamykając życie]


kijów znał jedną z tych kobiet-
dającą odpocznienie w ciele
gipsowym dzieciom

z lepkimi
oczami rzucała cienie
ażurowych ramion
- niezdarnie.

- przypadek.

[zbyt krótko by cokolwiek mówić
gdy mdlejesz na widok nagiej kobiety]


brudne ulice wiednia hamują wyobraźnię
naciskają na pęcherz - drobnymi palcami
to tam - mówisz speszony odchylając głowę

nad piętką chleba
wisi [melonik]

- dawna.

[on pozostawał we mnie na długo]

ścierał się pod wpływem potu i słów znajdujących się
w głębi płonął gdy utrzymywałam z nim
stosunki intymne przez sen na ulicy

dawnej odcinając się barwami od tłumu
i skrzypiących okien z obrzydzeniem patrzyłam
na kobiety zmuszając się bym nią na długo

pozostała siłą miesięcznych spotkań

po obu stronach muru.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Będzie mi bardzo miło, jeśli zostawisz po sobie choć kilka słów w komentarzu. :)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...