wtorek, 24 lutego 2015

Zapowiedź: Anna Ignatowska „Dziennik pokładowy, czyli wielodzietnik codzienny” pod patronatem Czytelniczego Zacisza



Jak już wspominałam w jednym z poprzednich wpisów, ostatnio spotkało mnie niebywałe wyróżnienie: objęcie pierwszego patronatu medialnego nad książką. Dziś już mogę oficjalnie zaprezentować czytelnikom okładkę publikacji, której patronuje Czytelnicze Zacisze. „Dziennik pokładowy, czyli wielodzietnik codzienny” Anny Ignatowskiej ukaże się w marcu nakładem Warszawskiej Firmy Wydawniczej.

Nim zdecydowałam się na objęcie patronatu, zapoznałam się z kilkoma fragmentami, a następnie z całością tekstu. Chciałam mieć pewność, że będę promować wartościową publikację, zgodną z moim gustem czytelniczym. „Dziennik pokładowy” bawi, wzrusza, uczy i przypomina, co tak naprawdę jest w życiu najważniejsze. 


Jak można przeczytać w materiałach prasowych jest to „niezwykła opowieść o tym, jak można zbudować dom rodzinny przez duże D. Obraz miłości prawdziwej, której owocem są nie tylko dzieci, ale relacje z nimi i pomiędzy nimi - zwarte jak tkanina nie do rozerwania”. Do tych wymienionych wyżej relacji dodałabym jeszcze jedną – relację z Bogiem.

Autorka o sobie i o dzienniku:


„Nazywam się Anka Ignatowska, mam 37 lat i pracuję na wielu domowych etatach. Nigdy nie używany zawód: dziennikarz, często wykorzystywany i ulubiony zawód: fotograf, nie fotografka. Na co dzień po prostu matka! Na pokładzie/składzie mojego życia mam szóstkę dzieciaków. Aż cztery córki i dwóch synów. Ale takich trzech jak tych dwóch, to nie ma ani jednego.

Wielodzietnik codzienny jest zapisem prawdziwej historii, prawdziwych ludzi i ludzików. Zwyczajnych zjadaczy chleba. Powstawał w trudnych chwilach, bólach i radościach, w momencie, gdy na świecie pojawiły się nasze najmłodsze cuda, skrajne wcześniaki, których życie przez wiele tygodni wisiało na włosku. To właśnie one - Calineczki, M&Msy, maleńkie: Michasia i Majutka stworzyły nasze życie rodzinne na nowo.

Zapiski prowadziłam na mojej prywatnej tablicy Facebooka. A te z kolei miały ogromną rzeszę czytających fanek i fanów. Coraz większe grono znajomych namawiało mnie, aby założyć bloga, a z czasem by wydać dziennik i by można go czytać na papierze. Obiecując, że z miejsca wykupią po kilka sztuk! Dziennik, to jest coś co trwa... Opisuję w nim sytuacje, wydarzenia i zabawne anegdoty obecne w naszym domu. To coś co mnie bawi. Kocham pisać i chyba nie zdawałam sobie sprawy z tego, że może to kogoś zainteresować.

Skoro pokładowy podoba się tak dużej ilości osób, to jest ogromna szansa, że da sporo rozrywki kolejnym i kolejnym czytelnikom. Lubię sprawiać ludziom radość. Radość jest towarem deficytowym. Wiele mam pisze do mnie w prywatnych wiadomościach: Ania pisz, jak najwięcej pisz... to czas tylko dla mnie. Ja, kawa i pokładowy. Musisz to pisać dla mnie! To dodaje skrzydeł każdemu chyba autorowi”.

Teraz, po przeczytaniu całej książki, doskonale rozumiem ten cały fenomen „Dziennika pokładowego”. A chciałabym zaznaczyć, że jestem zupełnie bezstronnym czytelnikiem. O książce dowiedziałam się kilka miesięcy temu, autorki wcześniej nie znałam ani osobiście, ani internetowo. Wprawdzie minęłyśmy się kiedyś na jednym z forów, ale kompletnie jej stamtąd nie pamiętam. Może zresztą udzielałyśmy się tam w innym czasie? To, że w ogóle dowiedziałam się o istnieniu „Dziennika…”, zawdzięczam naszej wspólnej znajomej, Magdzie (pozdrowienia!!), która od początku wspierała Anię i ma spory udział w tym, że doszło do wydania tej książki.

Lektura tych „zwykłych” (choć moim zdaniem właśnie niezwykłych w swej zwykłości) zapisków nieznanej mi przecież zupełnie matki czworga, a potem sześciorga dzieci, zaabsorbowała mnie tak, że zasnęłam nad książką późno w nocy (nie z nudów!), bo tak bardzo nie chciałam odłożyć jej na bok, na jutro.


Chcę, byście i Wy poznali bliżej ten dziennik. Naprawdę warto! Więcej napiszę w przedpremierowej recenzji, która ukaże się na Czytelniczym Zaciszu w pierwszych dniach marca.



9 komentarzy:

  1. Gratuluję patronatu :) Chętnie przeczytam książkę już po premierze :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję i z całego serca polecam "Dziennik pokładowy". Mam nadzieję, że autorka nie poprzestanie na tej jednej książce. :)

      Usuń
  2. Gratuluję! Ja również niebawem coś niecoś o niej napiszę!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję! I z czekam na Twój post na temat tej książki. :)

      Usuń
  3. Gratuluję patronatu:) a książka zapowiada się ciekawie:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję! I oczywiście gorąco polecam książkę. Więcej na jej temat niebawem w recenzji przedpremierowej. :)

      Usuń
  4. Gratuluję i zazdroszczę patronatu!
    Zapraszam do mnie: http://chcecosznaczyc.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  5. Chętnie poznam, a patronatu gratuluję:)

    OdpowiedzUsuń

Będzie mi bardzo miło, jeśli zostawisz po sobie choć kilka słów w komentarzu. :)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...