niedziela, 31 maja 2015

Spotkania z poezją: Monika Bobrowska cz. II

Dokładnie tydzień temu zapoznałam Was z twórczością Moniki Bobrowskiej. Obiecałam też, że wkrótce opublikuję na łamach Czytelniczego zacisza jeszcze więcej jej utworów. I dziś tę obietnicę z radością spełniam. Ostatni utwór pt. „Spowiedź matki autysty” to najnowszy wiersz Moniki.




***
zasłuchana w ciepły oddech
początek i koniec
pod sufitem małych marzeń cienie
korowód tańczący
roześmiany

w gnieździe poduszki
złota głowa
rączka na policzku
szczęście gdzieś pod sercem przysiadło
zamruczało
w kłębek się zwinęło

synku mój
śpij spokojnie
ugłaszczę twoje sny
aż do białego rana
w warkocze zaplotę
kruchy spokój

***
błękicie mych oczu szkicowany szarością
i złoto włosów w popiel lekko przeciągnięte

odkrywasz świat
 z ust płyną długo wyczekane słowa
w spojrzeniu zagubionym lecz ostrym
nadwrażliwość
bliska sercu matki

jaka będzie twoja droga
ileż dolin w niej gór rozpadlin
ciemnych miejsc
i drugich końców tęczy
ile bólu piękna pytań bez odpowiedzi

w najczulszym geście
 tulę cię do siebie
nie cofnę twoich kroków
nie mogłabym cię zatrzymać
będę zbierać perły twoich łez
źdźbła trawy poskładam
 w bukiet falującego szczęścia

szara godzina
stalowa cisza po zachodzie
przejrzyste myśli w kroplach rosy
i pajęczyna jeszcze ciepła
i w liściach szelest
ziemi smak
ostatnie kwiaty chylą głowy
i lazur nieba wolno płynie
otulasz ciepłym szalem plecy
herbata tańczy pary mgłą

zamarło wszystko
ten piękny dzień
ostatni taki
właśnie przeminął


-jesień idzie przez park-

ciepłem pełznie w poprzek karku babie lato
cicho stąpa pośród sczezłych kłosów traw
puka lekko w czarne szkiełka okularów
zaplątało się w włóczkowy szal

przez czerwoność wirujących liści
drżąca pani jesień przyszła
oczy mruży lazurowe
włosy rude ma z wiewiórek
a łzy mgliste
gdy o świcie
w dół po szybie mkną perliście
cyt cyt tak nieśmiało
jakby pierwszy raz


***
spomiędzy rosochatych pni
tęcza pulsuje kuliście
gubiąc kolorowe krople
na igły szyszki wrzos

wyciągam ręce
poprzez palce przecieka chwilo trwaj
w kwileniu cichym leśnych ptaków
w trzasku gałązki spod moich stóp
wiruje lekko nic pajęcza
cicho zastyga pod żółtym liściem

grzeje się uśmiechnięte
słońcem nakarmione
babie lato
zbyt szybko odchodzące
późno sierpniowe

***
pełnia lata
w zmęczonym trzepocie szarych liści
wybiło południe
pospiesznie przebiegło po całunie białych chmur

nagie ramię szkicowane kroplą potu
i na karku
pod sypkim pasmem włosów
pragnienie dotyku
bezbronne w swym niespełnieniu

szeleści pod stopami złoty pył
w miętowym zapachu lato płynie
za słoneczny horyzont
w niechcianą, nieuchronną dal


Spowiedź matki autysty

w graficie bezradności nieistniejących słów
niech mówią wiatr i piasek
bieg chmur może zdradzi
co kryjesz pod cieniem okularów

wielki błękit wypłakanych  łez
światło nadziei
najjaśniejszą pewność
że innego życia nie będzie

miłość
to czasem syzyfowy głaz
z doczepioną drabiną bez stopni
wiodącą na drugi koniec tęczy

błogosławieni, którzy wejdą

2 komentarze:

  1. Przez zupełny przypadek natrafiłam na te wiersze. Są przepiękne... <3

    OdpowiedzUsuń

Będzie mi bardzo miło, jeśli zostawisz po sobie choć kilka słów w komentarzu. :)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...