poniedziałek, 23 listopada 2015

Kobieta powinna przede wszystkim kochać. Wywiad z Anną Ignatowską

Na początku chciałabym gorąco podziękować Ci za znalezienie czasu na ten wywiad. Nie przedłużając, zaczynamy... Czy zmieniło się coś w Twoim życiu od czasu, kiedy został wydany „Dziennik pokładowy”?

Chyba niewiele. Może przybyło trochę stresu w związku z obawami, co na temat dziennika powiedzą Czytelniczki i Czytelnicy i kłopotem z Wydawcą, który nie tylko ogłosił upadłość, ale też nie wywiązuje się z umowy. I nie tylko nie robi dodruków, ale też całkowicie zaniedbuje dystrybucję. Być może cała sprawa skończy się w sądzie, ponieważ nie jestem jedyną autorką, która została oszukana.


Powiało grozą. Sytuacja rzeczywiście nie jest dobra. Czy w związku z tym będzie druga część „Dziennika pokładowego”? A jeśli tak, czy wydasz ją w formie tradycyjnej, czy jako ebooka?

Druga część w zasadzie już jest. Nie wiem, jaką drogę obrać. I czy czytelnicy rzeczywiście byliby zainteresowani czytaniem drugiej części. Być może poszukam tradycyjnego wydawcy ryzykując odrzucenie tekstu po roku oczekiwania. Jeszcze nie podjęłam decyzji. Muszę ją też dopracować w szczegółach.

Zmieńmy temat. Czy któraś Calineczka jest bardziej Tatusia, a któraś Mamusi?

Na tym etapie obie są mamusiowe. Chodzą za mną wszędzie niczym dwa małe szczeniaczki i bardzo przeżywają każde rozstanie. Choćby moje wyjście do sklepu.

Jak sobie radziłas z karmieniem piersią bliźniąt i czy da się to zrobić jednocześnie (jedna z jednej strony, a druga z drugiej strony)? :)

Karmienie bliźniąt nie jest rzeczą banalną. <śmiech> Owszem, karmiłyśmy się symultanicznie. Zachowało się nawet kilka zdjęć. Cóż… Karmienie dwóch ssaków na raz to sporo kłopotu. Zwłaszcza gdy Calineczki były jeszcze bardzo malutkie. Ze względu na swoje spore wcześniactwo obie miały wiotkość krtani i często zachłystywały się w trakcie jedzenia. Wówczas odklepywanie jednej z drugą przy piersi nie było wykonalne. Wtedy w karmieniu stereo zawsze pomagała mi Teściowa lub Mąż. Najczęściej jednak karmiłam dziewczynki kolejno. Gdy były większe karmienie symultaniczne szło sprawnie i stosowałam je co najmniej 3 razy dziennie. Wtedy dziewczynki nie krztusiły się i było to bardzo praktyczne rozwiązanie. Po pierwsze żadna nie musiała czekać, często z wielką niecierpliwością, a po drugie była to ogromna oszczędność czasu. Odstawiły się od piersi same. Około 30 ms życia. Całkiem niedawno.

Co zrobiłabyś wiedząc, że jutro będzie ostatni dzień?

Karmienia? Czy życia? <śmiech>

Musiałabym zapytać autorkę pytania, ale pewnie chodzi o życie. ;)

Jeśli karmienia – to mam to za sobą. Odstawiały się powoli, dość systematycznie rezygnując z kolejnych karmień. Najdłużej piły nad ranem. Pokarm zanikał i jakoś tak w naturalny myślę sposób karmienie mlekomatem przeszło w kamrmienie łyżeczką i widelcem. Jeśli zaś chodzi o ostatni dzień życia – zapewne chciałabym pozamykać wszystkie sprawy życiowe. Wyczyścić swoje sumienie, prosić o wybaczenie i kochać. Modlitwa stała by całkowicie na pierwszym miejscu. Niestety często nie stoi. Bóg jest dla mnie najważniejszy. Ostatni dzień byłby ostatnią szansą kolejnego mocnego nawrócenia.

Jeśli mogłabyś cofnąć czas czy zmieniłaby coś?

W wychowaniu dzieci? Nie wiem. Musiałabym dłużej nad tym pomyśleć. Możliwe, że nie szczepiłabym starszych dzieci i nie były by chore neurologicznie. Zapewne podchodziłabym do wielu spraw z większym luzem. Na pewno mniej popełniłabym błędów w wychowaniu starszych dzieci. A było ono dość stereotypowe. Zapożyczone od starszego pokolenia. Teraz widzę, że nie wszystko było dobre. Na przykład klaps. Nie tylko nie jest dobry wychowawczo dla dzieci, ale też dla rodziców. Nic nie wnosi, nie uczy niczego dobrego. Widzę to niestety dopiero z perspektywy czasu. Na szczęście od dosyć dawna. Takich błędów mniejszych lub większych pewnie było więcej. Może z dzisiejszym doświadczeniem umiałabym przeciwdziałać w silnej zazdrości u Pierworodnej, która gnębiła brata w zasadzie od pierwszego dnia jego pobytu w domu. Możliwe, ale nie na pewno umiałabym tak pokazać jej syna, żeby czuła, że rodzeństwo, to małe stworzenie jest bardziej jej niż moje. Ta rywalizacja niestety wciąż trwa.


Co według Ciebie jest najważniejsze w charakterze kobiety, co sprawia że jest dobra matka? Czego przede wszystkim powinna swoje dzieci uczyć. Na co położyć nacisk?

Wiesz, nie jestem psychologiem. Bardzo ważny jest rozwój osobisty. Tak na tzw. chłopski rozum to jednak najważniejsza jest miłość. Kobieta powinna przede wszystkim kochać. Kierując się miłością ciężko popełnić błąd. A kochać nie znaczy pozwalać na wszystko, co jest myślę największą pokusą i najgorszym z możliwych rozwiązań w wychowaniu dzieci. Na pewno łagodność. „Zło dobrem zwyciężaj” to zawiera całość. Dużo nauczyło mnie obserwowanie Zakonnic. Więcej można „wywalczyć” łagodnością i miłością niż złością i karami. W sytuacjach podbramkowych stosuję metodę „co dobrego, co w zamian”. Daję wybór. Czego przede wszystkim powinno się uczyć dzieci? Myślę, że miłości i tolerancji. Mniej współzawodnictwa, więcej dzielenia. Dla mnie najwyższą wartością jest Bóg. Matka chrześcijańska powinna „zarazić” dzieci miłością do Boga. Wskazywać tą drogę, którą sama kroczy. Wybierać zawsze dobro, zawsze Boga, wtedy wybór jest prosty. Bóg na pierwszym miejscu i wszystko jest na swoim miejscu. Nie można tu iść na kompromis. Dziś się stosujemy, a jutro nie. Taka droga jest zła. Prowadzi na manowce. Powinniśmy uczyć, ale przede wszystkim przez przykład. Ktoś ostatnio zapytał mnie „Jak nauczyłaś dwulatki modlitwy? Moje dzieci są starsze, a nie potrafią się nawet przeżegnać”. Należało by zapytać „A modlisz się z nimi? Czy one widzą Cię na kolanach?” To chyba Jan Paweł drugi powiedział „Człowiek nigdy nie jest bardziej człowiekiem jak wtedy gdy klęczy przed Bogiem”. Jak je nauczyłam? Otóż można by rzec „nijak”. Same się nauczyły. Przebywają w gronie rodziny w czasie modlitwy wieczornej i chłoną jak gąbka. Modlę się z nimi. W ciągu dnia są świadkami modlitwy uwielbienia. Wieczorem dziękczynno błagalnej. Dla nich to coś zupełnie naturalnego. Nie uczę ich jak uczy się wiersza. Dla nich jest to naturalne jak mowa, chodzenie czy jedzenie. Wiedzą, że jest Bóg, Jezus i Matka Boża. Potrafią same powiedzieć Ojcze Nasz i Zdrowaś Mario, a nawet Aniele Boży i jeszcze kilka innych modlitw. Tak samo jest z każdą inną dziedziną życia. Najbardziej jednak wzruszyła mnie spontaniczna modlitwa Majeczki „Panie Jezu zabierz mój katalek” (Katarek.) I zabrał.

Kiedy znajdujesz czas na czytanie -nocą, wcześnie rano czy w ciągu dnia? Co najchętniej czytasz?

Wcześnie rano to jeszcze noc. <Śmiech> Czytuję późnym wieczorem lub nocą. Czasem też na dłuższych posiedzeniach w łazience. <śmiech> Nieprzerwanie najchętniej zaczytuję się w literaturze duchowej. Do wielu książek wracam. Ostatnio codziennie od nowa zagłębiam się w Dzienniczku Siostry Faustyny. Nie jest to literatura piękna. Raczej faktu. Z każdej niemal strony przemawia do Niej, więc i do mnie Jezus. I to jest piękne!

Czy jest jakiś literacki portret rodziny, który cenisz w szczególny sposób?

Hmm… Pewnie nie będę oryginalna. Święta rodzina. Nie będzie to może literacki portret. I choć nie była wielodzietna, to jednak jest najlepszym ze wzorów rodziny, z którego czerpię. Ale też zaczytując się w literaturze duchowej lub psychologicznej znajduję definicje lub opisy z życia wzięte - ciężko zeń taki portret stricte literacki namalować. Rodzina święta, ale też wiele rodzin współczenych świętych świeci przykładem godnym naśladowania. Na przykład rodzina Joanny Beretty Molli, Ojca Pio. Daleko nam jeszcze do ideału, ale naprawdę się staramy. Żywoty świętych to literatura naprawdę godna polecenia. To prawdziwe życie z Bogiem. Rodzaj można by powiedzieć przewodnika.

Czy modlicie się co wieczór razem z dziećmi i jeśli tak, to jak wygląda taka modlitwa?

Na to pytanie chyba już odpowiedziałam. <Śmiech> Staramy się modlić codziennie w możliwie jak najliczniejszym gronie. Modlitwa zaczyna się od dziękczynienia. Każdy z nas dziękuje za to co danego dnia otrzymał. Następnie przepraszamy za nasze grzechy i prosimy we wszelkich intencjach. Modlimy się za wiele osób, dlatego modlitwa potrafi się przedłużać. Odmawiamy modlitwy spontanicznie. Nie zawsze jest to ten sam zestaw modlitw. Na koniec każdej modlitwy pękamy ze śmiechu przy Aniele Boży. Zapewne dlatego zawsze wstajemy z kolan w świetnym nastroju i z dużym uśmiechem na twarzy. A wiąże się to z pewną zabawną sytuacją z zamierzchłych już czasów. Kiedy to Antoś (chyba Antoś, a Może Zuzia, już nie pamiętam) w trakcie Aniele Boży właśnie przerwał modlitwę by zapytać co oznacza „kupo mocy”. Na co najstarsza, czyli Pierworodna ze śmiertelną powagą na twarzy pouczyła go następująco „Nie wiesz?! To taka kupka mocy!”. Przez długi czas musieliśmy się modlić „do pomocy”, bo nie wyrabiałam przy każdym „kupo” i pękałam ze śmiechu. Gdy sprawa przycichła wróciliśmy do „ku pomocy”. Głównie ze względu na Tatę, który jest tradycjonalistą. Ale to niestety wciąż działa na mnie śmiechotwórczo i pod koniec nie mogę już powstrzymać się od łez śmiechu. Nie wiem dlaczego to tak działa i to już tyle lat. Będzie to już na pewno dłużej niż dziesięć, niestety nie mogę na to nic poradzić. Kupa mocy jest dla mnie nie do przełknięcia na poważnie. <śmiech>



Bliźniaki już macie, co byś powiedziała na trojaczki? :P Jaka by była Twoja reakcja po pierwszym potwierdzającym to USG?

Zapewne umarłabym na zawał. <Śmiech> Bóg dopuszcza tyle ile jesteśmy w stanie znieść.

Kiedy znajdujesz czas na pisanie bloga, w tym tak długich i merytorycznie bogatych wpisów jak ten o Rekolekcjach na Stadionie?

Piszę głównie, gdy maluchy śpią. Reszta rodziny ma wtedy czas siesty i odrabiania lekcji. W domu panuje całkowita cisza. Każdy jest w swoim pokoju. Ja pilnuję małych pisząc właśnie lub czytając wiadomości i różne ciekawe artykuły. Piszę bardzo szybko i bezwzrokowo. W ciągu godziny potrafię napisać naprawdę dużo stron.

W czym rzeczywistość różni się od tego, jak wyobrażałaś sobie swoje życie powiedzmy biorąc ślub czy będąc w pierwszej ciąży? :)

Nie sądziłam, że czasem będę opadać z sił. <Śmiech> Wyobrażałam sobie siebie jako idealną matkę <śmiech> i ponieważ jestem totalną optymistką nawet przez myśl mi nie przyszło, że będę się zmagać z epilepsją syna, migreną córki, masą chorób i uszkodzonym kręgosłupem. Sądziłam też, że nie będę się kłócić z mężem, a nasza rodzina będzie niemal jak z bajki. Cóż wyobrażenia potrafią być bardzo utopijne. <Śmiech> A życie ma tę zdolność by szybko weryfikować marzenia. Sądziłam też, że stać nas będzie na częste podróżowanie. Brutalna jest nieraz rzeczywistość. <śmiech>

Kto jest Twoim ulubionym świętym? Żeby było Ci łatwiej, możesz wymienić trzech najbliższych Twojemu sercu.

Odetchnęłam doczytując drugie zdanie. <Śmiech> Ciężko będzie wybrać trzech. Hmmm
Jednym z moich ulubionych Świętych jest Ojciec Pio. Niezwykły człowiek. Można by o nim mówić godzinami. Jest bardzo dużo książek, wszystkie warte przeczytania. Masa jego zapisków, listów, życiorys i rekolekcje wypełnione jego myślami. Święty ten miał niesamowite zdolności. Czytał w myślach, bilokował się, przez wiele lat nosił stygmaty, rozmawiał ze swoim Aniołem Stróżem, a ten tłumaczył mu listy. Drugą taką osobą jest nasza Polska Święta - Siostra Faustyna Kowalska. Z domu Helena. Pokorna prosta Zakonnica, której miłość i pokora właśnie jest czymś co warto naśladować. Całkowicie zakochana i oddana Bogu. Jej Dzienniczek powinien być lekturą szkolną. <Śmiech> Jest niezwykły. Czytam go kolejny raz. Tym razem zakreślając fragmenty do których chcę wracać. Święty Paweł. Apostoł. Jest mi szczególnie bliski, bo czuję się taką jego żeńską kopią. Też musiałam niemalże stracić wzrok by zobaczyć, że Bóg żyje i że nie tylko mnie kocha, ale też mu na mnie naprawdę zależy. Święty Franciszek i Antonii – polecam żywoty tych dwóch Panów. Ojciec Charbel! Ale też Mała Tereska, Święty Jan Bosko. I koniecznie Jan Paweł II. To niezmierzone bogactwo. Catalina Rivas – jej wizje to coś niesamowitego. Wymieniłam chyba wszystkich trzech. <Śmiech>

Bardzo dziękuję Ci za rozmowę. Pozdrawiam serdecznie Ciebie, wszystkich Czytelników. A zwłaszcza Czytelniczki :) Niech Wam się darzy.

Ja również jeszcze raz dziękuję za poświęcenie czasu na wywiad. Życzę powodzenia w bojach z Wydawnictwem.

2 komentarze:

  1. Anna Ignatowska - kobieta, którą podziwiam i będę podziwiać do śmierci. Sytuacja z wydawcą straszna, oby autorka znalazła inne wydawnictwo. Cały czas jej w tym dopinguję!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Podobnie jak Ty, ja również podziwiam Anię i trzymam kciuki za to, by znalazła inne wydawnictwo. Tyle miernych książek ukazuje się, a naprawdę dobrze napisany Dziennik miałby nie doczekać drugiej części?

      Usuń

Będzie mi bardzo miło, jeśli zostawisz po sobie choć kilka słów w komentarzu. :)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...